Logo Przewdonik Katolicki

Jak książę prymas przeciwstawił się królowi

Adam Suwart
Fot.

Walcząc z przejawami polskości w czasie zaborów, państwa ościenne uderzały też w Kościół, osłabiając między innymi godność prymasa Polski. Sprzeciwiali się temu kolejni arcybiskupi gnieźnieńscy i poznańscy, a w szczególny sposób abp Teofil Wolicki.

 

Walcząc z przejawami polskości w czasie zaborów, państwa ościenne uderzały też w Kościół, osłabiając między innymi godność prymasa Polski. Sprzeciwiali się temu kolejni arcybiskupi gnieźnieńscy i poznańscy, a w szczególny sposób abp Teofil Wolicki.


 

 

Gdy w 1815 r. europejscy dyplomaci zgromadzeni na Kongresie Wiedeńskim ostatecznie przypieczętowali kres epoki napoleońskiej, z którą tylu Polaków wiązało nadzieje na odzyskanie bytu państwowego, skutki rozbiorów Rzeczypospolitej zostały ponownie i na kolejne stulecie utrwalone.

 

Pruska walka z prymasostwem

Okrojone terytoria dwóch najstarszych polskich diecezji poznańskiej i gnieźnieńskiej znalazły się na obszarze Królestwa Prus. Z części ziem dawnej Rzeczypospolitej zajętych przez pruskiego zaborcę utworzono Wielkie Księstwo Poznańskie, które było atrapą mającą „zaspokoić”, a w istocie uśpić niepodległościowe ambicje zamieszkujących te tereny Polaków. Pruskie władze, doskonale przeczuwając, że nie zjednają sobie sympatii poddanych im w wyniku zaborczego gwałtu Polaków, szybko zorientowały się, że w samym sercu zaborczych ziem wyrósł im konkurent, który może znacząco przeszkadzać w germanizacji. Był nim arcybiskup gnieźnieński poznański, któremu od XV stulecia przysługiwał tytuł prymasa Polski i legata urodzonego. Dlatego też po 1815 r. władze pruskie, podejmując starania o uregulowanie sytuacji kościelnej na dawnych ziemiach polskich wcielonych do pruskiej monarchii, starały się usilnie o likwidację godności prymasa Polski. W ramach pertraktacji ze Stolicą Apostolską, Prusacy zabiegali nawet, by całkowicie zlikwidować powołaną jeszcze w 1000 r. archidiecezję gnieźnieńską, jej terytoria włączyć do diecezji poznańskiej, a tę z kolei podporządkować metropolii wrocławskiej, obsadzanej wówczas każdorazowo pasterzami niemieckiej narodowości. W ten sposób zlikwidowana zostałaby godność arcybiskupa gnieźnieńskiego, tytułowanego od 400 wówczas lat prymasem Polski.

Na taki obrót spraw nie zgodziła się Stolica Apostolska, która w bulli papieża Piusa VII „De salute animarum” wprawdzie dostosowała granice starych diecezji do nowych granic państwa pruskiego, ale nie zlikwidowała archidiecezji gnieźnieńskiej; połączyła ją za to unią personalną z dotychczasowym biskupstwem poznańskim, podniesionym przy tej okazji do rangi archidiecezji. Odtąd kolejni arcybiskupi gnieźnieńscy i poznańscy rezydowali w Poznaniu i przez polską ludność ziem zaboru pruskiego uznawani byli, zgodnie z wielowiekową tradycją, za prymasów Polski, a nawet symbolicznie za interreksów w okresie, kiedy Polska nie istniała jako byt państwowy. Ponieważ bulla „De salute animarum”, nie odnosiła się wprost do przysługującego arcybiskupom gnieźnieńskim od XV stulecia tytułu prymasa Polski – dokument papieski ani tego tytułu nie potwierdzał, ani też go nie znosił – król pruski i jego rząd uznali, że tytuł ten przestał obowiązywać i zakazywali kolejnym arcybiskupom w Gnieźnie i Poznaniu stosowania go.

 

Książę prymas?

Jednak arcybiskupom gnieźnieńskim od czasów I Rzeczypospolitej przysługiwał jeszcze jeden tytuł: księcia. Ta świecka tytulatura o zabarwieniu politycznym, podkreślająca splendor i powagę instytucji najstarszego w Polsce arcybiskupa metropolity, miała okazać się szczególnie ważna w nowych warunkach. Abp Teofil Wolicki, który rządy metropolitalne w Gnieźnie i Poznaniu objął w 1828 r. – choć wcześniej przez kilka lat sprawował je jako administrator generalny wskazany przez kapituły – postanowił zawalczyć właśnie o zachowanie tytułu księcia dla siebie i swoich następców.

W związku ze swym wyborem na połączone stolice gnieźnieńską i poznańską, arcybiskup elekt Teofil Wolicki powiadomił władze rządowe w Berlinie w piśmie ze stycznia 1829 r., że po złożeniu prawem przewidzianej przysięgi wobec króla i po sakrze biskupiej, będzie używał przysługującego od dawna arcybiskupom gnieźnieńskim tytułu księcia. Oburzyło to pruskiego ministra kultu Karla von Steina zum Altensteina, który zawiadomił arcybiskupa, że król pruski nie zgadza się na używanie takiego tytułu, a ponieważ nie ma ów tytuł charakteru kościelnego, tylko świecki, to jego używanie jest zależne od woli monarchy. Aby wyprzedzająco złagodzić ewentualne rozżalenie, jakie u arcybiskupa mogłaby spowodować taka wiadomość, urzędnicy pruscy przemyślnie przypomnieli arcybiskupowi, że „z tytułu przynależnej mu godności legata urodzonego ma prawo nosić strój purpurowy”, przysługujący zazwyczaj wyłącznie kardynałom.

 

Walka arcybiskupa

Liczenie na naiwność polskiego arcybiskupa, samo w sobie było naiwnością. Po otrzymaniu takiej odpowiedzi z Berlina abp Wolicki wystosował do władz pruskich kolejną notę, w której postawił tamtejszą biurokrację w nadzwyczaj niezręcznej sytuacji. Po pierwsze arcybiskup przyznał, że istotnie „używanie przez arcybiskupów gnieźnieńskich tytułu księcia jest zależne od woli monarchy”, ale zaraz skrzętnie dodał, że taka wola została już wyrażona w specjalnym patencie króla Prus Fryderyka Wilhelma II z 1795 r., gdzie monarcha postanowił, że tytuł księcia przysługuje „na zawsze” ówczesnemu arcybiskupowi gnieźnieńskiemu i jego następcom, poświadczając w ten sposób – zapewne nie do końca świadomie - przywilej książęcy prymasów Polski sięgający rodowodem odległych stuleci I Rzeczypospolitej. Jednocześnie arcybiskup zwrócił nieco ironicznie uwagę pruskiemu ministrowi, że przywołana przezeń w odpowiedzi kwestia prawa do noszenia purpury kardynalskiej nie zależy ani od dobrej, ani od złej woli króla, ale wynika z przywileju, jaki arcybiskupom gnieźnieńskim nadał w 1749 r. papież Benedykt XIV.

Po tej wymianie argumentów abp Wolicki nie czekał na dalsze wykręty ministerstwa, tylko sam, w kolejnej epistole zwrócił się wprost do króla, wnosząc o obronę nadanego przez jego poprzednika i ojca w jednej osobie przywileju książęcego dla arcybiskupów gnieźnieńskich i krytykując postawę ministerstwa w tym zakresie.

Przygotowując poufnie założenia królewskiej odpowiedzi, berliński urzędnik Heinrich Johann Schmedding – jedyny katolik w pruskim ministerstwie kultu - uznał po gruntownej analizie, że abp Wolicki ma z punktu widzenia prawnego i historycznego rację i że ostateczna decyzja w tej sprawie winna zależeć wyłącznie od króla. Jednak minister Altenstein stwierdził, że Wolickiemu należy się przeciwstawić, nawet jeśli ma w sensie prawnym rację, gdyż jest on arcybiskupem zbyt stanowczo broniącym praw Kościoła i pozycji Polaków pod pruskim zaborem. Zresztą już wcześniej z powodu tego „braku pokory” arcybiskupa, król odmówił kurtuazyjnego odznaczenia go Orderem Czerwonego Orła – najwyższym pruskim odznaczeniem.

 

Sprzeciw wobec berlińskiego majestatu

Można przypuszczać, że odpowiedź udzielona następnie przez samego króla zaskoczyła arcybiskupa. Król Fryderyk Wilhelm III sceptycznie wypowiedział się wobec prawa używania przez arcybiskupa tytułu księcia, przyznanego przez jego ojca Fryderyka Wilhelma II, ponieważ – jak stwierdził król – archidiecezja gnieźnieńska przestała istnieć (sic!), a w 1821 r. bulla „De salute animarum” powołała do życia nowy byt kościelno-prawny – archidiecezję gnieźnieńską i poznańską. A zatem, wywodził dalej król, prawa i godności nadane arcybiskupom gnieźnieńskim przed 1821 r. wygasły, a on sam obecnie nie nosi się z zamiarem nadania tymże arcybiskupom jakichkolwiek dodatkowych praw.

Ukontentowani początkowo tym kazuistycznym rozumowaniem króla Prusacy, zapewne nie spodziewali się, że abp Wolicki i tym razem, w dodatku samemu królowi, ośmieli się odpowiedzieć. Jednak odpowiedź arcybiskupia, dana królowi 2 kwietnia 1829 r., ma charakter historyczny i dowodzi niezwykłej żarliwości arcybiskupa w obronie praw i godności „Świętego Metropolitalnego Kościoła Gnieźnieńskiego i Poznańskiego”, jak wówczas mówiono, a pośrednio także narodu polskiego. Arcybiskup Wolicki stwierdził i rzeczowo udowodnił bowiem, że rozumowanie króla jest błędne, a dawne arcybiskupstwo gnieźnieńskie istnieje nadal, nieprzerwanie od 829 lat! Z tego wynika, że tytuł książęcy przypisany arcybiskupom gnieźnieńskim przez króla Prus w 1795 r. należy niezmiennie do stolicy arcybiskupiej. Aby nie było wątpliwości, arcybiskup nieco zuchwale zaproponował królowi, że jeśli ten nie zgadza się z jego stanowiskiem, to powinien przeprowadzić oficjalne i publiczne zniesienie godności książęcej, przysługującej dotąd arcybiskupom gnieźnieńskim.

 

Sprawy ludzkie przemijają

Można sobie jedynie wyobrazić konsternację, jaka zapadła w berlińskich urzędach rządowych i dworskich – czy ktokolwiek wyobrażał sobie, że arcybiskup – Polak przeciwstawi się pruskiemu królowi, wprawdzie w formie kurtuazyjnej, ale jednocześnie tak stanowczej?

Autorytarna forma ostatecznej odmowy posługiwania się przez arcybiskupa tytułem książęcym, jaką zastosował następnie król Fryderyk Wilhelm III, miała być odwetem za nieustępliwą postawę Teofila Wolickiego. Król zlecił też, podtrzymując swoją wcześniejszą argumentację, by o decyzji tej powiadomić kapituły katedralne w Gnieźnie i Poznaniu, ale z pominięciem zwyczajowego pośrednictwa arcybiskupa, co miało być afrontem wobec niego.

Gdy królewski ostateczny zakaz posługiwania się przez arcybiskupów gnieźnieńskich i poznańskich zwyczajowym tytułem księcia dotarł już do Poznania i Gniezna, abp Teofil Wolicki zdał sobie sprawę, że dalsza walka o utrzymanie tej godności jest bezprzedmiotowa. Musiał więc polski prymas pogodzić się, że i ten jego przywilej został odebrany.

Jednak abp Wolicki nie byłby sobą, gdyby i tej ostatecznej królewskiej odmowy nie spuentował we właściwy sobie, oryginalny sposób.

Oto do specjalnej drewnianej skrzynki, pomalowanej na żałobną czerń, której skrzętne wykonanie zlecił wcześniej, arcybiskup nakazał włożyć dwa dokumenty wydane przez pruskich królów: patent króla Fryderyka Wilhelma II z 1795 r., przyznający arcybiskupom gnieźnieńskim tytuł książęcy oraz rozkaz gabinetowy Fryderyka Wilhelma III, zabraniający używania tytułu książęcego. Na skrzynce, przypominającej w istocie trumnę, umieszczono łacińską sentencję o odwiecznym przemijaniu rzeczy ludzkich. Tę trumienkę z królewskimi orzeczeniami ojca i syna Hohenzollerna, arcybiskup nakazał umieścić w archiwum Gnieźnieńskiej Kapituły Katedralnej, gdzie przetrwała do czasów współczesnych.

Dziś, po niemal dwustu latach od tamtych wydarzeń, ktoś mógłby zapytać, dlaczego abp Wolicki tak bardzo angażował się w walkę o tytulaturę książęcą. Czy upór ten wynikał z nadmiernej miłości własnej i próżności? Poznając życie i postawę Teofila Wolickiego – kapłana, arcybiskupa, prymasa, ale także człowieka zainteresowanego kulturą i wiernego swemu pochodzeniu Polaka, łatwo znajdujemy odpowiedź na to pytanie. Intencją arcybiskupa Wolickiego, który sprawował swe rządy pasterskie jako drugi w historii metropolita połączonych unią archidiecezji w Gnieźnie i Poznaniu pod pruskim zaborem, było podtrzymanie praw Kościoła w protestanckiej monarchii pruskiej oraz walka o prawa narodowe Polaków i chęć moralnego przewodniczenia im. Bolesne było to, że największe uznanie wobec takiej postawy okazano arcybiskupowi dopiero po jego śmierci, która nastąpiła w grudniu 1829 r., zaledwie siedem miesięcy po pełnym objęciu rządów w obu archidiecezjach.

 

 

 


Abp Teofil Wolicki (1767-1829)

Urodził się w 1768 r. w Godziętowych pod Ostrzeszowem. Pochodził z polskiej rodziny szlacheckiej herbu Nabran. Kształcił się u schyłku przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, w Rzymie i Paryżu. Sprawował godności kanonika w kilku kapitułach. Należał do dyrekcji Edukacji Narodowej w okresie Księstwa Warszawskiego, zajmując się z zapałem sprawami szkolnictwa. Funkcje te pełnił krótko także w szkołach pod zaborem pruskim, jednak został usunięty ze stanowiska za stanowczą obronę nauczania w języku polskim. Od 1825 r. z wyboru kapituł w Gnieźnie i Poznaniu był administratorem generalnym (wikariuszem kapitulnym) tychże archidiecezji, osieroconych po śmierci abp. Gorzeńskiego. Mimo oporu pruskich urzędników wobec jego kandydatury na urząd arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego, otrzymał ostatecznie potwierdzenie królewskie wyboru kapitulnego i prekonizację papieską, przyjmując sakrę biskupią w maju 1829 r. Jednak trwał w sporze z rządem pruskim i samym królem, na tle praw i przywilejów prymasowskich, które negowali Prusacy. W ciągu zaledwie kilku miesięcy przeciwstawił się aktywnie germanizacji szkolnictwa i zniemczeniu nauczania religii, inicjował działania polskiego ruchu organicznego, nie przyjmował do diecezji księży nie znających języka polskiego, domagał się od pruskich urzędników, by to oni uczyli się języka polskiego. W 1828 r. wsparł poznańskie wydanie dzieł Mickiewicza.

Jedynym z najbardziej spektakularnych działań arcybiskupa było zaangażowanie we wzniesienie w Poznaniu Kaplicy Królewskiej zwanej Złotą, w miejscu pogrzebania pierwszych historycznych polskich władców – Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Król pruski odmówił mu kurtuazyjnego nadania Orderu Czerwonego Orła, co oznaczało niełaskę. Przy tym wszystkim arcybiskup był miłośnikiem kultury niemieckiej, przez co niekiedy – o, ironio! – określany był niezasłużonym mianem germanofila. Jego nieugięta postawa, zaprezentowana w krótkim czasie, wyznaczyła modus postępowania dla jego następców, tak wybitnych jak m.in. Leon Przyłuski, Mieczysław Ledóchowski czy Florian Stablewski.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki