Pierwszym pątnikiem, który pozostawił polskojęzyczny opis swej pielgrzymki, jest Jan Goryński. Do ziemskiej ojczyzny Pana Jezusa ów mazowiecki szlachcic pielgrzymował prawdopodobnie w latach 60. XVI wieku. Jego diariusz nosi tytuł: Peregrynacja do Ziemi Świętej.
Jan Goryński urodził w średniozamożnej rodzinie szlacheckiej osiadłej na Mazowszu. Odbył studia w Niemczech (1556) – w Wittenberdze i Frankfurcie – gdzie przyjął protestantyzm. Na konwersję wskazuje odmówienie przez niego przyjęcia Komunii św. pod jedną postacią. Trasa jego pielgrzymki powiela schemat XVI-wiecznych peregrynacji do Ziemi Świętej. W diariuszu, oprócz opisów krajów, miast, miejsc kultu i osobliwości, Goryński zawarł próby relacji zdarzeń.
Kto nie ryzykuje…
Po niebezpiecznej podróży morskiej statkiem kupieckim, 1 sierpnia pan Jan przybył do Jaffy. Tydzień czekał na pozwolenie zejścia na ląd. Udał się do Jerozolimy, zatrzymał się u franciszkanów i wybrał się na dwa dni do Betlejem. Po powrocie czekał na zgodę Turków na wypłynięcie statku dwa tygodnie! Na Cyprze, by przyśpieszyć powrót do kraju, odłączył od pielgrzymów. Relacja urywa się na dacie 19 września. Wtedy to Goryński wsiadł w Limasach na statek i rozpoczął rejs powrotny.
Nie znamy roku odbycia pielgrzymki; przypuszczalnie miała miejsce przed 1570 r., gdyż przebywając na Cyprze, pątnik wspomina o władzach weneckich. Podróż odbył u boku jakiegoś bliżej nieznanego podkomorzego. Należał do tłumu pielgrzymów, znosił wszelkie niewygody. Nie miał listów polecających, a nawet wymaganego przez sułtana papieskiego zezwolenia na odbycie pielgrzymki.
Wśród wyrzeczeń i swarów
Goryński liczył każdy grosz oddawany straży, która skubała tułaczy przy każdej okazji, a nie kwapiła się do ich obrony. Jadł ubogo, m.in. „śmierdzący ser”. Narażony na wybryki zmieniających się strażników, spierał się z patronem (przewodnikiem pielgrzymki): „Dwudziestego wtórego dnia sierpnia takoż nie ukazywano nam nic, jednośmy chcieli po Patronie, aby nas prowadził do Jordanu, i o tośmy z nim przez cały dzień swarzyli. Kłócił się z Turkami o pieniądze, co doprowadziło do rękoczynów: dwudziestego szóstego dnia sierpnia trzy godziny przede dniem wsiadaliśmy na muły; tam było rozmaitych głosów; jedni wołali: z mułami zrzucon, drugi: chcą mię zabić, drugi: pieniądzem zgubił, drugim: kijem się dostało”.Zrzucanie pielgrzymów z osłów i inne złośliwości nie były wyjątkowymi wypadkami, traktowano je jako dopust Boży.
Co widoczne dla oczu
Relacja Goryńskiego zawiera datację dzienną i miesięczną. W treści znajdziemy odsyłacze do końcowej, przewodnikowej (zaginionej) części, która miała mieć użytek praktyczny. Wnioskujemy to choćby po fragmencie opisu kościoła na Kalwarii: „Co za ludzie w kościele tym mieszkają, to najdziesz niżej, na końcu, po łacinie”.Tekst powstał prawdopodobnie po powrocie do kraju, na podstawie zapisków czynionych w drodze. Chaotyczne opisy miejsc świętych nie mają większej wartości dla czytelnika: „ Item żłób, w który był włożą, a wół i osioł nań upchał, poklęknowszy. Item miejsce, gdzie Trzej Królowie dary ofiarowali. Item miejsce, gdzie był obrzezan. Item miejsce, gdzie gwiazda zniknęła” – oto wrażenia Jana Goryńskiego z pobytu w Betlejem. Podobnie przedstawia miejsca kultu w Jerozolimie.
Powierzchowna rejestracja i obserwacja świadczą o ograniczonej umysłowości autora. Styl jest nieudolny, ciężki. Pielgrzym nie reagował uczuciowo na miejsca święte, nie poruszały go cuda natury. Rejestrował to, co rzucało mu się w oczy.
Od połowy XVI w. podróże do Ziemi Świętej stały się jedną z popularniejszych praktyk dewocyjnych wśród zamożniejszej części społeczeństwa polskiego. Uciążliwość podróży uwarunkowana była statusem społecznym, zamożnością pątnika. Dla niektórych była pasmem lęków i wyrzeczeń; dla innych – wyprawą odbywaną w luksusowych warunkach.