Logo Przewdonik Katolicki

Blokers - sposób na życie?

Maksymilian Pietras
Fot.

Przesiadują na klatkach schodowych lub na osiedlowych ławkach. Pijąc piwo, często prowadzą burzliwe dyskusje. Czy blokersi stanowią margines młodej części społeczeństwa, czy są efektem złej polityki państwa?

 

 

 

Mass media skutecznie kreują młodzież na jedną homogeniczną grupę, która odstaje od norm społecznych. Nagłaśniane występki dresiarzy czy chuliganów ukazywane są jako typowe dla wszystkich młodych ludzi. Mimo to uchodzą oni jednak za mniejszość, złą mniejszość, nad którą trzeba specjalnie czuwać poprzez różnego typu instytucje. Tym sposobem, oprócz dobrowolnego wycofywania się młodych z życia społecznego, mamy do czynienia ze społeczną marginalizacją młodzieży przez system.

 

Kim są?

Wstępowanie i przebywanie w grupach rówieśniczych ma swoje początki najczęściej w okresie szkoły średniej, a ich członkami zostają nastolatki. Wiemy, że jest to czas przewartościowywania własnych celów i norm społecznych, często też jest to czas buntu przeciwko porządkom zastanym, czyli przeciwko wartościom reprezentowanym przez rodziców, Kościół czy nauczycieli. Nie znaczy to jednak, że wśród nich nie ma studentów czy dwudziesto -, a nawet trzydziestolatków.

W telewizji w ciągu ostatnich lat słychać było o różnych wybrykach młodzieży. Kilka lat temu Warszawa wrzała, gdy usłyszano o pobiciu kijami baseballowymi nastolatka ze skutkiem śmiertelnym pod jednym z osiedlowych bloków. W 1998 r. Robert Leszczyński napisał w jednej z gazet artykuł, w którym połączył termin blokers z nadwiślańskim hip-hopem. Natomiast w 2001 roku pojawił się głośny film Sylwestra Latkowskiego pt. „Blokersi”, który przesądził o tym, że przez długie lata polski hip-hop będzie kojarzony ze zjawiskiem blokersów.

Kim właściwie są blokersi? Ten typ „działalności” młodzieży i to nie tylko na osiedlach, to zwykła polska tradycja. W gruncie rzeczy tak było zawsze w dzielnicach różnych polskich miast. Współcześnie zmienia się tylko charakter aktywności i skala całego zjawiska. Pozwalając sobie na pewne uproszczenie, można powiedzieć, że teraz w ogóle „nie dzieje się zbyt dobrze”, zatem zagrożenie tą formą aktywności młodzieży wzrasta.

 

Mieszkać w blokowisku

Niekiedy wśród blokersów spontanicznie tworzą się struktury o cechach gangu. Nie można jednak tych zjawisk uogólniać. Część większy nacisk kładzie na tworzenie hip-hopowej subkultury z takimi zjawiskami, jak: rap, graffiti, break dance, zośka, rowery BMX, deskorolka. Młodzi po prostu chcą przebywać z ludźmi o podobnych zainteresowaniach i spędzających czas w określony sposób, który im odpowiada. Bardzo często prowadzą zagorzałe dyskusje, w których ścierają się różne poglądy na temat wartości czy podejścia do życia. Poprzez częstotliwość spotkań z rówieśnikami dyskusje te stają się stałym punktem posiedzeń w klatkach czy na ławkach. Są one niewątpliwe umysłowym treningiem w nudne dni bez pieniędzy i pomysłu na to, co robić. Czasem trwają nawet kilka godzin, a niekiedy młodzi wracają do nich na drugi dzień.

Blokersi to na pewno mieszkańcy bloków, ale nie można zbyt ławo ulegać różnorakim uproszczeniom i mierzyć ich miarą wszelakich patologii. Nie każdy, kto siedzi na klatce schodowej w domu z wielkiej płyty musi być alkoholikiem, złodziejem lub pochodzić z jakiegoś innego marginesu. Każdy chyba pamięta komediowy serial „Alternatywy 4”, gdzie w jednym budynku obok wielu prostych ludzi mieszkali także profesor i śpiewaczka, czyli jakby nie było - elita. W latach 70. i 80. tylko uprzywilejowani mogli pomarzyć o mieszkaniu. Moi rodzice np. czekali na nie 12 lat. Starano się tworzyć osiedla „tematyczne”, moje osiedle to osiedle milicyjno–wojskowe, gdzie lokale przeznaczone były właśnie dla mundurowych. Otrzymanie mieszkania było niewątpliwie wyróżnieniem. Gdy w końcu dostało się przydział, z dumą i drżącym sercem przekraczało się próg nowego „m”. Po transformacji sytuacja się odwróciła i teraz ludzie, jeśli tylko mogą, uciekają z osiedli. Nie jest to jednak takie proste i zdecydowana większość zostaje, bo na zmianę „m” nie może sobie pozwolić.

 

Status społeczny

Blokersi wywodzą się z najróżniejszych rodzin, które w różnym czasie zasiedlały blokowiska, dlatego też ich status materialny jest niejednolity. Dla nich samych nie jest jednak ważne, czy rodzice są lekarzami, robotnikami czy bezrobotnymi alkoholikami. Dwudziestoośmioletni Wojtek twierdzi, że „wszyscy żyjemy w szuflandii, poupychani, mając pod sobą kogoś, nad sobą kogoś i obok też. Wszyscy razem jakoś żyją, a co się dzieje po zamknięciu drzwi do mieszkania, tego tak naprawdę nikt nie wie”. Łączy ich jedno. To samo miejsce zamieszkania.

To nie przynależność do subkultury, a miejsce zamieszkania decyduje o tym, jak żyje młodzież. Bardzo często wraz ze zmianą miejsca zamieszkania blokersi zmieniają swoje nawyki i zwyczaje. Nie negują oni systemu, ale też nie starają się stworzyć nowego. Uznają zastany porządek, więc należą do kultury dominującej; pracują lub uczą się jak każdy innych obywatel. Są świadomi, że praca to środek niezbędny do życia, lecz nie staje się dla nich celem samym w sobie. Blokersi w tej sferze ograniczają się do minimum. Najczęściej mają wykształcenie zawodowe i bardzo szybko zaczynają pracę, w której nie starają się, bądź nie mają możliwości, rozwinięcia i podnoszenia kwalifikacji. W dobie kryzysu ekonomicznego mają wyuczony fach, który właściwie gwarantuje im pracę. Może nie najlepiej płatną, ale za to pewną. Dzisiejsi absolwenci liceów czy uczelni wyższych takiej pewności nie mają. W związku z tym blokersi umacniają się w przekonaniu, że postąpili słusznie kończąc edukację i zaczynając pracę. Często wręcz śmieją się z ludzi, którzy skończyli studia. – Od 15 lat jestem drukarzem i przychodzi do mnie krawaciarz i mi mówi, że tu jest źle. Skąd on może to wiedzieć, jeśli nigdy nie miał brudnych rąk od farby drukarskiej – ignorancki teoretyk – z takiego czegoś po prostu szydzę – stwierdza 30–letni Adam.

 

Zrozumieć młodzież

Na czym właściwie polega problem młodzieży, która cały swój wolny czas spędza na terenie blokowisk, bardzo często popijając piwo czy nawet paląc marihuanę? Tak naprawdę brak im alternatywnej rozrywki, na którą mogliby sobie pozwolić. Oprócz sportu, który chętnie uprawiają, blokersi spędzają swój wolny czas grając w gry wideo i surfując po internecie. Jest to, tak samo jak gra w piłkę, rozrywka również „za darmo”, więc często z niej korzystają. Zwykle nie mają za wiele pieniędzy, i nawet wyjście do kina czy pubu uważają za zbędny luksus. Co więcej, młodym chłopakom przebywającym tylko wśród grupy swoich rówieśników trudno założyć rodzinę - co nie znaczy, że o niej nie marzą. Najczęściej nie mają dziewczyn, a czas wolny spędzają w taki sposób, że znalezienie wybranki jest naprawdę dużym problemem.

Rodzicom trudno przystać na to, że ich syn jest blokersem. Często jednak relacje w rodzinie między dziećmi a matką czy ojcem są podobne do innych. W niektórych domach wychowywanie opiera się na wartościach chrześcijańskich, na Dekalogu - nie kradnij, nie cudzołóż, nie kłam. W innych są to mniej czy bardziej enigmatyczne ogólnoludzkie wartości, ale są też domy, gdzie młody człowiek właściwie od początku swego życia patrzy i uczy się od rodziców kombinowania, korupcji i szemranych interesów. Widzi wtedy, że to się opłaca, że się powodzi i skoro tak robi tata, to musi być to w porządku.

Marek, wieloletni blokers, jest przekonany, że „powinien kierować się wartościami, które nakazują szacunek wobec drugiej osoby, uczciwość i dobroć, ale w praktyce jest to bardzo ciężkie do realizacji i… nie ma lekko…”. To nie jest kwestia wyuczenia się konkretnej postawy; w blokowisku się wyrasta i przez to kształtuje charakter. Można śmiało stwierdzić, że blokersi od najmłodszych lat nie są grzecznymi dziećmi i co jakiś czas dają się rodzicom we znaki. Wynika to przede wszystkim z tego, że spędzają sporo czasu z rówieśnikami, poza domem, gdzie towarzyszy dzieciom jedynie wszędobylska nuda. W połączeniu z dziecięcą wyobraźnią na efekty nie trzeba długo czekać.

 

* * *

 

Tak długo, jak będą istniały osiedla z wielkiej płyty, tak długo istnieć będą też pewnie blokersi. Są oni nieodzowną częścią osiedlowego społeczeństwa. To po prostu spora część młodych ludzi, którzy je zamieszkują. Bardzo możliwe, że wraz z polepszeniem się sytuacji gospodarczej Polski i napływem imigrantów, właśnie imigranci będą mieszkać na osiedlach, a wtedy będzie można uważać je za getta, podobne do tych, jakie są w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Jednak póki co, do takiej zmiany sytuacji droga jest jeszcze bardzo długa. Przynależność do subkultury blokersów jest według mnie okresem przejściowym, tak jak okres dorastania, a nawet jest między nimi zależność. W końcu, wcześniej czy później, blokersem przestanie być, i bywalec klatek schodowych stanie się zwyczajnym obywatelem lub… zostanie zepchnięty na margines społeczeństwa. W tym środowisku „start w życie” jest jednak na pewno mocno utrudniony, ale nie determinuje to przyszłości. Każdy jest kowalem swojego losu i przede wszystkim od konkretnego człowieka zależy, kim będzie w przyszłości. 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki