Zaskakujący był dla mnie fakt, że kiedy jeden z rozmówców wysunął wniosek, że rozwiązaniem dla Kościoła jest świętość jego członków, został lekko wykpiony i zbagatelizowany. Tym dziwniejsze, że mówił do trzech kapłanów. Powołał się m.in. na przykład św. Franciszka i św. Dominika. Z tego co pamiętam, to i Biedaczyna z Asyżu, i Dominik nie żyli w czasach dla Kościoła najłatwiejszych, a jednak rany w Mistycznym Ciele Chrystusa opatrywali ewangeliczną konsekwencją swojego postępowania.
Chyba rozwiązaniem nie są wielkie debaty i intelektualne spory, a raczej przykład życia. Św. Franciszek nie pouczał biskupów, nie groził nikomu palcem, a jednak w ciągu czterdziestu paru lat swojego żywota ukazał piękno i fenomen miłości Chrystusa do człowieka. Był skuteczny. Ludzie zaczęli na nowo odnajdywać Boga i piękno wspólnoty Kościoła. Gdyby tak każdy, kto narzeka na sytuację Kościoła katolickiego, zaczął żyć radykalnie Ewangelią, to obraz ludzi wierzących zmieniłby się błyskawicznie. Czasami wystarczy jeden święty człowiek, by ludzie przewietrzyli sumienia Duchem Świętym. Jeden święty człowiek. A może niektórzy nie wierzą już w siłę świętości? My chyba wolimy wiele nieświętych języków mówiących o ideałach, ale za to z podziwu godną elokwencją. Jak mówił św. Franciszek: „Stąd wielki wstyd dla nas, sług Bożych, że święci dokonywali wielkich dzieł, a my chcemy otrzymać chwałę i cześć, opowiadając o nich”.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









