Misyjni siewcy miłości

Do takich wspaniałych młodych osób niewątpliwie należą Marie i Mateusz Coftowie z Poznania. Marie ma podwójne obywatelstwo, polskie i francuskie, ponieważ urodziła się we Francji, ale od trzeciego roku życia mieszka w Polsce. Z wykształcenia jest romanistką, pracuje w redakcji czasopisma Miłujcie się!. Mateusz,...
Czyta się kilka minut

 

Pewna miłosna historia

 Do takich wspaniałych młodych osób niewątpliwie należą Marie i Mateusz Coftowie z Poznania. Marie ma podwójne obywatelstwo, polskie i francuskie, ponieważ urodziła się we Francji, ale od trzeciego roku życia mieszka w Polsce. Z wykształcenia jest romanistką, pracuje w redakcji czasopisma „Miłujcie się!”. Mateusz, rodowity poznaniak, ukończył Akademię Medyczną i pracuje w poznańskiej Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”. Marie zajmuje się domem i wychowaniem trzyletniego Benedykta oraz rocznej Tereski. Oboje są bardzo zaangażowani w wiele dzieł charytatywnych. W dniu naszej rozmowy rodzina dosłownie siedziała na podwójnych walizkach, bowiem jedne, ważące niemal sto kilogramów, oczekiwały już na podróż do dalekiej Tanzanii w Afryce, a drugie przygotowane były do przeprowadzki, która odbywała się w tym samym czasie co przygotowania do podróży! I choć spotykamy się pięć godzin przed wyprawą, uderza mnie wielki spokój młodego małżeństwa. Nie narusza go nawet wielokrotnie powtarzający się dzwonek do drzwi, uruchamiany przez rodzinę i znajomych, którzy do ostatniej chwili pomagają małżeństwu w tych niecodziennych przygotowaniach. Marie spokojnie opowiada o starannych przygotowaniach dzieci do podróży, o szczepieniach, zabawkach i pieluchach Tereski, która w Afryce musi się z nimi na dobre pożegnać… Marie jest przekonana, że dzieci na pewno lepiej i szybciej zaaklimatyzują się w nowym środowisku niż ona z mężem. Trochę martwi się, że będą musieli dość mocno zdyscyplinować dzieci ze względu na ich bezpieczeństwo. Tereska, choć od koleżanki rodziców otrzymała grzechoczącą bransoletkę, której zadaniem jest sygnalizowanie aktualnego miejsca przebywania dziecka oraz ewentualne odstraszanie pełzających zwierzątek, musi być nieustannie pod czujnym wzrokiem rodziców, ponieważ jest na etapie smakowania i próbowania wszystkiego, co wpadnie jej w rączki. To samo dotyczy Benedykta, który na wszelki wypadek będzie miał zawsze w kieszeni gwizdek, by przywołać rodziców. Marie najbardziej obawia się kontaktu dzieci z surową afrykańską wodą oraz komarami, nosicielami malarii. Jak zauważa, ze względu na długość planowanego pobytu w Afryce, nie można zastosować żadnej profilaktyki, aby zabezpieczyć się przed tą chorobą. – Możemy tylko chronić się po zmroku w domu, spryskiwać się repelentami, nosić odzież chroniącą ciało przed ewentualnym ukłuciem i spać pod moskitierą. Niewątpliwie obraz komara jest dla nas teraz najstraszniejszym koszmarem – śmieje się Marie. Choć, jak zaraz dodaje, uprzedza go jeszcze widmo bardzo długiej podróży. Pierwszy jej etap zaczyna się w Berlinie, gdzie rodzina spędzi jedną noc. Następnego poranka czeka ją krótki lot do Zurychu, później już bezpośredni, prawie dziesięciogodzinny lot do Afryki. Mateusz optymistycznie stwierdza, że dzieci na pewno prześpią całą podróż, a poza tym może dzięki nim spełni się jego długoletnie marzenie – wizyta w kabinie pilotów…

Nowy dom, stare marzenia

Marie i Mateusz Coftowie będą mieszkać w domku dla wolontariuszy znajdującym się w wiosce, przy której mieści się wybudowany w ubiegłym roku ośrodek medyczny poznańskiej Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”, noszący nazwę Blessed Pier Giorgio Frassati Health Center (Centrum Zdrowia bł. Pier Giorgio Frassatiego). Na pobliskim probostwie mieszka ks. Wojciech Kościelniak z Krakowa, który bardzo pomógł fundacji w realizacji misyjnego projektu. Domek jest bardzo skromnie wyposażony. – Na pewno są w nim cztery łóżka i dwa wieszaki, jest też kuchenka i bieżąca woda, która dostępna jest tylko wówczas, kiedy jest prąd, a z tym bywa bardzo różnie – stwierdza Mateusz. Jeśli chodzi o pranie, to oczywiście wchodzi w grę tylko ręczne. Państwo Coftowie zgodnie podkreślają, iż dobrze się stało, że ich domek jest skromny, właściwie taki sam jak miejscowe, dzięki temu łatwiej będzie się im wtopić w miejscową społeczność. Jednak na wszelki wypadek w bagażu zapakowane jest podstawowe wyposażenie kuchni… Wiąże się to zapewne z lekkim niepokojem Marie, jaki odczuwa na myśl o afrykańskiej żywności, której kompletnie nie zna, a z której będzie przecież musiała przygotowywać codzienne posiłki. Myśl o wyjeździe na misje towarzyszyła Mateuszowi od dłuższego czasu. Po ślubie, już wspólnie z Marie, rozważali ten wybór jako przyszłą drogę życia. Ponieważ Mateusz od czterech lat związany jest z Fundacją „Redemptoris Missio”, której jest także prezesem, stąd nieustannie w ich życiu przewijają się tematy i problemy związane z niesieniem pomocy w krajach Trzeciego Świata. Mateusz uważa, ą p y że teraz przyszedł czas na jego bezpośrednią odpowiedź, a jest nią wyjazd do Afryki, gdzie chce nieść konkretną pomoc medyczną. Jak zauważa, może łatwiej było mu podjąć taką decyzję choćby dlatego, że zawodowo zajmuje się zdrowiem w wymiarze międzynarodowym, a poprzez pracę naukową związany jest z Kliniką Chorób Tropikalnych. – Fundacja, która mnie wysyła do Afryki, przygotowuje do wyjazdów misjonarzy, m.in. organizujemy kursy medycyny tropikalnej, na których także „straszymy”… chorobami tropikalnymi. – Mówiąc jednak poważnie, dzięki pracy w fundacji jestem dobrze przygotowany do tej podróży – zauważa Mateusz. Jest to jego czwarta wyprawa na Czarny Kontynent, dla Marie pierwsza. Mateusz jedzie, by prowadzić ośrodek medyczny wzniesiony dzięki staraniom poznańskiej fundacji. Od stycznia tego roku pracowało w nim dwoje młodych polskich lekarzy, w tej chwili jest już tylko jeden, ale i on przygotowuje się do powrotu do kraju. Mateusz będzie czuwał nie tylko nad dalszym funkcjonowaniem ośrodka, ale także zamierza go dalej rozwijać. Do stycznia przyszłego roku, czyli do czasu przyjazdu kolejnych polskich lekarzy, nad zdrowiem Afrykańczyków czuwać będzie miejscowy personel z tzw. felczerem na czele. Ośrodek na razie świadczy tylko pomoc ambulatoryjną, pacjenci są jedynie poddawani jednodniowym obserwacjom. Docelowo ma być to placówka szkoleniowa zarówno dla miejscowego personelu medycznego, jak i dla polskich lekarzy, którzy będą mogli się dokształcać w dziedzinie chorób tropikalnych.

Rodzice decyzję zaakceptowali, jednak…

 Rodzice Mateusza choć doskonale rozumieją potrzebę wyjazdu syna i synowej, mimo to nie ukrywają wielu zrozumiałych obaw, podobne rozterki przeżywają rodzice Marie. – Obawy dotyczą przede wszystkim dzieci, dlatego też padła propozycja pozostawienia ich w Polsce. Ale była to tylko jedna, głośno wyrażona myśl dziadków, którzy na pewno już teraz przeżywają rozłąkę z Benedyktem i Tereską – śmieje się Mateusz. Zarówno jego rodzice, jak i rodzice Marie związani są mocno z Kościołem, stąd łatwiej zrozumieć im decyzję, jaką podjęły ich dzieci. – Od początku wspierał nas i mocno zachęcał do podjęcia tego wyzwania mój brat Szczepan, który jako lekarz także wyjeżdżał na tereny misyjne. Ponadto rodzice mają nadzieję, że czas pobytu na Czarnym Lądzie stanie się dla nas czasem prawdziwego, rodzinnego wyciszenia. Oczywiście nie zabrakło też osób, które krytycznie ustosunkowały się do naszej decyzji. Myślę jednak, że najważniejsze jest to, by podołać swojemu wyzwaniu i powołaniu, a także wrócić cało i zdrowo do kraju – konstatuje Mateusz. – Choć formalnie nie jesteśmy misjonarzami, którzy niosą misyjny krzyż, to jednak oboje mamy go w naszych sercach – dodaje Marie Cofta.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2008