Letnicy w klasztorach

Wakacje w klasztorach stają się coraz popularniejszą formą letniego wypoczynku, także na ziemi konińskiej. Zakonnicy nie promują ich w mediach, nie zabiegają o gości, a mimo to na urlop w murach monasterów zgłasza się coraz więcej chętnych.



Misjonarze Świętej Rodziny z Kazimierza Biskupiego, salezjanie z Lądu, a nawet kameduli z Bieniszewa zapraszają w swoje progi wszystkich tych,...
Czyta się kilka minut

Wakacje w klasztorach stają się coraz popularniejszą formą letniego wypoczynku, także na ziemi konińskiej. Zakonnicy nie promują ich w mediach, nie zabiegają o gości, a mimo to na urlop w murach monasterów zgłasza się coraz więcej chętnych.

Misjonarze Świętej Rodziny z Kazimierza Biskupiego, salezjanie z Lądu, a nawet kameduli z Bieniszewa zapraszają w swoje progi wszystkich tych, którzy chcą uciec przed zabieganą, hałaśliwą codziennością, pragną pomodlić się, zastanowić nad życiem, podjąć ważną decyzję czy po prostu rozsmakować się w świętej ciszy. Takie wakacje – jak twierdzą zakonnicy – kosztują zaledwie „co łaska”, a wielu klasztornych urlopowiczów dodaje, że owoców pobytu i tak nie da się przełożyć na żadne pieniądze.

Salezjanie z Lądu oczekują latem głównie ludzi młodych. Dla przykładu: na przełomie lipca i sierpnia rozpoczęli półkolonie dla dzieci z okolicznych miejscowości. Misjonarze Świętej Rodziny z Kazimierza Biskupiego otwarci są przede wszystkim na rodziny, małżeństwa, narzeczonych i ojców; chcą wspierać ich w przeżywaniu życiowego powołania.

Surowa reguła zakonna nie odstrasza amatorów wypoczynku w eremie ojców kamedułów w Bieniszewie. Głównym warunkiem bycia „klasztornym letnikiem” jest uszanowanie rytmu panującego w zakonie. I jeszcze: bycie mężczyzną. Bieniszewski erem, jak wiadomo, zamknięty jest dla kobiet. Kwadrans przed czwartą rano wszystkich budzi klasztorny dzwon. O godzinie czwartej zakonnicy odmawiają wspólnie brewiarz i modlitwę Anioł Pański. Godzinę później zamykają się w swoich celach, gdzie przez 45 minut oddają się świętej lekturze. Śniadanie jest około godziny siódmej. Dzień spędzają według słynnej zasady „Ora et labora”, czyli módl się i pracuj.

Kameduli nie próbują narzucać gościom swoich zwyczajów. Chętni wstają na poranny dźwięk dzwonu i pracują w gospodarstwie. Wszyscy, którzy pragną wypocząć w bieniszewskim eremie, muszą jednak przestawić się na bezmięsną dietę. Jada się tu głównie jarzyny, grzyby i ryby. Kameduli uprawiają warzywa we własnym ogrodzie, mają też pasiekę i własny, słynny już w okolicy, pyszny miód. Zakonne kuchnie już wieki temu słynęły ze smakowitych dań, chociaż te dania były bardzo proste. Bieniszewscy goście twierdzą zgodnie, że potrawy przyrządzane przez kamedułów są znakomicie przyprawione.

Wakacje w klasztorach to nie tylko ucieczka od zgiełku codzienności. To przede wszystkim spotkanie z własną sferą duchowości. Spotkanie z Bogiem. Swoiste prywatne rekolekcje, które nierzadko mogą odmienić całe życie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2006