Logo Przewdonik Katolicki

Bezprawie i Róża

Agata Ławniczak
Fot.

Ja wybrałam to imię mówi Natalka, bo myślałam, że imię Róża będzie najładniejsze dla naszej siostrzyczki. Natalia ma 11 lat, jest szczupłą, ciemną blondynką o dużych błękitnych oczach.

 

– Ja wybrałam to imię – mówi Natalka, bo myślałam, że imię Róża będzie najładniejsze dla naszej siostrzyczki. Natalia ma 11 lat, jest szczupłą, ciemną blondynką o dużych błękitnych oczach.

 

 

Ze swobodą odpowiada na pytania, a poproszona przez tatę, chętnie i bez skrępowania mocnym głosem śpiewa. To ojciec nauczył ją wielu wierszyków i piosenek, także i tej „Nie ma jak dom”, która nabrała szczególnego wymiaru w kontekście ostatnich wydarzeń, jakie spadły na rodzinę Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka. Nic nie zapowiadało nieszczęścia, ciąża wprawdzie była zagrożona i Wioletta Woźna musiała leżeć, ale zdrowie i przyszłość dziecka zdawały się rysować dobrze.

 

Miłość grzeje jak słońce

Władysław Szwak poznał Wiolettę przed kilkunastoma laty w okolicznościach dość dramatycznych i pokochał bez wahania, stał się dla niej mocnym oparciem, jakiego bardzo potrzebowała. Z natury pani Wioletta jest bardzo nieśmiała, a zarazem ufna, co przed laty było źródłem jej wielkich kłopotów i cierpienia. On swoją miłością ją uratował – bo pani wie, zwraca się do mnie pan Władek, że ja ją każdego dnia mocniej kocham, każdego dnia mocniej, bo prawdziwa miłość jest podobna do słońca i trwać musi od początku aż do końca. Ja to zawsze Wioletce i dzieciom powtarzam – mówi, patrząc mi łagodnie, prosto w oczy. – Proszę pani, dodaje – ja o takiej rodzinie całe życie marzyłem, całe życie do nich tęskniłem i teraz miałbym oddać szczęście? Miałbym nie walczyć o Różę, miałbym pozwolić, żeby została u obcych? Czy mogę być spokojny, że ją tam kochają miłością, która grzeje tak mocno jak słońce? Niech mi pani wierzy, nie ma dnia, bym o tym nie myślał i nigdy bym już nie zaznał spokoju, do końca życia! Nie, nie mam żalu do rodziny zastępczej, że wzięli dziecko, wie pani, miałbym żal, gdyby mi do domu weszli i dziecko zabrali, ale to przecież szpital dał im naszą Różę! Kiedy przez lata żyłem sam – kontynuuje swoją opowieść – to ludzie ze wsi mi pomagali, byli dla mnie dobrzy, a potem, jak zamieszkałem z Wiolettą, to jakoś się zmienili wobec mnie, nie wiem, dlaczego – dodaje z cicha, z wyraźnym smutkiem. – Ale teraz znowu wszyscy pokazali, jacy potrafią być i że nie dadzą Szwakowi zginąć, wie pani, że cała wieś podpisała list w naszej sprawie? - w jego głosie słychać dumę. – Bo to prawda, że my się bardzo kochamy i nasze dzieci są z nami bezpieczne, ludzie we wsi to wiedzą - stwierdza.

 

Sąd zabiera Różę

– Tylko czemu nam Różę odebrali? – wtrąca cichutko pani Wioletta, ja pytałam lekarkę w szpitalu – czemu mi pani dziecko zabiera, czemu? A ona mi mówi, że to nie ona, tylko sąd mi zabrał – żali się matka Róży. Ale skąd sąd wiedział, że ja dziecko urodziłam? – zadaje to pytanie cicho, pozornie beznamiętnie, by powtórzyć raz jeszcze: co to za sąd, co matce i ojcu w szpitalu dziecko zabiera?

I to są pytania fundamentalne, które trzeba głośno za panią Wiolettą powtarzać: skąd sąd wiedział, że urodziła i co to za sąd, który jest zdolny odebrać dziecko karmiącej matce?

Róża urodziła się 21 lipca przez cesarskie cięcie. W trybie nadzwyczajnej gorliwości pani ordynator szpitala w Szamotułach informuje sąd o narodzinach zdrowego dziecka, ale ponieważ z wywiadu pielęgniarki środowiskowej (!) wynika, że w domu rodziców dziecka panuje bałagan, zatem ordynator Hanna Perkowska zwraca się do sądu z pytaniem: co ma zrobić z noworodkiem? Do swego pisma dołącza opinię pielęgniarki środowiskowej z kwietnia (!) o bałaganie panującym w domu i stosach ubrań. Nawiasem mówiąc, akurat w tym czasie pani Wioletta musiała leżeć, aby podtrzymać ciążę, zaś opinia pielęgniarki Elżbiety Rogalskiej kończyła się informacją, że trójka dzieci przebywających w domu jest zdrowa i wszystkie zawsze szczepione w terminie.

Pismo wpłynęło do Sądu Rejonowego w Szamotułach 27 lipca, decyzja zapada błyskawicznie tego samego dnia, choć sąd w tej sprawie nie podjął żadnych czynności procesowych, a jedynie dołącza wywiady dotyczące innej sprawy, jaka toczy się w sprawie trójki starszych dzieci.

 

Wiedza „z urzędu”

Sąd więc „wiedział z urzędu”, że rodzice niewłaściwie opiekują się starszymi dziećmi, zatem i wobec czwartego będą niewydolni wychowawczo. Wiedza „z urzędu” bywa niebezpieczna zawsze wówczas, gdy brak dowodów zastąpiony zostanie przekonaniem o omnipotencji prawa. Omnipotencja nie jest groźna jedynie jako przymiot boski, gdy zaś ludzie zaczynają sobie przypisywać do niej prawo, zawsze kończy się to katastrofą. Tak było i tym razem, bowiem wszelkie świadectwa – opinia szkoły, sołtysa, proboszcza czy wreszcie świeżo wydana przez Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny w Poznaniu przepiękna opinia o rodzicach Wioletcie i Władysławie zadają kłam „wiedzy z urzędu” Sądu Rejonowego w Szamotułach. Na jakiej więc podstawie sąd orzekł o niewydolności wychowawczej rodziny, jakim prawem wypowiada się o upośledzeniu matki, mającym rzekomo rzutować na jej rodzicielskie poczynania, na jakiej podstawie dyskredytuje jakość rodzicielstwa Wioletty i Władysława? I jeszcze jedno, skąd ten pośpiech i taka nadzwyczajna gorliwość oraz „troska” w odniesieniu do tej właśnie rodziny? Skąd to doskonale zharmonizowanie współodczuwania między paniami ordynator, kurator i pielęgniarką środowiskową? Czyżby w gminie i mieście Szamotuły nie było rodzin patologicznych, nie było rodzin, w których przemoc domaga się policyjnej interwencji, nie było bitych i głodnych dzieci, którym by należało pomóc? I wreszcie – co zdaje się najważniejsze dla sądu i innych przedstawicieli państwa działających na tym terenie - czyżby tu, w ślicznych domkach i mieszkankach, których ściany malowane są dwa razy do roku przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, a szyby okienne jak na dawnym Śląsku myte raz w tygodniu, mieszkali wypucowani ludzie, których wartość potwierdza się co dnia porządkiem w ich domach? Jak to możliwe, że na naszym łez padole ten skrawek ziemi akurat wolny jest od wszelkich patologii i nieszczęść płynących z bałaganu? Ostała się jedynie rodzina Władysława Szwaka, żyjąca w ubóstwie i bałaganie na skraju wsi Błota Wielkie?

Ziemie tu chude i nieurodzajne, ale Władysław stara się z roli wyżywić rodzinę, nigdy nie brał zasiłku na dzieci, „bo to nie honor, skoro ma siłę pracować”, powiada. A dlaczego nie pójdzie na rentę? No, przecież to niegodne. Władysław słyszał w telewizji, że na każdego rencistę inni muszą solidnie zapracować, a on nie chce, żeby inni mieli ciężko tylko po to, by jemu było lżej. I takiemu człowiekowi, który ma od dzieciństwa wpojone proste i mocne zasady moralności, który tworzy rodzinę z kobietą dobrą i ufną, myślącą bardzo konkretnie i zabiegającą o dobro swych dzieci, im właśnie odbiera się dziecko! Wprawdzie Władysław nie bije żony, ani on, ani pani Wioletta nie piją alkoholu, kochają się wzajemnie i kochają dzieci, co prawda dzieci są czyste, śliczne, rezolutne i otwarte, aktywne w szkole, ładnie rozmawiają i są pewne miłości swoich rodziców, ale dla pani ordynator, dla pani pielęgniarki i pani kurator to wszystko nic nie znaczy, skoro w domu jest brudno i panuje bałagan. Co gorsza, Wysoki Sąd tę perspektywę całkowicie podziela. Omnipotencja prawa przy niedostatku moralności staje się wielkim problemem, jest groźna i niesprawiedliwa, zagraża bezpieczeństwu nas, obywateli, których poczucie moralności, sprawiedliwości ukształtowane zostało przez cywilizację śródziemnomorską.

Jako obywatelka protestuję przeciwko omnipotencji prawa i nie zgadzam się na wyroki sądu ferowane bezdusznie i wbrew elementarnemu poczuciu sprawiedliwości. Oczekuję, że przedstawiciele władz lokalnych wszystkich stosownych tu szczebli zechcą jednoznacznie wesprzeć działania społeczności lokalnej w obronie praw człowieka, w obronie praw rodziny. Brakuje mi takiego głosu zwłaszcza ze strony Starosty Powiatowego, Izby Lekarskiej, a także Kościoła.

 

Skradziona Róża

Kiedy pytam księdza profesora Pawła Bortkiewicza, etyka i prodziekana Wydziału Teologicznego UAM, jak nazwać to, co się zdarzyło w majestacie prawa, odpowiada, że zgrzeszono przeciw VII przykazaniu. Bowiem przykazanie „nie kradnij” dotyczy kradzieży osobowej, zaś kradzież materialna mieści się w przykazaniu X. Dziecko zatem, nazwijmy rzecz po imieniu, zostało ukradzione! Czy może być coś okrutniejszego dla rodziców i dla rodziny zastępczej, która zapewne działała w dobrej wierze?

Pani Agnieszka i pan Krzysztof w marcu tego roku skończyli kursy nadające im status rodziny zastępczej, ona od sierpnia jest na urlopie macierzyńskim, zapewne oboje pokochali maleńką Różę i to nie oni ją ukradli! To nasze państwo dopuściło się tego niegodziwego postępku. Jak zatem państwo będzie teraz wyrównywać te krzywdy i cierpienia? Jak wyliczy krzywdę małego dziecka, które ma prawo do swoich rodziców, ma prawo żyć w miłości i ma prawo być karmione piersią, i w końcu - ma prawo być szczęśliwe w stercie walających się ubrań! Jak państwo zrekompensuje cierpienie ojca, któremu odmawia się prawa do ojcostwa, jego strach o szczęście i bezpieczeństwo córki, jego strach o zdrowie i bezpieczeństwo matki maleńkiej Róży? Jak wynagrodzi cierpienie i strach, poczucie krzywdy i bezradności matki? Jak państwo będzie chciało uczynić zadość temu, że Władysław, Wioletta i ich dzieci zostali odarci z intymności i na oczach całej Polski rozgrywa się ich niezawiniony przez nich dramat? Jak wynagrodzi upokorzeniu rodziców zastępczych, których KTOŚ najpierw obdarował, a teraz będzie musiał odebrać im dziecko? Jak wreszcie państwo odbuduje zaufanie u tej społeczności lokalnej z Chojna, która jako jeden mąż w liczbie 300 osób podpisała list w obronie rodziny Władysława Szwaka? Jak zrewaloryzuje mocno nadszarpnięte zaufanie do roztropności i sprawiedliwości poczynań sądowych, także u tych wszystkich, którzy z całej Polski zgłaszają się do, działającej pro publico bono, mecenas Małgorzaty Heller Kaczmarskiej, pełnomocnik rodziny Wioletty i Władysława, z konkretnymi ofertami pomocy tej rodzinie?

 

Patologia systemu

A na koniec pytanie zawierające fakt zdarzenia straszliwego. Kto dał lekarzom prawo wysterylizować Wiolettę Woźną bez jej wiedzy i zgody? Kto upoważnił ich do aktu noszącego znamiona eugeniki negatywnej, bezdusznie okaleczającego matkę czworga dzieci? Kto dał prawo do brutalnego zabandażowania jej piersi, do podania zastrzyków wstrzymujących laktację? Władysław Szwak nazwał rzecz po imieniu, postąpiono z Wiolettą jak z bezdomnym zwierzęciem. Jak teraz demokratyczne państwo prawa zdolne będzie zadośćuczynić temu niewyobrażalnemu aktowi barbarzyństwa? W jaki sposób zdoła nas przekonać, że to było tylko (i aż) jedno takie zdarzenie?

– Wskazane zjawiska – jak zwraca uwagę ks. prof. Bortkiewicz - zdają się w sposób wręcz modelowy stanowić patologię systemu demokracji jako państwa prawa. Prymat arbitralnych decyzji sądu ponad naturalną strukturą społeczną, a zwłaszcza arbitralność tych decyzji w stosunku do życia ludzkiego muszą budzić zarówno niepokój, jak i sprzeciw. Są wyrazem patologii w rozumieniu norm etycznych i prawnych. Chodzi w niej bowiem zarówno o podejrzenie naruszenia praw człowieka i praw rodziny, a także o nadużycie mechanizmów władzy w państwie demokratycznym – podkreśla ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

Jest to tym bardziej bulwersujące, że kiedy społeczeństwo obywatelskie ukształtowane w gminie Chojno wzięło w opiekę i obronę rodzinę Wioletty i Władysława, zderza się z wrogą, bezduszną i co gorsza, bezprawną działalnością organów państwa, których decyzje stoją w jaskrawej sprzeczności ze społecznym poczuciem sprawiedliwości. Mamy tu do czynienie z patologią systemu demokratycznego, który lekceważy społeczność obywatelską, jej opinie i świadectwo prawdzie, jakiego ludzie nie zawahali się dać. Tu, w Chojnie, widać, że jak ludzie mają problem, to idą po radę, pomoc do sołtysa i proboszcza. Ani sołtys Jarosław Mikołajczak, ani proboszcz ks. Paweł Pawlicki i tym razem ich nie zawiedli – zrobili wszystko co w ludzkiej mocy, aby pomóc w odzyskaniu maleńkiej Róży.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki