Logo Przewdonik Katolicki

Więcej niż płaszcz

Monika Białkowska
Fot.

Dziwny święty ten święty Marcin. Niby jeden z najbardziej znanych a kompletnie obcy. Cóż o nim wiemy poza tym, że się podzielił płaszczem z żebrakiem? Zwykle niewiele. A przecież za samo tylko oddanie części swojej garderoby świętym się nie zostaje...

 

Dziwny święty ten święty Marcin. Niby jeden z najbardziej znanych – a kompletnie obcy. Cóż o nim wiemy poza tym, że się podzielił płaszczem z żebrakiem? Zwykle niewiele. A przecież za samo tylko oddanie części swojej garderoby świętym się nie zostaje...

 

Tymczasem święty Marcin to święty nie byle jaki – między innymi dlatego, że był jednym z pierwszych wyznawców: tych, których ogłoszono świętymi, choć nie ponieśli śmierci męczeńskiej. Ale nie tylko. Również dlatego, że odwagi miał więcej niż inni; i bardziej bezkompromisowo szedł za Jezusem.

 

Biskup nie ochrzcił

Urodził się na początku IV wieku na terenie dzisiejszych Węgier – wtedy ziemie te nazywały się Panonią i były jedną z rzymskich prowincji. Chrześcijaństwo nie było już prześladowane, przeciwnie, po edykcie mediolańskim cieszyło się przychylnością cesarza Konstantyna. Ale ojciec Marcina chrześcijaninem nie był. Był trybunem wojskowym i wojownicze imię nadał swojemu synowi, poświęcając go rzymskiemu bogowi wojny, Marsowi. Marcin chrześcijaństwo obserwował w swoim mieście, nie w rodzinnym domu. Obserwował i wiedział, że też tak chce żyć, najlepiej na pustyni, jako asceta. Kiedy miał 10 lat, wpisał się nawet na listę katechumenów, chcąc przyjąć chrzest, ale miejscowy biskup nie zgodził się na udzielenie chłopcu tego sakramentu, podobno z lęku przed gniewem ojca.

Pięć lat później Marcin, jako syn żołnierza, musiał wstąpić do armii cesarskiej i wyjechać do Galii. To właśnie tam, w Armiens, ulitował się nad siedzącym u bram miasta żebrakiem i mimo zimna i przenikliwego wiatru zdjął z siebie płaszcz i jego połowę oddał biedakowi. Ten wielki gest zapamiętany został przez historię na całe wieki – choć był dopiero początkiem długiej drogi świętego Marcina...

 

Dowódca się rozgniewał

Marcin przyjął chrzest, będąc na służbie wojskowej. Łączyło się to z jego osobistym cierpieniem – w tamtych czasach uważano, że chrześcijanie, unikając rozlewu krwi, nie powinni służyć w wojsku. On musiał służbę dokończyć. Aby stało się to szybciej, wykorzystał niecodzienną okazję. Przed bitwą nad Renem, kiedy inni żołnierze dostawali podwójny żołd, w ramach zmotywowania ich przed walką, Marcin poprosił o zwolnienie go ze służby. Rozgniewał tym dowódcę tak, że ten kazał go trzymać pod strażą. A Marcin, pewny swojej racji domagał się, by wypuścić go na pole bitwy w pierwszym szeregu, w dodatku bez żadnej broni, jedynie ze znakiem krzyża w dłoniach. I stałoby się tak, gdyby wróg tuż przed bitwą nie poprosił o pokój. Chrześcijańscy żołnierze dostali znak zwycięstwa krzyża – a sam Marcin możliwość zakończenia służby. Z wielką radością powrócił do domu swoich rodziców.

 

Arianie wyrzucili

Teraz przyszedł czas na prawdziwie chrześcijańskie życie, na głoszenie Jezusa po całym świecie. Marcin zaczął od swojej matki,  którą zdołał przekonać do nawrócenia. Później nadeszła kolej na szerzącą się herezję arianizmu. Marcin pojechał do Mediolanu i zaczął tak energicznie występować przeciw arianom, że ci wyrzucili go z miasta.  Następnie udał się do Poitiers, do świętego biskupa Hilarego. Hilary poznając jego gorliwość chciał zatrzymać go przy sobie jako diakona – Marcin jednak odmówił przyjmowania zaszczytów i twierdził, jak wówczas, gdy był dziesięcioletnim chłopcem, że chce zostać ascetą. Biskup wydzielił mu więc pustelnię Liguge, dwie godziny marszu od Poitiers.

 

Ludzie wybrali na biskupa

W pustelni Marcin nie był sam – szybko zaczęli dołączać do niego towarzysze, tworząc pierwszą w Galii wspólnotę zakonną. Przez piętnaście lat Marcin modlił się, studiował Pismo Święte, głosił kazania w okolicznych miejscowościach, a po okolicy płynęła wieść o cudach, jakie działy się dzięki jego wstawiennictwu. Nie spodziewał się, że ktoś lub coś może go wyrwać z tego spokojnego i wymarzonego przecież sposobu życia. Stało się inaczej. Pewnego dnia pewien dostojny mieszczanin przybiegł do marcinowej pustelni błagając, by ten odwiedził go natychmiast i uzdrowił jego chorą żonę. Marcin wstał i poszedł do pobliskiego Tours. Nie spodziewał się, jaką „niespodziankę” szykują mu miejscowi. Okazało się, że niedawno zmarł tamtejszy biskup Lidor, a mieszkańcy miasta wraz z kapłanami umyślili sobie, że to właśnie Marcin powinien zostać jego następcą. A że spodziewali się oporu mnicha, postanowili podstępem zwabić go do miasta i przez aklamację obwołać biskupem. Niektóre opowieści mówią nawet o tym, że Marcina siłą przywleczono go katedry i błagano, by zechciał przyjąć biskupią godność... A on, w długich włosach i brudnych szatach, długo próbował się bronić...

 

On szedł po swojemu

Ostatecznie w lipcu 371 r. Marcin został biskupem Tours. Ale mało był „biskupi”. Zamiast mieszkać przy katedrze i przyjmować petentów o wyznaczonych godzinach, stale przebywał gdzieś w mieście. Nie podróżował z katedry do katedry, ale od wsi do wsi. Odwiedzał zwykłych ludzi i brał udział w licznych synodach, Mieszkał nie w pałacu, ale w pustelni. Nie nosił kolorowych szat, ale włosienicę. I nie jadał delikatesów, ale pościł przy każdej okazji. Pieniądze przeznaczał nie na budowanie swojego dworu, ale na wykup więźniów. Podróżował po diecezji nie po to, by przyjmować hołdy, ale własnoręcznie burzyć pogańskie świątynie i wycinać święte gaje, a na ich miejscu kazać budować chrześcijańskie świątynie. Kiedy spotkał trędowatego – ucałował go. Kiedy jeden z diakonów zlekceważył polecenie biskupa i nie przyniósł żebrakowi nowego ubrania, oddał mu własną tunikę. Nie pozwalał, by sterował nim ktokolwiek – ani biskupi, ani książęta, ani cesarze. Szedł swoją drogą, prostą drogą za Jezusem. Mówił tak, żeby rozumieli go wszyscy, równiej najprostsi ludzie. Nie bał się wchodzić na wrogie tereny, a kiedy nie chciano go słuchać – modlił się. Kiedy okazało się, że młody diakon Brice z jego otoczenia prowadzi rozwiązły tryb życia i źle mówi o swoim biskupie, nie wyrzucił go, ale mówił: „Jezus znosił Judasza, a więc ja mogę znosić Brice’a”.

Diakon Brice nawrócił się, a po latach sam został biskupem w Tours, następcą św. Marcina.

 

Bóg dawał znaki

Biograf św. Marcina. Sulpicjusz Sewer opisywał liczne cuda, jakie dziać się miały za wstawiennictwem biskupa Marcina. Ocalał, kiedy miało się na niego przewrócić ścinane drzewo; modlitwą ocalił dom od pożaru; ocalał przed ciosem rozbójnika, który padł sparaliżowany; pocałunkiem uzdrowił trędowatego, a sparaliżowaną, umierającą dziewczynkę przywrócił do zdrowia wlewając jej w usta poświęcony olejek. Swoistym znakiem Bożym był też fakt, że Marcin dożył bardzo długiego jak na owe czasy wieku, miał bowiem 81 lat.

Mimo podeszłego wieku, kiedy dowiedział się o konflikcie kapłanów w Candes, pojechał tam, by doprowadzić do zgody. Zmęczyła go ta misja tak bardzo, że się rozchorował. Kiedy zrozumiał, że umiera, położył się na ziemi, nie pozwalając nawet zrobić sobie posłania ze słomy. „Nie godzi się, żeby chrześcijanin umarł inaczej niż w popiele” – mówił.

 

Pamięć pozostała

11 listopada 397 r. biskupa Marcina złożono w grobie. Dawny diakon, teraz biskup Brice postawił nad grobem swojego poprzednika bazylikę, która stała się celem pielgrzymek chrześcijan. Kiedy w 1562 r. kalwini postanowili spalić relikwie św. Marcina, udało się ocalić jedynie ramię i część czaszki, które do dziś spoczywają w bazylice w Tours. Do grobu św. Marcina pielgrzymowali między innymi św. Wojciech, św. Joanna d’Arc, św. Ludwik IX, Karol Wielki i Józef Roncalli, późniejszy święty papież Jan XXIII.

I mało kto wie, że na szczycie bazyliki w Tours, w prawej dłoni statuy na samym szczycie kopuły, znajduje się jeszcze jedna, maleńka część relikwii św. Marcina. W ten sposób, po swojemu i na przekór konwenansom tego świata, święty biskup nadal czuwa nad swoim miastem.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki