Logo Przewdonik Katolicki

Order o smaku piołunu

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Starałem się być zawsze człowiekiem prostolinijnym, tak za tak, nie za nie, bez światłocienia, jak napisał Norwid powiedział Bogdan Czajkowski, człowiek, który dość nieoczekiwanie wybił się na pierwszy plan obchodów rocznicy wydarzeń Marca68 roku. Podczas rocznicowych uroczystości prezydent Lech Kaczyński odznaczył uczestników Marca68...

„Starałem się być zawsze człowiekiem prostolinijnym, tak za tak, nie za nie, bez światłocienia, jak napisał Norwid” – powiedział Bogdan Czajkowski, człowiek, który dość nieoczekiwanie wybił się na pierwszy plan obchodów rocznicy wydarzeń Marca’68 roku.



Podczas rocznicowych uroczystości prezydent Lech Kaczyński odznaczył uczestników Marca’68 oraz osoby zasłużone na rzecz przemian demokratycznych w Polsce. Odznaczenia otrzymali m.in. Józef Dajczgewand, Irena Lasota, Jadwiga Dzięgiel, ks. Wincenty Granat,  Leon Sankowski oraz pośmiertnie Andrzej Kijowski (w jego imieniu odznaczenie odebrała wnuczka).

I kiedy wydawało się, że jedyną sensacją tego dnia będzie nieobecność w Pałacu Prezydenckim Adama Michnika, który nie został zaproszony na uroczystość, na środek sali wyszedł Bogdan Czajkowski, jeden z przywódców strajku na Politechnice Warszawskiej w 1968 roku. Dawny opozycjonista przez dłuższą chwilę rozmawiał po cichu z Lechem Kaczyńskim, który chciał mu wręczyć odznaczenie. Zaraz potem wyszedł z Pałacu, nie przyjmując Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

W późniejszej rozmowie z dziennikarzami Czajkowski powiedział, że jego gest nie był protestem przeciwko prezydentowi Kaczyńskiemu, ale przeciwko temu, co spotkało go w wolnej Polsce. „Rzeczpospolita, która w osobie pana prezydenta przyznała mi odznaczenie jedną ręką, drugą ręką już znacznie wcześniej przez wiele ostatnich lat zniszczyła mi moje życie rękami sądów. To smakuje jak piołun. (...) Ja się znalazłem kompletnie na śmietniku i stałem się banitą. Półtora roku temu opuściłem Polskę, szukając sobie miejsca osiedlenia na drugim końcu świata, bo już tu miejsca dla siebie nie znajdowałem” – stwierdził w wywiadzie dla Radia Zet.

Czajkowski powiedział też, że przez wiele lat zmagał się z biedą, bezrobociem i „podłością w sądach”, w których dostrzegał „prywatną zemstę esbecką”. Nikt mu jednak nie pomógł, chociaż zwracał się do wielu osób. Dlatego zdecydował się odmówić przyjęcia odznaczenia. Czary goryczy dopełniło zaś – jego zdaniem – ignorowanie opinii znacznej części Polaków, którzy podobnie jak on domagają się referendum na temat przyjęcia traktatu lizbońskiego. „Naród powinien się wypowiedzieć. Nie może się to odbyć ponad głowami narodu” – powiedział.

Wielu ludzi potraktowało zachowanie Bogdana Czajkowskiego jako niemiły „zgrzyt” rocznicowych uroczystości. Pojawiły się też opinie, że gorzkie słowa wypowiedziane przez niego pod adresem Rzeczpospolitej to tylko prywatne żale sfrustrowanego człowieka.

Ale może jednak warto uważniej wsłuchać się w to, co mówi dawny opozycjonista? Bo takich jak on – zapomnianych, pozbawionych zdrowia, pieniędzy, kolesiowskich układów, a nawet należnego im szacunku, bohaterów są tysiące. Ich dawni komunistyczni prześladowcy mają się za to nadal dobrze.

Dlatego ta łyżka dziegciu podczas obchodów Marca’68 była potrzebna. Być może dzięki temu ktoś w końcu przypomni sobie o tych wszystkich ludziach, którym – tak jak Czajkowskiemu – przyszło zapłacić ogromną cenę za brak życiowego konformizmu i nieumiejętność zginania kręgosłupa na rozkaz. A z takim „felerem” żyje się trudno. Także w dzisiejszych czasach...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki