Ukończysz szkołę. I co dalej? – Muszę znaleźć zgodną z wykształceniem, dobrze płatną pracę, awansować. – Na co przeznaczysz zarobki? – Marzę o zwiedzaniu świata, kupię mieszkanie, może dom. – Co dalej? – Ożenię się, założę rodzinę. – I tak pracując, awansując, szczycąc się własnym dorobkiem i pozycją już dorosłych dzieci, zestarzejesz się. – Wtedy pójdę na emeryturę.
Czym się zajmiesz jako emeryt? – Odpocznę. – W jaki sposób? – Nie wiem. – Jak przyjmiesz słabość, niedołężność, chorobę? – Nie wiem. W końcu umrę. Przepraszam księdza, ale czy nie jest za wcześnie na myślenie o tym?
Zajęci sprawami doczesnymi: jedni robieniem kariery, pomnażaniem majątku, drudzy – gorzką troską o byt od wypłaty do wypłaty, od zasiłku do zasiłku, nie możemy zapomnieć, że życie ziemskie ma nas przygotować do życia wiecznego. Wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa przypomina nam, że jesteśmy pielgrzymami w drodze, a jakiekolwiek zaszczyty czy majętność są niczym w porównaniu z bogactwem nieba: domem Ojca, w którym jest mieszkań wiele. Wspaniałe posiadłości, zasobne konta, prestiż, władza – to wszystko jest powszechnie uznawane za najlepsze, celowe, pożądane. Tymczasem najlepszą, gdyż wieczną rzeczywistość przygotował, zaplanował dla każdego z nas Bóg. Narzędziem Jego zbawczego planu jest Kościół. Odwołajmy się do Pisma Świętego, do nauki o Bogu, który według św. Pawła Apostoła: „dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły”. Bóg wskrzesił Jezusa Chrystusa z martwych „i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem. (…) Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem” (Ef 1, 17–23).
Światłe oczy serca… Przed Wniebowstąpieniem Pan Jezus błogosławił swoim uczniom, którzy mieli być apostołami, otrzymać moc z wysoka, być Jego świadkami aż po krańce ziemi. Gdy zniknął im z oczu, nie trwali jak zahipnotyzowani, bądź nie zaczęli budować kapliczki, lecz oddali Mu pokłon i z radością wrócili do Jerozolimy. Przebywając w świątyni, wielbili i błogosławili Boga (zob. Łk 24, 34–53). Skąd wzięła się ich radość? Przecież nie z rozłąki! Przecież nadal musiał ich ranić widok pustego miejsca przy stole w Wieczerniku.
Myślę, że źródłem radości uczniów Jezusa była zyskana świadomość celu, misji. Już wkrótce mieli się otworzyć na światło Ducha Świętego, podjąć ryzyko wiary. Wniebowstąpienie Pańskie nie jest odejściem, lecz wspaniałą nadzieją, początkiem nowego sposobu bycia Boga z ludźmi.
Staramy się znaleźć odpowiedzi na najtrudniejsze pytania życiowe, rozplątywać skomplikowane węzły moralne. Chcemy uleczyć serca zranione przez grzech i zło. Pragnąc szczęścia, łudzimy się, że znajdziemy je w rzeczach doczesnych. Jednak tylko Jezus Chrystus: nieskończona dobroć, moc i mądrość jest Drogą, Prawdą i Życiem, których szukamy. Naszą misją jest pójście za Chrystusem przez życie szlachetne, dobre, uczciwe i mądre. Jeżeli będziemy się starali wypełniać jak najlepiej to powołanie, to Bóg z pewnością uczyni resztę.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









