Logo Przewdonik Katolicki

Szum wiatru historii

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Wybór Karola Wojtyły na papieża był dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem. Zrządzeniem Opatrzności przeżywałem go w Wiecznym Mieście wspomina prof. Jan Węglarz.



 

Wybór Karola Wojtyły na papieża był dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem. Zrządzeniem Opatrzności przeżywałem go w Wiecznym Mieście – wspomina prof. Jan Węglarz.

 

Na początku 1978 r. z moim świeżo wypromowanym doktorem, a obecnie sławnym prof. Romanem Słowińskim, planowaliśmy wyjazd na konferencję naukową, która miała się odbywać w Wenecji w dniach 11-13 października; mieliśmy również wygłosić kilka wykładów na uniwersytecie w Sewilli. Postanowiliśmy połączyć te dwa zaproszenia i spędzić kilka dni w Rzymie. Oczywiście nie śniliśmy nawet o okolicznościach, które naszej wizycie będą towarzyszyły. Ponieważ była to nasza pierwsza obecność w Rzymie, chcieliśmy zwiedzić to miasto, które dla każdego Europejczyka, a szczególnie dla chrześcijanina, jest szczególnie ważne. Wspólni znajomi polecili nam na przewodnika ks. Marka Jędraszewskiego, obecnego biskupa pomocniczego archidiecezji poznańskiej, który pisał wówczas doktorat na Uniwersytecie Gregoriańskim. Skontaktowaliśmy się z nim, a on zgodził się być naszym przewodnikiem.

 

16 października

14 października rozpoczęło się konklawe, zakończone wyborem Karola Wojtyły na papieża 16 października. Tego dnia o godz. 16 odbywała się Msza św. w kościele św. Ignacego, inaugurująca rok akademicki na Uniwersytecie Gregoriańskim. Modlono się m.in. o trafny wybór papieża. Kiedy wyszliśmy ze świątyni, ludzie przechodzący na ulicy mówili, że papież jest już wybrany, że pojawił się biały dym nad Kaplicą Sykstyńską. Szybkim krokiem ruszyliśmy w kierunku placu św. Piotra, włączając się w przybierającą ludzką rzekę. Bezpośrednie uczestnictwo w ogłoszeniu wyniku wyboru papieża jest wszak niezwykłym przeżyciem. Po wypowiedzeniu formuły przez kard. Feliciego, że wybrany został kard. Wojtyła, usłyszeliśmy nie dający się z niczym porównać szum na placu. Dla mnie był to szum „wiatru historii”, doświadczenie, które nigdy się nie powtórzyło i na zawsze zapadło mi w pamięć. Wieczorem tego dnia poszliśmy na Rzym. Wielu ludzi nieznanych, spotkanych na ulicach, pozdrawiało nas z wielką serdecznością. Włosi zaakceptowali to, że papieżem został Polak, a nie ich rodak. Następnego dnia lecieliśmy do Madrytu, a potem do Sewilli. Reakcja Hiszpanów była podobna, bardzo spontaniczna, radosna, pełna nadziei. Czuliśmy, że nastawienie Europy do Polski i Polaków szybko zaczęło się zmieniać.

 

 

Czy to wydarzenie było dla mnie przełomowe? Trzeba tu wyróżnić dwie płaszczyzny: wiary i rzeczywistości ziemskiej, zawężając tę drugą do społeczno-politycznej. Na tej pierwszej trudno mówić o przełomie; mój światopogląd był już wtedy zasadniczo ukształtowany, choć niewątpliwie otrzymał potężny impuls do rozwoju. Na drugiej natomiast czułem, że jest to rozpoczęcie procesu, który doprowadzi do przełomowych zmian, choć nie wiedziałem dokładnie jakich i kiedy.

 

 

Audiencje

Później wielokrotnie uczestniczyłem we Mszach św. sprawowanych przez Jana Pawła II w jego prywatnej kaplicy i w audiencjach, które się po nich odbywały. Miałem zatem niezwykły przywilej częstego, bezpośredniego kontaktu z Ojcem Świętym. Kiedy wchodziliśmy do papieskiej kaplicy, Ojciec Święty już klęczał przed Najświętszym Sakramentem i był głęboko zatopiony w modlitwie. Jego sylwetka, w kolejnych latach była coraz bardziej pochylona wiekiem i ciężarem odpowiedzialności za Kościół, za świat. Ten obraz do dzisiaj mam przed oczami. Czułem się świadkiem jego rozmowy z Bogiem, wiedziałem, że powierza Bogu losy świata, losy Polski, swój pontyfikat. Uczestnictwo w tych Eucharystiach było dla mnie zawsze wielkim przeżyciem.

Każdą papieską pielgrzymkę do Polski traktowałem jako wielkie narodowe rekolekcje. Uczestniczyłem w nich bezpośrednio w Gnieźnie w 1979 r. i dwukrotnie w Poznaniu w 1983 i 1997 r. Przede wszystkim jednak pamiętam wspomniane już spotkania osobiste, podczas których Jan Paweł II zawsze przekazywał mi coś bardzo dla mnie ważnego.

Głęboko zapadła mi w pamięć moja ostatnia wizyta w Rzymie 14 grudnia 2004 r., kiedy jako jeden z członków delegacji środowiska akademickiego, odbierałem ikonę Matki Bożej Stolicy Mądrości, która później peregrynowała po Polsce. Czułem, że jest to moje ostatnie spotkanie z Papieżem. Poprosiłem o błogosławieństwo dla polskich naukowców i otrzymałem je.

To, co przede wszystkim pozostało mi z tych spotkań, to przekaz , że siłę do zmagania się z codziennością możemy czerpać jedynie z modlitwy i z Eucharystii. Dzięki nim wszelkie zadania, które dla nas przewidziano wykonamy i tym samym zdamy nasz życiowy egzamin.

 

Jan Węglarz informatyk, profesor zwyczajny Politechniki Poznańskiej, członek rzeczywisty PAN, zajmuje się głównie badaniami operacyjnymi.

Laureat wielu prestiżowych nagród naukowych, w tym EURO Gold Medal i „polskiego Nobla”, członek honorowy Polskiego Towarzystwa Informatycznego, doktor honoris causa siedmiu uczelni.

Twórca Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego przy Instytucie Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk.

 


 


 

 


„Teraz już musisz radzić sobie sam"

 

Byłem tego wieczoru w Teatrze Nowym na gościnnych występach światowej sławy teatru lalkowego Obrazcowa z Moskwy. I nagle, w przerwie spektaklu, jak grom z jasnego nieba gruchnęła wieść, że Karol Wojtyła został Papieżem.

 

Tę informację przyniósł skądś Leszek Łotocki albo Wiesiu Komasa. Dziś już dokładnie nie pamiętam, który z nich. To był szok! Od tego momentu nikt o niczym innym nie mówił. Radość mieszała się z niedowierzaniem.

W tym momencie nie myślałem o oczekiwaniach i nadziejach. Po prostu cieszyłem się. 

Pierwszą pielgrzymkę Papieża śledziłem za pośrednictwem mediów. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem sobie, że dzieje się coś tak niezwykłego, że to będzie miało jakiś ciąg dalszy w naszej rzeczywistości. Jaki? Tego sobie wtedy konkretnie jeszcze nie wyobrażałem. To było raczej jakieś przeczucie, że coś się stanie. Tylko kiedy i co - tego nie byłem w stanie skonkretyzować.

Żadnych szczegółów z tamtych dni dziś już nie pamiętam. Pamiętam tylko, że to było jedno wielkie uniesienie. Wszechogarniające uczucie wzruszenia i jasności. 

Nie w czasie pierwszej pielgrzymki, ale jakiś czas po niej miałem sen. Papież w tym śnie oprowadzał mnie po ogrodach Watykanu. W pewnym momencie doprowadził mnie do schodów, które pięły się bardzo stromo w górę. Zaczęliśmy po tych schodach się wspinać. Kiedy znaleźliśmy się u ich szczytu, Jan Paweł II otworzył wielkie drzwi i nagle przede mną otworzyła się nieskończona przestrzeń wypełniona niezwykłej urody bielą. Usłyszałem głos Papieża: „Teraz już musisz radzić sobie sam". Czy to ma jakiś związek z przeżyciami pierwszej pielgrzymki? Nie wiem, może?...

 

Piotr Frydryszek, prezes Zarządu Radia Merkury SA.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki