Logo Przewdonik Katolicki

Wspomnienie o ks. Franciszku Spychale

ks. Dariusz Kaliński
Fot.

Wszelkiego rodzaju wspomnienia osób zmarłych dotyczą słów i zdarzeń z nimi związanych. Podobnie jest w tej chwili, gdy próbuję skreślić kilka słów odnoszących się do ks. Franciszka Spychały. Zapisał się w pamięci jako człowiek pogodny, choć niecierpliwy, zwłaszcza wobec ograniczeń, jakie niosła ze sobą choroba. Ta niecierpliwość wyrażała się także w jego stylu bycia....

Wszelkiego rodzaju wspomnienia osób zmarłych dotyczą słów i zdarzeń z nimi związanych. Podobnie jest w tej chwili, gdy próbuję skreślić kilka słów odnoszących się do ks. Franciszka Spychały. Zapisał się w pamięci jako człowiek pogodny, choć niecierpliwy, zwłaszcza wobec ograniczeń, jakie niosła ze sobą choroba. Ta niecierpliwość wyrażała się także w jego stylu bycia. Nie potrafił siedzieć bezczynnie w domu; jeśli tylko nadarzała się okazja uczestniczył w życiu wielu parafii, przyjmując zaproszenia do pomocy w sprawowaniu sakramentu pokuty czy też zastępstw.

Był człowiekiem oszczędnym i jednocześnie hojnym. Wielokrotnie mówił mi, że jest godziwie wynagradzany za podejmowane posługi duszpasterskie i że przeznacza te pieniądze na różne cele. Wiedziałem, że dzieli się oszczędnościami z młodymi ludźmi, którym opłacał naukę na studiach, oraz z przyjaciółmi, którzy się nim opiekowali.

W czasie jego pogrzebu, głosząc homilię, powiedziałem, że ksiądz Franciszek dał nam się poznać jako człowiek bardzo energiczny i że pewnie niecierpliwiłby się, że mówię zbędne – według niego – rzeczy, czyli przytaczam szczegóły jego życiorysu. Gdy to mówiłem, przeciąg spowodował, że z trzaskiem zamknęły się drzwi do prezbiterium w kościele św. Maksymiliana Kolbego w Koninie. Wiele osób żartobliwie uznało, że zdarzenie to doskonale odnosiło się do charakteru zmarłego kapłana.

Ksiądz Franciszek Szczepan Spychała urodził się w Brześciu Kujawskim 21 lutego 1930 r. Tam też ukończył szkołę podstawową. Naukę na poziomie szkoły średniej rozpoczął w salezjańskiej szkole w Lądzie, a kontynuował w Toruniu, w Liceum Pedagogicznym.

W 1956 r. otrzymał świadectwo dojrzałości. Powołanie kapłańskie odczytał już pracując; był nauczycielem. W 1960 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku. Święcenia prezbiteratu otrzymał z rąk bp. Antoniego Pawłowskiego 17 czerwca 1966 r. Właściwie pozostał nauczycielem, ale przez zjednoczenie z Chrystusem, jakie dokonuje się podczas święceń kapłańskich, miał teraz uczyć dróg i nakazów Pana. Swoją posługę traktował bardzo poważnie i żył tym wszystkim, co stawiało przed nim kapłańskie życie.

Jako wikariusz pracował w wielu parafiach; był też przez jakiś czas kapelanem sióstr służebnic Najświętszego Serca Jezusowego w Rożdżałach. W 1983 r. został mianowany administratorem w par. Barłogi i podjął swoją pierwszą posługę na samodzielnej placówce duszpasterskiej. Drugą była par. Dobrosołowo, gdzie pracował do czasu emerytury. Na emeryturę przeszedł na własną prośbę w 65. roku życia. Zamieszkał w domu księży emerytów w Koninie, budząc zdziwienie, a często nawet spotykając się z brakiem zrozumienia u księży, jego rówieśników i starszych, wciąż pracujących w duszpasterstwie. Jednak decyzję tę mógł zrozumieć tylko ten, kto znał usposobienie ks. Franciszka i sposób pojmowania przez niego służby oraz odpowiedzialności w Kościele i za Kościół.

Jako emeryt wspominał wyzwania, jakie stanęły przed nim na placówce w Barłogach, gdzie przygotował wszystko pod budowę plebanii; wciąż cieszył się jak dziecko, że podołał wtedy wszelkim trudnościom. Przywoływał też czas spędzany w Dobrosołowie. W parafii tej pozostawił odrestaurowany zabytkowy kościół i bardzo przeżywał zniszczenie tej świątyni wskutek pożaru.

Dał się poznać także jako człowiek modlitwy. Właściwie zawsze widziano ks. Franciszka z brewiarzem. W wielu parafiach okolicznych dekanatów służył wielokrotnie jako spowiednik rekolekcyjny. Bardzo świadomie przygotowywał się na przeżycie własnej śmierci. Przed pójściem do szpitala, przez kilka dni, jakby odprawiając wewnętrzne rekolekcje, czynił rachunek sumienia i podejmował refleksję nad życiem. Interesował się żywo tą tajemnicą. Wcześniej wielokrotnie miałem okazję rozmawiać z nim na ten temat; widziałem, z jaką radością rozprawiał o prawdach wiary, o które pytał.

Dla tych, którzy mieli okazję poznać ks. Franciszka Spychałę bliżej, pozostanie on człowiekiem o dobrym sercu, wrażliwym na potrzeby bliźnich. Poświadczą to z pewnością rodziny z Konina i Dobrosołowa, dla których był jak ojciec i którym pomagał materialnie. Poświadczyć to mogą również młodzi ludzie, którym ofiarowywał środki umożliwiające dalszą naukę. Świadectwo w tej mierze składa także ks. prał. Wojciech Kochański, wikariusz biskupi na rejon koniński i proboszcz par. św. Maksymiliana Kolbego w Koninie, który jakiś czas temu otrzymał od ks. Franciszka kwotę dziesięciu tysięcy złotych z przeznaczeniem na remont dachu świątyni. Ofiarodawca miał powiedzieć, że pieniądze na ten cel odłożył z emerytury.

Ksiądz Franciszek Spychała zmarł 30 czerwca 2006 r. w konińskim szpitalu, po operacji żołądka i krótkiej chorobie. Jego pogrzeb odbył się 3 lipca w kościele św. Maksymiliana Kolbego w Koninie. Mszy św. połączonej z nieszporami za zmarłych przewodniczył biskup diecezjalny Wiesław Alojzy Mering. Kondukt na cmentarz komunalny w Koninie poprowadził dziekan dekanatu konińskiego drugiego ks. prał. Henryk Włoczewski.

Polecamy zmarłego ks. Franciszka Miłosierdziu Bożemu i dziękujemy Bogu za dar obecności tego człowieka wśród nas, za jego kapłańską posługę i wszelkie dobro, które się przez jego osobę, za łaską Bożą, dokonało na świecie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki