Logo Przewdonik Katolicki

Prawda w miłości

Bp Kazimierz Nycz
Fot.

Z księdzem Kazimierzem Nyczem, biskupem koszalińsko-kołobrzeskim, rozmawia Adam Suwart W Polsce szaleje lustracyjna burza. Co chwila słyszymy kolejne zarzuty wobec osób duchownych o współpracę z komunistyczną bezpieką. Chrześcijan powinno być stać na pewien ewangeliczny radykalizm w dochodzeniu prawdy, ale też winniśmy chyba pamiętać o biblijnym napomnieniu: Nie...

Z księdzem Kazimierzem Nyczem, biskupem koszalińsko-kołobrzeskim, rozmawia Adam Suwart

W Polsce szaleje „lustracyjna burza”. Co chwila słyszymy kolejne zarzuty wobec osób duchownych o współpracę z komunistyczną bezpieką. Chrześcijan powinno być stać na pewien ewangeliczny radykalizm w dochodzeniu prawdy, ale też winniśmy chyba pamiętać o biblijnym napomnieniu: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką mierzycie, wam odmierzą” (Mt 7, 1-2). Jak pogodzić te dwie – z pozoru przeciwstawne – postawy?
– Zacznijmy odpowiedź na to pytanie, z gatunku trudnych i wywołanych bieżącą sytuacją medialną wokół Kościoła, od uspokojenia emocji. Powróćmy spokojnie do niedzielnej Ewangelii. Mówi ona o obecności Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej. Nie o wesele na pierwszym miejscu w tej Ewangelii chodzi, nawet nie o obecność Jezusa i Jego Matki. Tam się dokonał pierwszy cud wśród zwykłych ludzkich spraw. Dokonał się za sprawą Maryi. Kluczowe są słowa Maryi: zróbcie wszystko cokolwiek wam powie mój Syn. Wszyscy w Kościele jesteśmy sługami, do których Maryja kieruje te słowa. Wierzymy, że także w sprawie lustracji mamy robić to, co nam mówi Jej Syn. A On mówi nam nie tylko: nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Mówi nam więcej: nie przyszedłem sądzić, ale zbawić.

Do prawdy trzeba rzeczywiście dochodzić i to w sposób radykalny. Prawdy nie trzeba się bać, gdyż ona wyzwala i niesie oczyszczenie. Są jednak dwa podstawowe warunki, jakie trzeba spełniać zarówno w dochodzeniu, jak i obwieszczaniu prawdy. Nikt z nas nie jest posiadaczem i właścicielem prawdy. Wszyscy do niej dochodzimy, gdyż ona jest ponad nami i poza nami. Także prawda o komunistycznej przeszłości. Dochodzenie musi być rzetelne, roztropne i uczciwe. Ustalanie prawdy o czasach komunistycznej bezpieki nie może być ahistoryczne, czyli dokonywane w świetle naszej obecnej wiedzy lub oparte o krzywe zwierciadło, tylko dokumentów tworzonych przez funkcjonariuszy SB, bez konfrontacji z innymi źródłami. Tak ustalona prawda, nawet najgorsza dla konkretnych ludzi, także ludzi Kościoła, musi być podana w miłości. Głosić prawdę w miłości to zasada biblijna wyrażona przez św. Pawła.

Zachowując te dwie zasady, nie powinniśmy się bać lustracji. Taka prawda rzetelna w ustaleniu i podana w miłości z pewnością wyzwala. Ten, o którym będzie ona przedstawiona, nawet jeśli był kiedyś słaby, mało odważny, mało roztropny i zawiódł, może przeprosić i prosić o przebaczenie, a jeśli sprawy były poważne, wynagrodzić. Czasem nawet trzeba będzie usunąć się w cień, by wiarygodniej przeżywać ekspiację.

Czy nie jest paradoksem, że dziś mówi się więcej o słabościach w Kościele i upadku niektórych ludzi Kościoła niż o niewyobrażalnie większym ciężarze prześladowań, jakich w latach komunizmu zaznał Kościół katolicki. Może hierarchia Kościoła w Polsce – powodowana nadmierną pokorą – nie umiała przez ostatnie 17 lat zadbać o właściwe utrwalenie wiedzy o własnej martyrologii?
– To chyba szerszy problem. Nie tylko hierarchia Kościoła i nie tylko w sprawach martyrologii mówiła młodemu pokoleniu i sobie samej za mało. Myślę, że dość kiepsko uczymy najnowszej historii Polski. Starsze pokolenie szybko zapomniało o tragicznych błędach komunizmu i to w wielu dziedzinach: w gospodarce, w wychowaniu, w nieposzanowaniu godności człowieka, w polityce otwierającej nas tylko na Związek Radziecki, w pozbawianiu nas informacji o prawdziwych wydarzeniach w Polsce, Europie i świecie. Młodemu pokoleniu przekazujemy za mało wiedzy o tamtym tragicznym czasie, którego skutki nosimy na sobie. Wtedy, gdy inne kraje rozwijały się, my dochodziliśmy do antropologicznej i gospodarczej katastrofy. Dziś to wszystko w jednym pokoleniu chcemy nadrobić, a to jest prawie niemożliwe. Naród cierpiał także w sensie dosłownym: wyroki śmierci za przekonania, więzienia, łagry, inwigilacja, system policyjny, prawdziwa martyrologia wielu milionów ludzi. W tym wszystkim uczestniczył Kościół, biskupi, księża, zakonnicy i świeccy. Kościół był traktowany jako wróg wyjątkowy.

O tym wymiarze z pewnością też za mało mówiliśmy i mówimy. Tu nie chodzi o podżeganie do zemsty, chodzi o sprawiedliwość wobec ludzi żyjących, wobec historii. Świadectwo męczenników zawsze było i musi być siłą Kościoła. Jeżeli w powojennym czasie po polskiej ziemi chodziło przynajmniej pięćdziesiąt tysięcy księży, tyleż samo zakonnic i miliony świeckich i bardzo wielu z nich oddało życie, cierpiało, doznawało represji, nieustannie narażało się komunistycznym władzom, to nawet jeśli jakaś część zawiodła, to jest to niewielki procent. Koncentrowanie się na nich, bez uwzględniania całości, to krzywy obraz Kościoła w totalitarnym państwie. Rzetelne rozliczenie z przeszłością to uwzględnianie obu wymiarów rzeczywistości.

Bp Kazimierz Nycz, urodzony w 1950 r. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1973 r. Po ukończeniu studiów doktoranckich na KUL-u rozpoczął pracę w Wydziale Katechetycznym Kurii Metropolitalnej w Krakowie. W 1987 r. został wicerektorem krakowskiego seminarium duchownego.

W 1988 r. mianowany biskupem pomocniczym krakowskim. 9 czerwca 2004 r. mianowany przez Papieża Jana Pawła II biskupem diecezjalnym koszalińsko-kołobrzeskim. Od grudnia 2004 jest członkiem Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski. Jako kapłan przez wiele lat był inwigilowany przez SB, jednak nigdy nie uległ naciskom bezpieki.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki