Zapewne wiedli dostatnie życie, byli otaczani należnym im szacunkiem. Wszak uznawano ich za magów (greckie magos oznacza kapłana, uczonego, znawcę snów) należących do stanu kapłańskiego, mających powszechne poważanie w narodzie. Co więc kazało im porzucić królewskie komnaty i ruszyć w długą, niełatwą wędrówkę, by zobaczyć Króla królów? Ludzka ciekawość? Pragnienie potwierdzenia pogłosek? Religijna pasja? A może... rodząca się w nich wiara? Dokąd powiodła ich ta droga?
Trzej ze Wschodu
Trudno dziś sobie wyobrazić żłóbek bez trzech ubranych w drogocenne szaty królów, w otoczeniu wielbłądów, kłaniających się Dzieciątku. Można powiedzieć, że stanowią integralną część betlejemskiego obrazu. Nie wiadomo, ilu mędrców podążało drogami do Betlejem. Ikonografia europejska utrwaliła tylko trzech. Ustawieni w szeregu, jak pisał prof. Ryszard Przybylski, wyobrażają całe życie człowieka, „od zarania aż do zmierzchu”. Przeświadczenie takie pojawia się zresztą już w średniowiecznej symbolice. Pierwszy mag jest młody, drugi – dojrzały, a trzeci sędziwy. W roku 1470 wybitny malarz Hans Memling postanowił jednego z królów uczynić Murzynem. Popularna była wówczas koncepcja teologiczna, by traktować Trzech Króli jako trzech synów Noego, reprezentujących trzy rasy ludzkie i trzy części znanego wówczas ludziom świata.
Dzisiaj zapewne uznalibyśmy ich za szaleńców, niepoprawnych marzycieli-monarchów. No bo jak władca może przedkładać pragnienia duchowe nad dobra materialne? Jak mogła wyglądać ta ich wyprawa?
Nowy Król?
„Mroźna to była wyprawa | Najgorętsza pora roku | na podróż, i to tak długą: | Drogi trudne w śniegu i lodowaty wiatr, | najsroższy to czas zimy (...)”. Wtedy najlepiej widać gwiazdy. Tysiące gwiazd, konstelacje, galaktyki, gwiazdozbiory. Fascynowały i przerażały starożytne ludy, a wielu filozofom kazały myśleć o Bogu. Jedna z nich, o długich ramionach, rozbłysła niezwykłą jasnością, lśniła spokojnym blaskiem i prowadziła Trzech Mędrców do miejsca cudu.
Magowie nie wątpią w znak gwiazdy – znak najpewniejszy. Wiedzą o mesjańskich przepowiedniach, żywych w świadomości narodów Wschodu. Nie zrażają się też niedogodnościami podróży, „nocne ogniska gasły, nie było gdzie się schronić, | a miasta były wrogie, mieszkańcy nieprzyjaźni | (...) Wędrowaliśmy w końcu już tylko w ciągu nocy, | śpiąc byle gdzie i płytko, | i słysząc w sobie głos, który powtarzał w kółko: | To jest czyste szaleństwo”.
Bije od nich jakiś spokój, ale i konsekwencja. Zdeterminowani poszukują Mesjasza, zmierzają do Groty Narodzenia. Chcą zobaczyć Króla żydowskiego i oddać Mu pokłon.
Mateusz Ewangelista zapisał, że Herod, a wraz z nim zarządzana przez niego Jerozolima przerazili się i wpadli w popłoch na wieść o narodzinach nowego Króla.
Władca Izraela symbolizuje wszystko, co nieprawe i nieszlachetne w człowieku. Jego zachowanie jest pełne sprzeczności. Emanuje fałszem i zawiścią. Odzywa się w nim pragnienie zachowania władzy za wszelką cenę – jedna z najbardziej podłych ludzkich namiętności.
On – człowiek o niskich pobudkach – czuje się zagrożony z powodu narodzin nowego króla. Podejrzanie brzmią przewrotne słowa Herodowej wykładni, „bym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon”.
Narodziny zapowiedzią śmierci?
Magowie zachowali szlachetność i czystość umysłu i woli, „ruszyliśmy więc dalej, | i dopiero pod wieczór, prawie w ostatniej chwili | trafiliśmy w to miejsce powiedzieć – właściwe”.
Religijne pasje magów znalazły swój kres. Dotarli do groty i zgodnie z ceremoniałem wschodnich dworów złożyli w darze złoto, kadzidło i mirrę. Blask złota, dym z unoszącego się palonego kadzidła i woń cennego balsamu... Ten ostatni szczególnie niepokoi mistrza Eliota. Wbrew powszechnym opiniom wizyta magów jest nie tylko oddaniem czci Bogu i uznaniem cudu Wcielenia: „te narodziny | Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza”. To zaskakująca myśl wobec blasku i radości tego święta. Dar magów kieruje nie tylko w stronę narodzin, lecz i śmierci Jezusa.
Czego uczą nas monarchowie? Dotknięci mesjańską zapowiedzią, zostawili wszystko, by wyruszyć pospiesznie w drogę w odpowiedzi na poruszenie serca. Podpowiadają, że spotkanie z Panem zmienia nasz dotychczasowy sposób życia i myślenia. Odtąd nic już nie będzie takie samo. Powracają inną drogą, nie odpowiadając na Herodowe zaproszenie, nauczeni miłości przez Słowo Wcielone.
Czy my również podjęlibyśmy trud wyprawy?
Cytaty pochodzą z wiersza Thomasa Stearnsa Eliota Podróż Trzech Króli
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











