Jest ono strzeżone przez starego kapłana Helego, do którego należało stwierdzenie autentyczności głosu Bożego, który dziecko usłyszy w klimacie ciszy nocnej. Zobowiązany do opieki nad dzieckiem Elkany i Anny, czuwa nad jego rozwojem oraz kieruje nim z delikatnością i miłością. Jest to noc pełna wezwań i tajemniczych przeczuć. Kapłan przyzwyczajony do tego, by radzić się Boga, umacnia się w przekonaniu, że głos słyszany przez dziecko jest głosem Pana. Już się nie waha, jest całkowicie pewny słyszanego wezwania. Odsyła zatem Samuela do jego niewidzialnego rozmówcy: „Jeśli zawoła na ciebie, powiedz: <<Mów, Panie, bo sługa Twój słucha>>”.
W duchu tego modelu powołania odczytujemy Jezusowe wezwanie oraz pedagogię powoływania ludzi dla spraw Bożego Królestwa. Zapis pierwszego rozdziału Janowej Ewangelii – po hymnie o Logosie – ukazuje spotkania Jezusa ze swoimi pierwszymi uczniami. Ewangelista wprowadza nas w klimat codziennej krzątaniny, ludzkich spraw, spojrzeń i rozmów. W pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że Jezus pozostaje tylko w tle, niezauważony, nierozpoznany, samotny, podczas gdy inni gromadzą się przy Janie Chrzcicielu, którego uważają za swojego mistrza. Głębsza lektura tego tekstu pozwala dostrzec, że wszelka inicjatywa należy do Jezusa. On jest w centrum i przenika swoją osobą wszystko, co dzieje się dookoła. Każdy człowiek, który się z nim spotyka, już nie jest taki sam: Jan Chrzciciel, Andrzej, drugi uczeń (którego imienia nie znamy), Szymon, Filip, Natanael – odkąd spotkali Jezusa, widzą, myślą, wartościują i podejmują decyzje w nowy sposób. Od chwili gdy Jan zobaczył nadchodzącego ku niemu Jezusa, atmosfera gwałtownie się zmienia. Cała uwaga tłumu skupia się na Jezusie. On sam jest pierwszym znakiem, Barankiem, który się zbliża. Inicjatywa należy do Jezusa: on pierwszy widzi, pierwszy się uobecnia, pierwszy kieruje słowo, pierwszy pociąga za sobą. To są oznaki zaproszenia do przyjaźni z Jezusem, które zawsze są łaską uprzedzającą nasze ludzkie działanie. Jezus myśli o nas, zanim my zaczniemy myśleć o Nim. Do nas należy otwarcie się i przyjęcie tego zaproszenia. Mamy dać się Jezusowi pociągnąć, by następnie kroczyć nie własnymi, ale Jego drogami. Tak uczynił Jan Chrzciciel i pozostali uczniowie. Moc naszej decyzji nie opiera się na siłach ludzkich, ale na bezgranicznym zaufaniu Jezusowi. Zdecydować i odpowiedzieć Jezusowi oznacza zaufać Mu, że On potrafi rozmiłować nas w sobie. Jeśli chce się pójść dalej, trzeba zaryzykować i zostawić wszystko, co dotychczas było dla nas wystarczające. Trzeba zdecydować się na spotkanie ze spojrzeniem Jezusa i Jego Słowem, które potrafi nas uwolnić od dotychczasowych zabezpieczeń i poprowadzić coraz bardziej w głąb. Ta świadomość rodzi w nas uzasadnione napięcie, które Jezus jako pierwszy doskonale wyczuwa. Widzi nasze wewnętrzne zmaganie się z problemem, doskonale wie o naszych wątpliwościach i wahaniach, zanim je zdążymy wypowiedzieć. Taką pedagogię możemy odnaleźć w Jezusowym spojrzeniu i usłyszanym dziś pytaniu: „Czego szukacie?”.
Pozwólmy na to, by Jezus na nowo pociągnął nas wnikliwym spojrzeniem i swoim słowem. On doskonale wie, czego w życiu szukamy, za czym tęsknimy, czego wypatrujemy. Dziś mówi bezpośrednio do nas: „Chodźcie, a zobaczycie”. Nie bądźmy na te słowa głusi: idźmy i zobaczmy, by z Nim pozostać. Oby każde takie spotkanie było w naszym życiu zawsze istotnym przełomem.