Polska w marszu

Czy dyskryminacyjna zdaniem wielu osób decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o nieprzyznaniu TV Trwam miejsca na multipleksie okazała się wbrew intencjom autorów tej decyzji zapalnikiem wyzwalającym potężną detonację społecznego oburzenia i sprzeciwu przeciw informacyjnemu zniewoleniu?
Czyta się kilka minut

Czy dyskryminacyjna zdaniem wielu osób decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o nieprzyznaniu TV Trwam miejsca na multipleksie okazała się – wbrew intencjom autorów tej decyzji – zapalnikiem wyzwalającym potężną detonację społecznego oburzenia i sprzeciwu przeciw informacyjnemu zniewoleniu?

Urzędnicy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT), rozstrzygający w zaciszu swych gabinetów o tym, które programy telewizyjne będą mogli w następstwie cyfryzacji oglądać Polacy, zapewne nie przypuszczali, że pominięcie w dostępie do cyfrowego multipleksu Telewizji Trwam wywoła ogromny rezonans, który może przyczynić się do poważnych zmian w życiu społeczno-politycznym naszego kraju. 

Eksplozja społecznego potencjału

Z kolejnymi tygodniami protesty nie tylko nie wygasają, ale wręcz przybierają na sile, obejmując coraz to nowe środowiska. W ocenach niezależnych komentatorów możemy coraz częściej usłyszeć, że obecna skala protestów – wyrażająca się w wielotysięcznych marszach, przemierzających polskie miasta, ponad dwóch milionach podpisów pod listem protestacyjnym do KRRiT, protestach biskupów i Konferencji Episkopatu Polski, uchwałach różnych organizacji, stowarzyszeń, redakcji mediów, a nawet w rezolucjach organów samorządowych – staje się największym wystąpieniem społecznym w obronie wolności słowa i niezależności mediów od czasu „rewolucji” solidarnościowej 1980 r. Czy tak jest w istocie przekonamy się w przyszłości, gdy będziemy już mogli skonstatować, czy siła społecznego sprzeciwu, którą udało się wykrzesać z ogarniętego w ostatnich latach dość wyraźną inercją i rezygnacją społeczeństwa, przekuje się w żarliwy ruch społeczny, z którym rządzący establishment będzie musiał się wreszcie zacząć liczyć.

Wszelako już dziś można powiedzieć, że przełamane zostały sztuczne bariery politycznej poprawności, że runął uparcie tworzony w mainstreamowym przekazie mit Telewizji Trwam jako medium dla „nawiedzonych moherów”, skoro za dostępem tej telewizji do cyfryzacji na równych warunkach opowiadają się różnorodne środowiska, a nawet osoby, które na co dzień „rydzykowej” telewizji nie oglądają.

Musi robić wrażenie na urzędnikach KRRiT liczba podpisów za przyznaniem koncesji Telewizji Trwam na nadawanie na cyfrowym multipleksie naziemnym. Jak ujawnił w „Naszym Dzienniku” z 4 kwietnia 2012 r. o. Tadeusz Rydzyk, w owej chwili pod dokumentem widniały już 2 mln 12 tys. 603 podpisy. W wywiadzie dla tego dziennika o. Rydzyk zapowiedział: „Na tych dwóch milionach podpisów nie kończymy. Wierzymy, że ludzie będą zbierać je dalej. Liczymy na to! To jest ruch oddolny”.

 

Ruch oddolny

Właśnie owa oddolność ruchu zdaje się być jednym z największych jego atutów. Żadne, nawet najsilniejsze medium czy środowisko nie skłoni ponad dwóch milionów ludzi do dobrowolnego złożenia podpisów, wraz z adresami zamieszkania i numerami PESEL (bo podanie takich danych jest niezbędne dla ważności głosu). Faktyczne odebranie ludziom głosu w przestrzeni publicznej, coraz bardziej ordynarna manipulacja w mediach głównego przekazu, poczucie, że wybór dokonywany raz na cztery lata przy urnie ma niewielki wpływ na nasze losy. Wydaje się, że cały ten ciężar społecznej frustracji sprawił, że w chwili, kiedy utrzymywany przez podatników urząd chciał arbitralnie, w osłonie wydumanego uzasadnienia formalnego, odebrać wielu ludziom niejednokrotnie ostatnie w ich ocenie medium, które mówi do nich prawdziwym językiem, przekroczona została masa krytyczna i rozpoczął się trwający od wielu miesięcy protest, a właściwie ruch protestu.   

Poza podpisywaniem protestów obywatele spotykają się także na marszach, przemierzających ulice polskich miast, w obronie wolnych mediów, swobody wypowiedzi i w proteście przeciwko nieprzyznaniu przez KRRiT miejsca na multipleksie. Ogólnopolski marsz zaplanowany jest na 21 kwietnia w Warszawie. Odbędą się też marsze w Gnieźnie (11.04.), Katowicach i Rzeszowie (14.04.), Suwałkach , Elblągu i Jeleniej Górze (15.04.), , Wejherowie i Malborku (15.04.) oraz w Radomiu (28.04.).  Do tego czasu marsze, gromadząc łącznie kilkadziesiąt tysięcy osób, przeszły już m.in. przez Szczecin (dwukrotnie), Warszawę, Olsztyn, Kraków, Rzeszów, Łódź, Szczytno, Bielsko-Białą, Poniatową, Kielce, Bydgoszcz, Gdańsk, Białystok i Lublin. Przeciw dyskryminacji Telewizji Trwam protestowała także Polonia. Przed polskimi placówkami dyplomatycznymi odbyły się manifestacje w Chicago, Los Angeles, Nowym Jorku, Toronto, Hamburgu i Berlinie. „Lepiej być moherem niż Tuska frajerem”– to z kolei jedno z haseł, które również ostatniego dnia marca skandowali uczestnicy wrocławskiego marszu w obronie TV Trwam. Tego samego dnia tysiące ludzi wyszło też na ulice Kielc, Tarnowa i Poznania. W tym ostatnim mieście – mimo niepogody i dokuczliwego wiatru – uczestniczyło kolejne dwa tysiące osób.

Dyktat wkrótce się rozleci

Wypowiedzi zanotowane przeze mnie w Poznaniu, są symptomatyczne dla opinii wyrażanych przez uczestników marszów w całej Polsce:  – Jest gorzej niż za komuny, człowiek nic nie znaczy, propaganda leje się z ekranu, więc chcą nam odebrać ostatnią stację, gdzie można usłyszeć prawdę albo fakty w innych mediach przemilczane. Dlatego protestuję! – mówi pan Janusz, emeryt, który uczestnicząc w marszu w stolicy Wielkopolski zadeklarował się jako stały czytelnik „Gazety Polskiej”. – Rozumiem, że Dworakowi z Krajowej Rady może nie odpowiadać świat wartości TV Trwam i Radia Maryja, ale niech on zrozumie, że milionom słuchaczy i widzów odpowiada – mówi z kolei wzburzona pani Halina z Lubonia, stała słuchaczka Radia Maryja, niosąca w marszu sztandar narodowy. – Jestem dumna, że mogę nieść flagę narodową. Ale jak długo jeszcze? Podobno prezydent Komorowski wystąpił z projektem ustawy, która może znacznie utrudnić manifestowanie – dopowiada emerytka.

Wśród starszych uczestników pojawiły się też osoby młodsze. – Przyszliśmy tu – mówią Tomasz i Magda, trzydziestokilkulatkowie z Poznania – chociaż nie jesteśmy stałymi telewidzami TV Trwam. Ale uważamy, że dziś będzie dyskryminowana ta stacja, jutro inna i w końcu pozostanie nam sieczka i manipulacja, jaką proponują nam media podległe władzy, a tych jest najwięcej – opowiadali młodsi uczestnicy manifestacji.

Niektórzy uczestniczy marszu w obronie TV Trwam dostrzegali pewne analogie dziejowe: – Zobaczy pan, że ten polityczny dyktat wkrótce się rozleci – mówi dystyngowany pan po sześćdziesiątce, który przedstawił się jako pracownik naukowy jednej z poznańskich uczelni. – W samej Platformie są już takie podziały i współzawodnictwo jak u schyłku PRL-u w PZPR. A telewizja, prawie tak samo jak wtedy, nadaje tylko głupie kabarety (ileż im brakuje do Laskowika z dawnych lat!) albo niekończące się seriale. To wszystko ma przykryć przed ludźmi zapaść polityczną tzw. elit. Dlatego tak nie znoszą Radia Maryja i Telewizji Trwam, które ten krajobraz polityczny pokazują w prawdziwych barwach – opowiada pracownik naukowy, któremu manifestacja przypomniała czasy pierwszej „Solidarności”. 

Niejedyna opcja

Marsze, jakie w ramach oddolnej inicjatywy organizowane są przez lokalne społeczności w obronie wolności mediów i w proteście przeciwko cyfrowemu wykluczeniu TV Trwam są z całą pewnością fenomenem, z jakim nie mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, a kto wie, czy w całej historii III RP. Uczestnicy marszów nie protestują przeciwko podwyżkom cen i podatków, niskim emeryturom, utrudnionemu dostępowi do bezpłatnej służby zdrowia, coraz większemu rozwarstwieniu społecznemu – choć przecież w obecnej sytuacji mieliby pełne prawo i podstawy, by i przeciwko tym efektom nieudolnego rządzenia protestować. Upominają się za to o coś tak nieuchwytnego i podstawowego zarazem jak wolność słowa, swoboda wypowiedzi i prawo do wyboru źródeł informacji. Ten protest świadczy o tym, jak wysoki jest pośród lekceważonej od lat przez rządzących ludności poziom kapitału społecznego i jak miałkie okazują się kalkulacje tych, którzy chcą za pomocą arbitralnie dobranych narzędzi medialnych tworzyć obywatelom kolejny raj na ziemi i decydować, o czym i w jaki sposób ludzie będą myśleć, by wierzyli, że jedyna właściwa opcja jest rzeczywiście jedyna.   

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 15/2012