Logo Przewdonik Katolicki

Redaktor, który został biskupem

Michał Gryczyński
Fot.

Abp Marek Jędraszewski pełnił obowiązki redaktora naczelnego w czasie szczególnym, gdy nasze czasopismo musiało odnaleźć się w nowej rzeczywistości, czyli w okresie tzw. transformacji ustrojowej wspominaMichał Gryczyński, dziennikarz Przewodnika Katolickiego.

Abp Marek Jędraszewski pełnił obowiązki redaktora naczelnego w czasie szczególnym, gdy nasze czasopismo musiało odnaleźć się w nowej rzeczywistości, czyli w okresie tzw. transformacji ustrojowej – wspomina Michał Gryczyński, dziennikarz „Przewodnika Katolickiego”.

 

Był rok 1988 r., gdy po obronie pracy magisterskiej z teologii moralnej mój promotor uznał, że powinienem publikować swoje teksty. Nie miałem pojęcia, że zastępcą redaktora naczelnego jest ks. Marek Jędraszewski. Znałem tego kapłana jako swoistą „gwiazdę” wśród wykładowców Papieskiego Wydziału Teologicznego, który właśnie ukończyłem. Co on tu robi, w czasopiśmie, które uchodzi za tygodnik czytywany jedynie przez starsze panie? – pomyślałem.

 

Surowy, ale sprawiedliwy

Ale poznałem go wcześniej, jeszcze jako student teologii. Prowadził wykłady z historii filozofii nowożytnej, teorii poznania i antropologii filozoficznej. A było to krótko po jego powrocie z Włoch.

Później, już podczas studiów licencjackich i doktoranckich, prowadził wykłady poświęcone filozofii Levinasa i Bierdiajewa oraz Jeana Paula Sartre’a. Podczas wykładów imponował oczytaniem i znajomością języków obcych, a także specyficznym dowcipem i sarkastycznymi uwagami, zwłaszcza pod adresem brodatych twórców marksizmu. 

Kiedy Jan Paweł II w 1983 r. miał przybyć także do Poznania, zasiadał w komisji kościelnej, która pertraktowała z władzami warunki papieskich odwiedzin. Nic dziwnego, że jako studenci usiłowaliśmy dowiedzieć się od niego, czy Ojciec Święty będzie także pod Poznańskimi Krzyżami i jak bardzo będzie można się do niego zbliżyć.

Często po wykładach otaczaliśmy go kołem i zadawaliśmy rozmaite pytania, zwłaszcza o ocenę bieżących wydarzeń w Kościele i w Polsce.

Nie znosił spóźniania się, co demonstrował westchnieniem i wymowną miną każdemu, kto wchodził do sali już po rozpoczęciu wykładu. A bywało ich niekiedy sporo, bo na roku było blisko półtorej setki słuchaczy. Kiedy nadchodził czas sesji egzaminacyjnej, niejeden z adeptów teologii mówił, że jak zda u niego egzamin, to właściwie będzie już po sesji. Oceniał bowiem surowo, ale sprawiedliwie. Przekonałem się o tym ponownie, gdy  pisałem już do „Przewodnika”. Owszem, egzamin zdołałem zdać na piątkę, ale zostałem nieźle „przemaglowany”. Co zresztą odebrałem jako swoisty przejaw sympatii, bo miałem wrażenie, że hołduje zasadzie: od tych, których znam i którzy mnie znają, więcej wymagam.

Mimo owej surowości był przez studentów szanowany, bo wykłady były bardzo interesujące, a on sam był do nich zawsze starannie przygotowany. Studenci nazywali go między sobą poufale „Mareczkiem”, to chyba najlepiej świadczy, że lubili  i jego samego, i jego wykłady.  

Po latach, kiedy jako biskup udzielał młodzieży sakramentu bierzmowania – wśród nich był także mój chrześniak – poprosiłem go po wyjściu z kościoła, aby podszedł do moich bliskich, z którymi następnie zamienił kilka serdecznych słów, zwłaszcza ze szwagrem. Razem byli ministrantami w parafii na poznańskich Winogradach, jeździli na wycieczki rowerowe i grali w piłkę nożną. Szwagier wspominał go jako chłopca bardzo ambitnego, dobrego ucznia, kopiącego piłkę z wyjątkowym zacięciem.

 

Dobro Kościoła i troska o sprawy polskie

Ks. Marek pełnił obowiązki redaktora naczelnego „Przewodnika Katolickiego” w czasie szczególnym, w latach 1990–1996, gdy czasopismo musiało odnaleźć się w nowej rzeczywistości i po raz pierwszy miało znacznie zwiększyć objętość oraz zyskać barwną szatę graficzną. Nie było to łatwe zadanie.

Pamiętam, jak spacerowaliśmy po poznańskim placu Wolności, rozważając rozmaite za i przeciw. Po żmudnej analizie przedwojennych roczników „Przewodnika”  przygotowałem makietę z propozycjami nowego oblicza czasopisma, która przez ks. Marka została bardzo życzliwie przyjęta i stała się punktem wyjścia do dyskusji redakcyjnej nad wypracowaniem ostatecznego kierunku przemian. Był zawsze otwarty na propozycje zgłaszanych tematów, bardzo rzadko interweniował w treść artykułów, a nade wszystko bardzo dbał o zachowanie odpowiedniego poziomu merytorycznego pisma, zachowując szacunek wobec jego przeszłych dokonań. Wyznacznikami tego, o czym i w jaki sposób pisaliśmy, były dobro Kościoła i troska o sprawy polskie. Jego oddanie wobec Ojca Świętego sprawiało, że na artykuły o tematyce papieskiej zawsze było miejsce.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki