Logo Przewdonik Katolicki

680 lat od najazdu

Michał Muraszko
Fot.

W niedzielę, 31 lipca mija dokładnie 680 lat od najazdu krzyżackiego na Gniezno. To smutne wydarzenie stanowi ważną cezurę w dziejach średniowiecznego miasta. Ucierpiała na nim zarówno społeczność aglomeracji gnieźnieńskiej, jak i lokalny Kościół.

 

Stosunki z Krzyżakami nie układały się na początku XIV w. najlepiej. Zagarnięcie Pomorza Gdańskiego przez zakon doprowadziło w latach 1320–1321 do procesu. W jego wyniku Krzyżacy mieli zwrócić Władysławowi Łokietkowi bezprawnie opanowane terytorium, wypłacić odszkodowanie w wysokości 30 000 grzywien, a także pokryć koszty sprawy.

 

Zemsta na arcybiskupie

Wyroku nigdy jednak nie wykonano. Z naznaczenia papieża Jana XXII głównym sędzią w procesie został Janisław, ówczesny arcybiskup gnieźnieński. Co ważne, ten ostatni wyraźnie opowiadał się po stronie interesów Królestwa Polskiego.

Konflikt nie wygasł, wręcz przeciwnie, z biegiem lat przybierał na sile. Rozpoczęte w niefortunny sposób, przez stronę polską działania militarne zakończyły się niepowodzeniem. Latem 1331 roku Krzyżacy, siejąc spustoszenie, najechali Kujawy i Wielkopolskę. Przy okazji wyprawy szukali pomsty na Janisławie. Obrazuje to dobór miejscowości, które złupili. Kwieciszewo, Żnin czy Szczepanowo należały wówczas do dóbr arcybiskupich.

 

 Z wojskiem i chorągwiami

W sobotę, 31 lipca 1331 r. oddział pod wodzą Dietricha von Altenburga „zawitał” do Gniezna. Tragiczny dzień całkiem nieźle oświetlają źródła pisane. Osiem lat po pamiętnej lipcowej sobocie w Warszawie odbył się bowiem kolejny proces polsko-krzyżacki. Z Gniezna zeznawało na nim czterech świadków. Oto fragment jednej z relacji: mieszczanin gnieźnieński Gotszalk „był obecny w rzeczonym mieście Gnieźnie, kiedy wymieni już komturzy i bracia krzyżaccy najechali miasto Gniezno ze swoim silnym i wielkim wojskiem, i z rozwiniętymi chorągwiami; a widział i był obecny, kiedy tamże podpalili je w części i na podgrodziu wraz z kościołem parafialnym św. Wawrzyńca i z domami arcybiskupa i kanoników Kościoła gnieźnieńskiego i je spalili. Powiedział też, że przedtem zrabowali i pobrali z sobą wszystkie dobra, jakie tylko mogli znaleźć w mieście, jak i na podgrodziu, i w domach kanoników, i w domu arcybiskupa, także konie i wszelkie zwierzęta [domowe] i ruchomości, jakie tylko tam zastali”. (tłum. H. Chłopocka)

 

Katedra za Msze

Podobne relacje znajdujemy w zeznaniach trzech pozostałych świadków. O napaści krzyżackiej na Gniezno wspomina również m.in. bulla papieża Benedykta XII (wystawiona w Awinionie, z datą 4 maja 1338 roku) oraz Jan Długosz w swych Rocznikach.

Z pożogi uchował się kompleks klasztorny franciszkanów, do którego schroniła się okoliczna ludność oraz kościół katedralny. Ocalenie tego ostatniego zawdzięczamy interwencji prezbitera i ołtarzysty Wojciecha. Członek gnieźnieńskiej kapituły najpierw poprzez posłańców, a następnie osobiście negocjował z marszałkiem Dietrichem von Altenburgiem. Co ciekawe, w zamian za oszczędzenie archikatedry Wojciech zobowiązał się do odprawienia 30 Mszy za najeźdźców.

 

Relikwie ocalone

Krzyżacka wyprawa z 1331 r. poczyniła w Gnieźnie i jego przedmieściach ogromne szkody. W czasie najazdu doszło do licznych aktów przemocy. Ich echa pobrzmiewały w zeznaniach na wspomnianym procesie warszawskim. Aglomeracja gnieźnieńska została ograbiona z wielu kosztowności i w znacznej części spalona. Zdobycie samego miasta było tym łatwiejsze, że nie otaczały go jeszcze wówczas zapewne mury obronne. Tuż przed napaścią stolicę metropolii opuściło duchowieństwo na czele z arcybiskupem Janisławem. Udało się przy tym wywieźć skarbiec katedralny, a co najważniejsze relikwie św. Wojciecha.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki