Inspirująca "sól" TVP

Rozmowa z jezuitą ks. Rafałem Sztejką, który od sierpnia 2010 kieruje Redakcją Programów Katolickich TVP, wcześniej redaktorem naczelnym Redakcji Programów Katolickich Polskiego Radia, pracownikiem Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, konsulatorem Rady KEP ds. Środków Społecznego Przekazu i członkiem zespołu przygotowującego pielgrzymkę Benedykta XVI do Polski.
Czyta się kilka minut

Rozmowa z jezuitą ks. Rafałem Sztejką, który od sierpnia 2010 kieruje Redakcją Programów Katolickich TVP, wcześniej redaktorem naczelnym Redakcji Programów Katolickich Polskiego Radia, pracownikiem Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, konsulatorem Rady KEP ds. Środków Społecznego Przekazu i członkiem zespołu przygotowującego pielgrzymkę Benedykta XVI do Polski.

Nudne, bo grzeczne, przewidywalne i z góry zaprogramowane. Z taką obiegową opinią na temat programów katolickich zdarzyło mi się nie raz spotkać. Zada Ksiądz kłam takiemu podejściu?

I tak, i nie. Istnieje pewne napięcie, które sprawia, że nawet sami goście nie do końca pozwalają sobie na dialektykę, na stawianie pytań trudnych i niewygodnych i nawet prowokowani przez prowadzących, dobierają bardzo uczesane odpowiedzi. Nie wynika to z ich złej woli czy niechęci, tylko z tego, że gdzieś z tyłu głowy program katolicki kojarzy im się z uczesanym orędziem dobra, nadziei, a nie z ostrą polemiką czy konfrontowaniem skrajnych postaw.

Nudne – temu zadałbym kłam. Ilość elementów, występujących choćby w „Między ziemią a niebem”, dynamika wytwarzania, różnorodność form telewizyjnych, od publicystycznych przez informatyczne czy nawet kwizowe; czaty, SMS-y z pewnością nudne nie są. Tak samo w „Ziarnie” – wymieniające się postacie prowadzących, sceny nietrwające dłużej niż pół minuty zadają takiej opinii kłam. Nudne też nie są programy młodzieżowe, takie jak choćby „Raj”, którego atrakcyjność podnosi jeszcze postać bardzo lubianego pana Przemka Babiarza, który z równym zaangażowaniem jak o sporcie potrafi opowiadać o sprawach świętych.

Co do przewidywalności... Te programy przewidywalne faktycznie są, ale chciałbym, by takie były. 

Nuta szaleństwa może jednak przyciągać…

– Tak kiedyś było w „Ziarnie”, kiedy był nieprzewidywalny ks. Wojciech, tak jest też trochę teraz w „Słowie na niedzielę”, gdy trudno przewidzieć, czy ks. Sławek nagra odcinek na basenie, w piekarni, w pontonie czy na dachu. Bronię natomiast przewidywalności pozostałych dlatego, że programy redakcji katolickiej powinny zawsze kończyć się zwycięstwem dobra nad złem, prowadzić do czegoś, co jest nieprzemijalne.

Powyższe opinie często ferują ci, którzy nie zadają sobie trudu obejrzenia m.in. „Ziarna” czy „Raju”. Oglądalność programów katolickich jest dla Księdza zadawalająca?

– Godna pozazdroszczenia. Fenomenem jest niedzielna Msza św. o godz. 7 rano w TVP1, która pod względem udziału włączonych telewizorów o tej porze jest jednym z najbardziej oglądanych programów w niedzielę. A przecież w niedzielę najwięcej w ciągu tygodnia ogląda się telewizji. Widownia w tym przypadku liczona jest w milionach, podobnie zresztą, jak ta w „Między ziemią a niebem”. Z powodu godziny emisji słabiej natomiast oglądane są „Raj” i „Ziarno”.

Ta olbrzymia widownia, dotycząca transmisji porannej Mszy z Łagiewnik czy w ogóle niedzielnych programów katolickich, cieszy tym bardziej że ludzie w telewizji na ogół szukają rozrywki, a pewnych duchowych doznań na modlitwie, w kościele. Przykładem może być choćby to, że transmisję z pogrzebu Jana Pawła II oglądało mniej ludzi niż jeden z odcinków „M jak miłość”. Ale skoro o rozrywce mowa, to cieszy też olbrzymia popularność „Ojca Mateusza”, szlagieru telewizji, pokazującego w rozrywkowej konwencji dobry obraz duchownego.

Między wierszami wspomniał Ksiądz o emisji. Ona także determinuje oglądalność programów, zresztą nie tylko katolickich

– Myślę, że dobrą porę emisji, do tego zakorzenioną w świadomości widzów, mają programy niedzielne zarówno Msza św., jak i „Między ziemią a niebem”. Emitowane są one wtedy, gdy część ludzi wraca z kościoła, inni przygotowują rodzinny obiad. Zadowolony jestem też z tego, kiedy nadawane jest „Słowo na niedzielę”. Sobotnie popołudnie to na taki program naprawdę odpowiednia pora. Lepszą porę na pewno mogłyby mieć wspomniane „Ziarno” i „Raj”. Ten pierwszy mógłby być później i wreszcie o stałej godzinie, ten drugi, stricte przecież młodzieżowy, także jest zbyt wcześnie. Godzina 14.30 praktycznie eliminuje młodego widza sprzed telewizora, bo albo jest w szkole, albo na zajęciach dodatkowych. Polepszyć godzinę nadawania tych ostatnich jest jednak bardzo trudno, bo telewizja całkowicie pozbawiona wpływów z abonamentu, w pasmach wysokiej oglądalności musi prezentować takie programy, by można było do nich sprzedać jak najwięcej reklam, z których TVP musi utrzymać nie tylko programy misyjne, ale i komercyjne.

Oglądalność to treści. Najlepiej dobrze opakowane. Jak z jednym i z drugim jest Księdza zdaniem w przypadku wspomnianych klasyków, takich jak: „Między ziemią a niebem”, „My, Wy Oni” „Ziarna” czy choćby „Raju”?

Z jednej strony trzeba unikać telewizji lat 70. i 80., czyli bardzo statecznej, poukładanej, po prostu nudnej i pracować nad tym, by obraz był zaskakujący, świeży. Z drugiej jednak strony ludzie lubią oglądać to co znają. Pokazuje to choćby wysoka oglądalność powtórek „Czterech pancernych i psa”, „Janosika”, ale i „Rancza” czy „Ojca Mateusza”. Trzeba więc umiejętnie łączyć nowatorskość z tym, do czego widz jest przyzwyczajony, by nie wylać dziecka z kąpielą. Dobrym przykładem jest tu program „Między ziemią a niebem” gdzie czat internetowy, SMS-y połączone są z opartą na dyskusji publicystycznej tradycyjną telewizją.

Ludzie to kolejny element tej układanki. Czy w programach katolickich jest miejsce dla tych, którzy wcale nie są gorliwymi katolikami? Więcej, czy może pojawić się osoba stojąca w jawnej opozycji do Kościoła?

– Jest. Wystarczy popatrzeć na kilka niedziel i program „Między ziemią a niebem”. Są tam osoby, które mają bardzo kontrowersyjne poglądy stojące często w opozycji do nauczania Kościoła. Takich osób nie boimy się zapraszać, dając im możliwość przedstawienia swojej wizji świata, swojego wartościowania. To nie jest nic złego, ponieważ musimy szukać dialogu z każdym człowiekiem. Jako ludzie wierzący przecież nie żyjemy na Marsie czy Księżycu, ale wśród świata, który nas otacza. Nie gettyzujemy się, ale przy otwartych drzwiach pokazujemy, że można kochać Boga i człowieka w pełnych światłach przy podniesionej kurtynie. W tym programie jest więc polemika, ale widz wymaga od nas, by ostatecznie wybrzmiał głos Kościoła. Na polemikę miejsca nie ma jednak choćby w programie „My, wy, oni”, bo naświetlamy w nim nauczanie Kościoła dotyczące rodziny, spraw transplantacji czy oddawania krwi. Więcej miejsca na polemikę i kontrowersje jest gdy robimy dodatkowe programy, wywołując problem i naświetlając go z różnych stron.

Idealnymi gośćmi są świadkowie kwalifikowani, a więc ci, którzy coś przeżyli i mogą o tym coś powiedzieć. Problemem jest często to, że świadkowie wielkich spraw nie są skorzy do publicznych wystąpień. Mówi się, że ludzie Kościoła są niemedialni, bo media to swoiste show, emocje, wrażenia, spektakularność, a Ewangelia to ich przeciwieństwo. Chrystus nie pozostawia nam niedopowiedzianych wrażeń. Mówi do św. Tomasza: Masz wątpliwości? Włóż, dotknij, sprawdź.

Biorąc te wszystkie aspekty pod uwagę treść, gości, odbiorców, programy katolickie w TVP powinny zwrócić się w stronę konfesyjną czy szerszą, świecką, bardziej uniwersalną?

– Trudno, by nie były konfesyjne wypowiedzi naszych hierarchów kościelnych, modlitwy Anioł Pański, transmisje Mszy św. z Łagiewnik, z Watykanu, ale i przy okazji świąt Wielkiej Nocy czy Bożego Narodzenia. Trudno, by konfesyjny nie był film o księże Prymasie, bo choć można go zrobić wesoło, zaskakująco, to i tak taki być musi. Z drugiej strony trudno wymagać, by konfesyjny był jakiś koncert czy event dla młodzieży, który powstanie przy okazji beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. On bardziej ma pokazywać historię, męstwo i odwagę człowieka. Redakcja programów katolickich musi więc pamiętać o jednym i drugim. Nasza redakcja jest też punktem odniesienia dla innych redakcji w telewizji publicznej. Służymy innym kontaktami, radą, pomysłami, inspirujemy pewne tematy. Przecież nigdy nie zrobimy tak wspaniałych widowisk jak te o Prymasie Wyszyńskim czy księdzu Popiełuszce, które przygotował Teatr Telewizji, czy nie wyprodukujemy tak znakomitych filmów o Biblii czy Zbawicielu, które są w repertuarze redakcji filmowej. Redakcja programów katolickich jest więc taką solą inspirującą, która trochę się rozpuszcza, a trochę pozostaje nienaruszona. W którą stronę pójść? Jedno zachować, a drugiego nie tracić. Mycie szyi nie wyklucza mycia uszu. Warto o tym pamiętać.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 17/2010