Logo Przewdonik Katolicki

Internetowe pomyje

Joanna Sopyło
Fot.

To, o czym kiedyś ludzie rozmawiali w czterech ścianach, teraz przenoszą na fora internetowe. Czy więc ten internetowy miszmasz może być miejscem konstruktywnej dyskusji?


 

Fundacja Wiedza Lokalna w kwietniu br. opublikowała „Raport mniejszości” – dokument zawierający analizę 10 mln wpisów dotyczących różnego rodzaju mniejszości, zamieszczonych na forach internetowych  Najwięcej obraźliwych wpisów dotyczyło Żydów, Rosjan, Niemców, gejów i lesbijek. Z raportu wynika, że obraźliwe wpisy z reguły pojawiały się przy okazji dyskusji na tematy historyczne, polityczne i obyczajowe. Jeżeli w ciągu kilkudziesięciu godzin w polskim internecie zamieszcza się ponad 85 tys. wypowiedzi, należy sądzić, że wspomniane grupy nie są jedynymi obrażanymi.

Internauci są w stanie skrytykować siebie nawzajem za najmniejszy błąd, a osobom publicznym wytykają pomyłki w niewybredny sposób.

 

Przykład

Wybrać dyskusję z ogólnotematycznego forum internetowego, pod którą toczy się niecenzuralna, a przynajmniej nieprzyjazna dyskusja to nie problem. Nieważne, czy rozmowa dotyczy polityki, religii czy cen w sklepach, pod pierwszym pytaniem szybko znajdują się uszczypliwe komentarze. Są jednak fora, które stanowią realną platformę wymiany poglądów czy miejsce wzajemnej pomocy i udzielania rad. Przeniesienie ich zwyczajów na ogół internetowej społeczności jest jednak trudne.

 

Internetowa agora

Forum internetowe powstało jako jedna z pierwszych form umożliwiających swobodną wypowiedź w internecie. – Fora internetowe to taki sieciowy słup ogłoszeniowy z podziałem na dziedziny. Trudno jednak powiedzieć, jaka kategoria ludzi z nich korzysta, bo to zapewne większość internetowej społeczności – zauważa dr Mirosław Filiciak, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, redaktor kwartalnika „Kultura Popularna”. To miejsce, gdzie użytkownicy internetu logują się i rozmawiają na konkretne tematy. Mogą tam znaleźć partnera do dyskusji, zaczerpnąć porady lekarza, wymienić się opiniami z innymi użytkownikami jednego produktu czy doświadczeniami np. młodych rodziców. Forum internetowe to dla wielu osób skarbnica wiedzy, miejsce, gdzie znajdą potrzebne informacje na dany temat. Nawet jeżeli ktoś ma problem z zainstalowaniem programu bądź przyrządzeniem potrawy w kuchni, na odpowiednim forum internetowym odnajdzie to, czego potrzebuje.

Fora można podzielić na tematyczne, np. fanów narciarstwa czy filmów, oraz ogólne, czyli takie, które umożliwiają dyskusję właściwie na każdy temat i najczęściej skupiają się na tematach społeczno-polityczno-obyczajowych. Pierwsze najczęściej wiążą się z „branżowymi” stronami internetowymi, na które docierają ci, którzy szukają konkretnych informacji, a te drugie przypisane są dużym serwisom, na które trafiają miliony użytkowników internetu. I to z powodu popularności one najczęściej utożsamiane są ze wszystkimi forami internetowymi i tworzą ich zły wizerunek.

Z założenia fora internetowe były stworzone jako miejsca swobodnej wypowiedzi, wymiany informacji czy jako źródło informacji. To szybko się zmieniło. – Nie jest tak, że to internet wyzwala w ludziach takie pokłady żółci i agresji, jakie widzimy na forach dyskusyjnych. Internet nie psuje ludzi, tylko więcej pokazuje. Te rozmowy, które toczą się dzisiaj na forach kilka, kilkanaście lat temu toczyły się w domach, ale nie wychodziły poza obręb jednego mieszkania. Politycy też nie mieli możliwości wypowiadania się wszędzie i na każdy temat, bo żeby zabrać głos, musieli być zaproszeni do radia czy telewizji, a występ tam wiązał się z jakiegoś rodzaju selekcją – tłumaczy dr Filiciak.

 

Tchórze na fora

Dzisiaj tej selekcji nie ma i internauci pozwalają sobie praktycznie na wszystko. W 2009 r. przez obraźliwe wpisy na forach internetowych z grania w siatkarskiej reprezentacji Polski zrezygnowała jej kapitan Dorota Świeniewicz. Chociaż była zasłużoną siatkarką, internauci nie omieszkali wypominać jej tego, że jest dużo starsza niż koleżanki z drużyny, wytykali każdy jej najmniejszy nawet błąd podczas meczu, a pod dotyczącymi jej informacjami wklejali obraźliwe komentarze. Dla nieprzyzwyczajonej do takich zachowań sportsmenki okazało się to zbyt dużym ciężarem i zdecydowała, że dla polskich kibiców grać nie chce.

Odporność na internetowe komentarze lub jej brak nie jest jednak podstawą do oceniania, czy internauci powinni je zamieszczać, czy nie. Z tym problemem boryka się wiele gwiazd show-biznesu, teoretycznie przyzwyczajonych do życia pod ostrzałem, czy osoby publiczne. Internauci dali się też we znaki szefowi rady miejskiej miejscowości Miastko. Wypisywali o nim, że jest pasibrzuchem i pytali, jak takie „coś” może reprezentować ich miasto. Jemu, w przeciwieństwie do Świeniewicz, udało się zwyciężyć z internautami. Prawdopodobnie jako doświadczony kurator sądowy był bardziej odporny psychicznie, ale też wiedział, jak sobie z „oskarżycielami” poradzić. Poza tym, grupa, z którą miał do czynienia, była bardziej ograniczona liczbowo i wiadomo było, gdzie szukać sprawców. Politykowi udało się zidentyfikować osoby najczęściej go obrażające i na forum internetowym zwrócił się do nich po imieniu. Problemy od razu się skończyły. – To, co się dzieje na forach internetowych, jest przerażające i smutne – stwierdza Mirosław Filiciak.

 

Leczcie się sami

Nie jest jednak tak, że wszystkie fora internetowe przerażają chamstwem i brakiem wychowania. Fora tematyczne wydają się być dużo bardziej uporządkowane, bo ludzie, którzy na nie wchodzą, mają konkretny cel. Chcą znaleźć informacje, czegoś się dowiedzieć, a czasami potrzebują pomocy, więc nie wylewają tam żółci, ale próbują nawiązać kontakt z innymi, tworząc się swego rodzaju społeczność.

Właściciele forów internetowych narażonych na gorsze zachowanie ich użytkowników zatrudniają moderatorów, którzy zajmują się usuwaniem nieprzyzwoitych treści, ale też decydują się na to, że każdy kto, chce coś na forum napisać, musi się zalogować, a to wiąże się z podaniem danych osobowych. Na to, co dzieje się na forach internetowych, zakusy robią też politycy. Po zabójstwie w biurze poselskim Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi przedstawiciele tej partii zaproponowali, żeby internet poddać większej kontroli. Miałaby się tym zająć specjalna komisja z pomocą wolontariuszy. Filtrowaliby oni treści zamieszczane w internecie i w przypadku podejrzenia popełnienia przestępstwa zgłaszali sprawę do organów ścigania. O ile idea jest szczytna, o tyle możliwość wykonania zadania przez kilkuosobowy zespół właściwie niewykonalna. Pomysł więc szybko upadł.

– Kiedyś byłem zwolennikiem odgórnej kontroli internetu, ale teraz widzę, że to raczej kwestia autoregulacji samych użytkowników. Granica między kontrolą wolności słowa a jej ograniczaniem jest bardzo cienka i łatwo ją przekroczyć, szczególnie w przypadku polityków, którzy sami mogą być w tych postach opisywani – przypomina dr Filiciak. Czy w takim razie istnieje lekarstwo na chorobę forów internetowych? Zapewne jest nim większa kontrola własnego zachowania, powstrzymywanie emocji na wodzy przez samych internautów i ignorowanie tych, którzy do dyskusji nic nie wnoszą. Jednak recepty na to lekarstwo nie przepisze ani żaden polityk, ani moderator forum, internauci muszą dojrzeć do tego sami.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki