Logo Przewdonik Katolicki

Letnicy w klasztorach

Aleksandra Polewska
Fot.

Wakacje w klasztorach stają się coraz popularniejszą formą letniego wypoczynku, także na ziemi konińskiej. Zakonnicy nie promują ich w mediach, nie zabiegają o gości, a mimo to na urlop w murach monasterów zgłasza się coraz więcej chętnych. Misjonarze Świętej Rodziny z Kazimierza Biskupiego, salezjanie z Lądu, a nawet kameduli z Bieniszewa zapraszają w swoje progi wszystkich tych,...

Wakacje w klasztorach stają się coraz popularniejszą formą letniego wypoczynku, także na ziemi konińskiej. Zakonnicy nie promują ich w mediach, nie zabiegają o gości, a mimo to na urlop w murach monasterów zgłasza się coraz więcej chętnych.

Misjonarze Świętej Rodziny z Kazimierza Biskupiego, salezjanie z Lądu, a nawet kameduli z Bieniszewa zapraszają w swoje progi wszystkich tych, którzy chcą uciec przed zabieganą, hałaśliwą codziennością, pragną pomodlić się, zastanowić nad życiem, podjąć ważną decyzję czy po prostu rozsmakować się w świętej ciszy. Takie wakacje – jak twierdzą zakonnicy – kosztują zaledwie „co łaska”, a wielu klasztornych urlopowiczów dodaje, że owoców pobytu i tak nie da się przełożyć na żadne pieniądze.

Salezjanie z Lądu oczekują latem głównie ludzi młodych. Dla przykładu: na przełomie lipca i sierpnia rozpoczęli półkolonie dla dzieci z okolicznych miejscowości. Misjonarze Świętej Rodziny z Kazimierza Biskupiego otwarci są przede wszystkim na rodziny, małżeństwa, narzeczonych i ojców; chcą wspierać ich w przeżywaniu życiowego powołania.

Surowa reguła zakonna nie odstrasza amatorów wypoczynku w eremie ojców kamedułów w Bieniszewie. Głównym warunkiem bycia „klasztornym letnikiem” jest uszanowanie rytmu panującego w zakonie. I jeszcze: bycie mężczyzną. Bieniszewski erem, jak wiadomo, zamknięty jest dla kobiet. Kwadrans przed czwartą rano wszystkich budzi klasztorny dzwon. O godzinie czwartej zakonnicy odmawiają wspólnie brewiarz i modlitwę Anioł Pański. Godzinę później zamykają się w swoich celach, gdzie przez 45 minut oddają się świętej lekturze. Śniadanie jest około godziny siódmej. Dzień spędzają według słynnej zasady „Ora et labora”, czyli módl się i pracuj.

Kameduli nie próbują narzucać gościom swoich zwyczajów. Chętni wstają na poranny dźwięk dzwonu i pracują w gospodarstwie. Wszyscy, którzy pragną wypocząć w bieniszewskim eremie, muszą jednak przestawić się na bezmięsną dietę. Jada się tu głównie jarzyny, grzyby i ryby. Kameduli uprawiają warzywa we własnym ogrodzie, mają też pasiekę i własny, słynny już w okolicy, pyszny miód. Zakonne kuchnie już wieki temu słynęły ze smakowitych dań, chociaż te dania były bardzo proste. Bieniszewscy goście twierdzą zgodnie, że potrawy przyrządzane przez kamedułów są znakomicie przyprawione.

Wakacje w klasztorach to nie tylko ucieczka od zgiełku codzienności. To przede wszystkim spotkanie z własną sferą duchowości. Spotkanie z Bogiem. Swoiste prywatne rekolekcje, które nierzadko mogą odmienić całe życie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki