Zwolennicy „cywilizacyjnego postępu” bez skrupułów uderzają poniżej pasa. Na sejmowe projekty autorstwa PiS-u, zakazujące procedury in vitro, tygodnik „Newsweek” odpowiedział wojenną okładką, oskarżającą całą prawicę o nienawiść do „dzieci z probówki”.
Talibów wojna z dziećmi. Dlaczego nasza prawica nienawidzi dzieci z probówki – to tytuł okładkowej publikacji tygodnika, ilustrowanej smutną buzią małego dziecka. Gazeta Tomasza Lisa za jednym zamachem dokonała dwóch manipulacji, łamiących podstawowe standardy dziennikarskie. Po pierwsze, zasugerowała wprost, że każdy, kto sprzeciwia się metodzie in vitro i opowiada się za karaniem tego procederu, jest „z automatu” osobnikiem dyszącym nienawiścią do dzieci poczętych metodą pozaustrojową. A to po prostu nieprawda. Manipulacja tym większa, że z dalszej części okładkowego artykułu wynika, że jego autorzy piszą co prawda o prawicy, ale w domyśle dopowiadają: katolicy. Tymczasem stanowisko Kościoła jest jasne i oczywiste: z powodów fundamentalnych sprzeciwia się on metodzie in vitro, ale jeżeli w jej wyniku dojdzie do poczęcia życia, to dziecko ma takie same prawo do miłości, szacunku i przyrodzonej godności, jak każde inne życie ludzkie. Bo co innego człowiek, a co innego sama metoda.
Ponadto tygodnik, zarzucając prawicy stygmatyzowanie dzieci z in vitro, sam się do tego przyczynia, publikując dane personalne rodziców tych dzieci. I to jest właśnie ta druga, kto wie nawet czy nie większa, manipulacja: wystawienie na widok publiczny konkretnych dzieci w towarzystwie radosnego komentarza w stylu: o zobaczcie, jakie szczęśliwe i ładne są te „dzieci z próbówki”.
A cała ta medialna akcja jest bezpośrednią odpowiedzią na złożenie przez PiS w Sejmie dwóch projektów ustaw. Pierwszy z nich, o „zakazie zapłodnienia pozaustrojowego i manipulacji informacją genetyczną”, autorstwa szefa sejmowej komisji zdrowia Bolesława Piechy, zakazuje „tworzenia embrionu ludzkiego poza organizmem kobiety”. Projekt przewiduje także karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch za stosowanie „in vitro”. Drugi projekt, zgłoszony przez Jana Dziedziczaka, partyjnego kolegę Piechy, zakłada ochronę genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego oraz zakazuje „powodowania” jego śmierci. Również i ten dokument zabrania zapłodnienia pozaustrojowego.
Na sejmowych korytarzach momentalnie zawrzało. Oburzyła się jak zawsze „postępowa” lewica, a także część środowiska Platformy Obywatelskiej, grzmiąc, że PiS „staje na drodze szczęścia milionów ludzi bezskutecznie oczekujących potomstwa”. „Wszelkie próby ograniczania in vitro, a tym bardziej karania osób, które stosują tę metodę, to wielkie nadużycie i egoistyczne myślenie polityczne” – oświadczyła posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska.
Na razie jednak Platforma nie złożyła żadnego swojego projektu dotyczącego regulacji kwestii in vitro. W klubie parlamentarnym PO leżą nadal dwa projekty: liberalny, firmowany właśnie przez Kidawę-Błońską, który dopuszcza zapłodnienie pozaustrojowe i mrożenie zarodków (przy ustawowym zakazie ich niszczenia) oraz projekt frakcji konserwatywnej. Jarosław Gowin, autor tego ostatniego, proponuje, aby in vitro było dostępne tylko dla małżeństw oraz sprzeciwia się eugenice prenatalnej, czyli selektywnemu doborowi zarodków i mrożeniu zarodków „nadliczbowych”. I nie wiadomo, który z tych projektów zwycięży, bo to zależy od wyniku starcia obu wewnątrzpartyjnych frakcji. Tak czy owak, premier Donald Tusk już kilka miesięcy temu zapowiedział, że z klubu wyjdzie tylko jeden projekt i będzie to projekt całej partii.
Tymczasem propozycja PiS także nie musi być wcale ostateczna. Dał temu wyraz sam Piecha, stwierdzając, że „wycofanie się z projektu karania za in vitro jest możliwe, to jest kwestia do dyskusji.” Zapowiada się więc gorąca sejmowa jesień.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









