Logo Przewdonik Katolicki

Dzieci podrzucone do szkoły

Kamila Tobolska
Fot.

Miało być wyrównywanie szans edukacyjnych. Takie bowiem hasło przyświecało twórcom reformy oświatowej obniżającej wiek szkolny. Tymczasem okazuje się, że to, czego doświadcza wiele kilkuletnich dzieci w Polsce, z wyrównywaniem szans nie ma nic wspólnego. To wręcz równanie w dół!

 

Zamiast wstępu, kilka faktów. I to takich, że chyba każdej przeciętnej mamie włosy stają na głowie. W jednej z placówek w Sieradzu 5- i 6-letnie dzieci uczęszczające do grupy popołudniowej kończą zajęcia o godz. 19.30. W czasie gdy przebywają w przedszkolu tylko pięć nieodpłatnych godzin, czyli od godz. 14.30, nie mają zagwarantowanego żadnego posiłku. Jeśli ich rodzice zadeklarują minimum ich 8-godzinny pobyt w przedszkolu, płacąc oczywiście za te dodatkowe godziny, dopiero wówczas przedszkolak zostanie  przydzielony do grupy rozpoczynającej zajęcia rano.

W gminie Kobylnica w województwie pomorskim pięciolatki uczęszczają do oddziału przedszkolnego w tamtejszym zespole szkół, na który składa się podstawówka i gimnazjum. Maluchy z okolicznych wsi dojeżdżają na zajęcia zwyczajnym  PKS-em. Na przystanek odprowadza je pani ze świetlicy, a w autobusie, jak stwierdza dyrektorka szkoły: „ma na nich uważać kierowca”.  Z kolei w pewnej szkole w Elblągu grupa zerówkowiczów najpierw przez trzy godziny ma zajęcia w szatni, znajdującej się w korytarzu piwnicznym, a dopiero na następne dwie godziny, zmienia się z drugą z grup i przebywa w klasie. Powód? Szkoła przeznaczyła dla zerówki tylko jedną salę.

To jedynie trzy wypowiedzi z ponad tysiąca nadesłanych przez rodziców do Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców. Postanowiło ono bowiem przygotować raport przybliżający warunki edukacji przedszkolnej po pierwszym roku obowiązkowej nauki dzieci pięcioletnich. Lektura obowiązkowa dla rodziców i dziadków małych dzieci.

 

Władze obowiązku nie mają

Zanim jednak przyjrzymy się wynikom tego raportu, przypomnijmy, co reforma oświatowa obniżająca wiek szkolny zafundowała maluchom. Otóż od 1 września 2011 r. na wszystkie dzieci, które w danym roku kończą pięć lat, nałożono obowiązek nauki, inaczej obowiązek realizacji podstawy programowej przygotowania przedszkolnego w wymiarze pięciu godzin dziennie. Mówiąc wprost, nakazano rodzicom  wszystkich dzieci, które ukończyły pięć lat,  obowiązkowo wysłać je do przedszkola. Lub  do szkoły, jeśli „przedszkolny obowiązek” realizowany jest w oddziale przedszkolnym w szkole. Przed wprowadzeniem zmiany ten sam obowiązek ciążył na sześciolatkach. − Państwo zarządziło obowiązek edukacji dla pięciolatków, ale to gminy zobowiązane są zapewnić im miejsce do nauki. Dyrektorzy szkół mają natomiast obowiązek powiadomić o tym rodziców i dopilnować, żeby wszystkie pięciolatki z rejonu podjęły naukę. Na rodzicach ciąży z kolei obowiązek zapisania pięcioletniego dziecka do placówki przedszkolnej lub szkolnej i dopilnowania, aby uczestniczyło ono codziennie w zajęciach. Tym bardziej więc w tym wszystkim uderza fakt, że władze centralne nie mają obowiązku zapewnić środków na edukację najmłodszego rocznika dzieci, na który nałożyły obowiązek nauki – stwierdza Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, współautorka wspomnianego raportu.

 

To  po prostu porażka!

Raport, na co zwraca uwagę Elbanowska, pokazał bardzo wyraźnie, że obowiązkową edukację przedszkolną zbudowano na podstawie sieci szkolnej. Pięciolatki w sposób mechaniczny przeniesiono do zerówek, w których uczyły się dotąd sześciolatki. Tymczasem jakość warunków edukacji i opieki w prowadzonych w szkołach oddziałach przedszkolnych jest często bardzo niska, a co gorsza, nie wyznaczono standardów ani mechanizmów skutecznej kontroli warunków, w jakich uczą się najmłodsze dzieci. Zresztą, jak zauważa Karolina Elbanowska, jeśli twórcy reformy zlecili monitorowanie edukacji przedszkolnej pięciolatków dyrektorom szkół rejonowych, to znaczy, że mieli świadomość, iż w naszym kraju brakuje przedszkoli. Nawet nie próbowano przy tym odbudowywać ich bazy. − Moim zdaniem, reforma obniżająca wiek szkolny od początku była skazana na porażkę, chociażby dlatego, że już w pierwszym roku jej wprowadzania premier zabrał większość pieniędzy przeznaczonych na przygotowywanie placówek do tej operacji − tłumaczy pani Karolina, dodając, że czasy kryzysu są wyjątkowo nieodpowiednim momentem na przeprowadzanie reform dotyczących najmłodszych obywateli. − Mam wrażenie, że w jakiś sposób zaniedbujemy całe roczniki dzieci. Reforma oświatowa wprowadzana jest według zasad: byle jak, byle gdzie, jak najtaniej – przekonuje Elbanowska. W wielu miejscach jest tak, jak w Libiążu (woj. małopolskie), gdzie sale szkolne są zupełnie nieprzystosowane dla dzieci 5- i 6-letnich. Z racji panującej ciasnoty nie ma w nich mowy o dobrych warunkach do zabawy, a co dopiero do ćwiczeń ruchowych czy nauki. „I to jest reforma szkolnictwa? To istna porażka!” – pisze jeden z tamtejszych rodziców w wypowiedzi nadesłanej do Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.

 

Gmina zdecyduje za ciebie

Stowarzyszenie jest pierwszą spośród organizacji czy instytucji przedstawiającą wnioski z funkcjonowania systemu obowiązkowej edukacji przedszkolnej pięciolatków. Porównuje ono w swoim raporcie oficjalny obraz reformy przedstawiany przez prorządowe media z relacjami rodziców. Nadesłane przez nich głosy pochodzą z blisko 500 gmin, a więc z prawie co piątej gminy w Polsce. − Nie jest to raport urzędniczy ani statystyczny, ale społeczny − zauważa Tomasz Elbanowski, prezes Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, który zajął się merytorycznym opracowaniem raportu, dopowiadając, że pozwolił on na ujawnienie wielu problemów natury organizacyjnej i społecznej. Wymieńmy tylko niektóre z nich.

W 136 z przebadanych gmin to władze decydują o miejscu edukacji pięciolatków. Istotnym motywem odsyłania ich do oddziałów przygotowania przedszkolnego w szkołach jest poszukiwanie przez samorząd najłatwiejszego sposobu na zapewnienie miejsc w przedszkolach dzieciom młodszym: trzylatkom i czterolatkom. Również sześciolatki mają utrudniony dostęp do edukacji przedszkolnej. Gminy stosują różnorodne, często nieetyczne formy przymuszania rodziców sześciolatków do wybrania I klasy, włącznie z całkowitą odmową dostępu do edukacji przedszkolnej.

W części oddziałów, przede wszystkim w szkołach, dzieci nie otrzymują ani jednego posiłku. Wiele oddziałów ma tylko jeden posiłek dziennie, nawet jeśli dzieci przebywają tam ponad pięć godzin. Dodatkowym problemem wielu placówek jest likwidacja szkolnych kuchni i dostarczanie obiadów przez catering, co oznacza wyższą cenę, niższą jakość i mniejszą dostępność dla dzieci z rodzin ubogich. Co więcej, oddziały w szkołach często nie zapewniają dzieciom nawet wody pitnej.

 

Dla tego, kto zapłaci więcej

Jednak najstraszniejszą konkluzją tego raportu, zdaniem Karoliny Elbanowskiej, jest to, że dzieci są przez państwowy system segregowane ze względu na dochody rodziców. − Wysokie opłaty za przedszkola powodują, że dzieci z rodzin ubogich, dla których comiesięczna opłata w wysokości kilkuset złotych jest nie do udźwignięcia, wysyłane są przez rodziców do oddziałów przedszkolnych w szkole, gdzie panują dużo gorsze warunki niż w przedszkolu – tłumaczy. Segregacja ekonomiczna dzieci pogłębiona jest również przez stosowanie w procesie rekrutacji kryterium liczby płatnych godzin, na którą w przedszkolu zapisane jest dziecko. Przyjmowane są do nich dzieci rodziców wnoszących wyższe opłaty. Natomiast dzieci, których rodzice wybrali mniejszą liczbę godzin, kierowane są do oddziałów w szkołach. Podkreślić też trzeba, że ten dyskryminujący mechanizm stosowany jest bezprawnie.

 

To nie tylko kwestia nauki

Do raportu Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców załączone są także opinie ekspertów. W jednej z nich dr med. Teresa Kibalenko-Nowak, lekarz pediatra z ogromnym doświadczeniem w pracy z dziećmi, zwraca uwagę na zagrożenie marginalizacją dzieci rozwijających się wolniej. Jak podkreśla, wymagają one w wieku 4–6 lat warunków przedszkolnych: pomocy przy samoobsłudze i wypoczynku, leżakowania, snu podczas dnia oraz warunków do rozwoju ruchowego na odpowiednim placu zabaw. − Przedszkole zapewnia im też bardziej indywidualne podejście wychowawcze i pedagogiczne, co jest kluczowe dla ich rozwoju emocjonalno-społecznego – wyjaśnia pediatra, dodając, że obowiązek szkolny i obowiązek edukacji przedszkolnej to nie tylko nauka, ale również opieka wychowawcza, zdrowotna i społeczna.

Szalenie wymowna wydaje się tu być wypowiedź nadesłana do Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców przez mamę niespełna pięcioletniej Milenki z Rybnika: „Nigdy nie przyjęto jej do przedszkola. Teraz musieli, ale od razu wywalili ją do oddziału w szkole. Nigdy nie pozna, co to przedszkole”.

 

 

 


 

Kalendarz reformy edukacji:

 

2008 r. Minister edukacji Katarzyna Hall zapowiada obniżenie wieku obowiązku szkolnego do sześciu lat i objęcie obowiązkiem nauki dzieci w wieku pięciu lat. Pierwsza zapowiedź mówi o objęciu reformą całych roczników już od września 2009 r.

2009 r. Sejm przyjmuje Ustawę o reformie edukacji. Wprowadzony zostaje trzyletni okres przejściowy, w którym rodzice mogą wybierać moment rozpoczęcia nauki szkolnej.

2010 r. Wchodzi w życie I etap reformy. Wszystkie pięciolatki mają prawo do uzyskania miejsca w oddziale przygotowania przedszkolnego (dawnej zerówce) w przedszkolu lub szkole.

2011 r. Wszystkie pięciolatki zostają objęte obowiązkiem nauki. Rząd ponownie przesuwa ostatni etap reformy, tj. wprowadzenie obowiązku szkolnego sześciolatków do 2014 r.

 

 

Główne różnice między oddziałami przygotowania przedszkolnego w szkole i w przedszkolu wymienione w raporcie Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców

 

Szkoła:

− brak posiłków lub jeden posiłek dziennie ograniczony czasem trwania przerwy międzylekcyjnej,

− brak dostępu do wody pitnej,

− jeden nauczyciel w klasie oraz w świetlicy,

− brak opieki po zajęciach lub oddziały świetlicowe wspólne z uczniami,

− utrudniony dostęp do sanitariatów, wspólnych dla całej szkoły,

− problemy lokalowe, braki w wyposażeniu,

− mniejszy zakres lub brak zajęć dodatkowych,

− ograniczony dostęp lub brak dostępu do specjalistów,

− przebywanie przedszkolaków z uczniami (także uczniami w wieku gimnazjalnym) na korytarzach, w szatniach.

 

Przedszkole:

− regularne posiłki trzy razy dziennie bez ograniczenia czasu ich spożywania,

− dostęp do napojów/wody pitnej,

− wsparcie dodatkowej osoby podczas ubierania, wydawania posiłków, sytuacji nieprzewidzianych,

− całodzienna opieka,

− cała infrastruktura przystosowana do małych dzieci,

− bogate wyposażenie, plac zabaw w standardzie,

− duży wybór zajęć dodatkowych, ważnych dla rozwoju, np. rytmika,

− dostęp do specjalistów, np. logopedy,

− obecność na terenie placówki tylko dzieci w wieku przedszkolnym.

 

 

 


 

Z Katarzyną Mastalerz-Jakus ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, szefową zespołu, który przygotował raport „Warunki edukacji przedszkolnej 2012 po pierwszym roku obowiązkowej nauki dzieci pięcioletnich” rozmawia Kamila Tobolska

 

Co skłoniło Państwa do przygotowania raportu?

− Sygnały napływające do naszego stowarzyszenia od rodziców z różnych gmin w Polsce. Już od momentu wprowadzenia w życie obowiązku rocznego przygotowania przedszkolnego dla dzieci pięcioletnich, czyli od 2011 r., ludzie dzielili się z nami tym, co ich niepokoiło. Pisali o zmuszaniu pięciolatków do edukacji w warunkach szkolnych, niedostatecznej opiece w placówkach, złych warunkach lokalowych czy braku posiłków. Jednym z najczęściej zgłaszanych problemów była dyskryminacja ekonomiczna w dostępie do przedszkoli. Bardzo szybko zauważyliśmy, że taka polityka edukacyjna w żaden sposób nie przyczynia się do walki z wykluczeniem społecznym, wręcz przeciwnie – pogłębia ten proces jeszcze bardziej.

 

Zdaje się, że Ministerstwo Edukacji Narodowej nie przygląda się zbyt uważnie temu, co dzieje się w polskiej oświacie po wprowadzeniu reformy obniżającej wiek szkolny.

− To dodatkowo nas zaniepokoiło. Ministerstwo, jako instytucja odpowiedzialna za reformę, ma obowiązek prowadzenia badań nad efektami zmian i informowania o ich opinii publicznej. Tymczasem MEN nie monitorował wprowadzanych zmian. Oprócz podawanych przez ministerialnych urzędników statystyk, po roku od wejścia w życie obowiązku edukacji przedszkolnej dla pięciolatków, nie spotkałam się z żadną pogłębioną analizą stanu i warunków owej edukacji. Bierność ministerstwa i sygnały od rodziców sprawiły, że postanowiliśmy zająć się tym sami.

 

A jak konkretnie wyglądało zbieranie materiałów potrzebnych do przygotowania raportu?

− Od kwietnia do września tego roku na naszej stronie internetowej zamieszczona była ankieta, w której pytaliśmy o warunki edukacji przedszkolnej dzieci 5- i 6-letnich. Pytania dotyczyły między innymi dostępności do przedszkoli, faktycznej możliwości wyboru miejsca edukacji; warunków lokalowych, dostępności do świetlicy, posiłków, organizacji zajęć czy kwestii zmianowości oraz dostępności przedszkoli dla 3- i 4-latków w różnych częściach Polski. Nadesłano 1014 odpowiedzi z 469 gmin z całej Polski. Dodatkowo relacje ankietowanych postanowiliśmy zweryfikować poprzez telefoniczne wywiady z urzędnikami z 75 wybranych gmin. Oczywiście, potem trzeba było wykonać żmudną pracę zebrania i opracowania wszystkich uzyskanych informacji. Wyniki naszej pracy przedstawiliśmy po raz pierwszy na konferencji prasowej pod koniec października. Każdy zainteresowany może się z nimi zapoznać na naszej stronie www.rzecznikrodzicow.pl.

 

Można się spodziewać, że Państwa raport nie utknie na półce?

− Oczywiście! Po pierwsze, spotkał się on z żywym zainteresowaniem ze strony mediów. Przesłaliśmy go już także do MEN i zamierzamy również przekazać Rzecznikowi Praw Obywatelskich oraz Rzecznikowi Praw Dziecka. Planujemy też przedłożyć nasz raport instytucjom międzynarodowym, takim jak Komisja Europejska, UNICEF oraz ONZ. W tym celu błyskawicznie został on przetłumaczony na język angielski.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki