Logo Przewdonik Katolicki

Słabość „czwartej władzy”?

Mateusz Wyrwich
Fot.

Ilekroć nowa partia obejmie ster rządów, tylekroć zbierają się dziennikarze, w mniejszym lub większym gronie, i debatują o niezależności mediów publicznych. Za każdym razem okazuje się, że nadal ową niezależność dziennikarską dyktują politycy. Już po raz kolejny debatę nad samym sobą zorganizowali dziennikarze. Ale też i nad tym, jaka powinna...

Ilekroć nowa partia obejmie ster rządów, tylekroć zbierają się dziennikarze, w mniejszym lub większym gronie, i debatują o niezależności mediów publicznych. Za każdym razem okazuje się, że nadal ową „niezależność” dziennikarską dyktują politycy.

Już po raz kolejny debatę „nad samym sobą” zorganizowali dziennikarze. Ale też i nad tym, jaka

powinna być ich misja w informowaniu społeczeństwa o rzeczywistości społeczno-politycznej, w jakiej żyjemy. Tym razem dyskusja odbyła się w głównej siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Wśród wielości wątków, które poruszono w dyskusji, przewijał się jeden zasadniczy – niezależności mediów powinni bronić przed wszystkim sami dziennikarze.

W spotkaniu, oprócz setki przedstawicieli największych mediów, udział wzięli: Krystyna Mokrosińska – prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Jan Stefanowicz – przewodniczący Rady Konsultacyjnej Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, dr Tomasz Żukowski – socjolog i politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Gościem szczególnym był nowy prezes TVP Bronisław Wildstein, gdyż debata dotyczyła przede wszystkim niezależności telewizji publicznej. Niekiedy można było jednak odnieść wrażenie, że zebrani bardziej oczekiwali od Wildsteina informacji o tym, kogo będzie zwalniał, niż tego, jak widzi niezależność telewizyjnej anteny.

Dziennikarze i inni
Niezbędność debaty nad dziennikarską wolnością zauważyli niemal wszyscy uczestnicy spotkania. Nadal bowiem ustawodawstwo odnoszące się do niezależności dziennikarskiej – szczególnie dotyczy to zapisów w ustawie o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji – jest nieprecyzyjne. A zatem może kusić – i kusi – do dowolnej interpretacji. Niestety, bez protestu środowisk dziennikarskich. Zwróciła na to uwagę Krystyna Mokrosińska, odwołując się do wypowiedzi wicepremiera Andrzeja Leppera sprzed kilkunastu dni, który stwierdził, iż to partie decydują o tym, kto ma zasiadać w kierownictwie telewizji. Przytoczył przy tym jeden z artykułów z ustawy o KRRiT, który mówi: „Organy państwowe mogą podejmować decyzje w sprawach działalności jednostek publicznej radiofonii, tylko w przypadkach przewidzianych ustawami”.

– Proszę zwrócić uwagę – mówiła prezes SDP – że dla jednego z wicepremierów oznacza to możliwość zgłaszania własnych kandydatów do władz telewizji publicznej. Nie wiem, jak dalece poszła interpretacja, bo chyba wicepremier nie jest organem, który działa na podstawie ustawy. Europoseł Samoobrony natomiast powiedział: „Prezes Wildstein musi wiedzieć, że nie żyje w próżni. Został wybrany w wyniku pewnego układu politycznego i pewnych gentleman’s agreement. Ich się nie łamie”.

Niedźwiedzia przysługa
– Z punktu widzenia najpoważniejszej w Polsce organizacji dziennikarskiej – kontynuowała Mokrosińska – chcę powiedzieć: Panowie politycy, namaszczenie przez was kandydatów na szefów różnych szczebli w mediach publicznych robi tym dziennikarzom „niedźwiedzią przysługę”, pozbawia ich w oczach opinii publicznej niezależności – podstawy naszego zawodu. Szczerze dziwię się kolegom, których nazwiska tak gęsto padają w takich kontekstach, że nie protestują. Dziennikarz nie może być „naszym człowiekiem” dla polityków.

Prezes SDP zaapelowała też do polityków, mówiąc: „Zmieniajcie złe prawo, ale go nie łamcie”.

Z kolei dziennikarka radiowa Janina Jankowska za ingerencje polityków w media obwiniła samych dziennikarzy: – Bowiem dziennikarze zaczynają traktować wystąpienia polityków, którzy uzurpują sobie prawo ingerowania w media publiczne, jako naturalny element sceny politycznej.

Jankowska podkreśliła też, że jeśli środowisko dziennikarskie zaakceptuje stan rzeczy, w którym partie i politycy decydowaliby o kształcie mediów publicznych, to będzie można mówić o klęsce demokracji i słabości tak zwanej „czwartej władzy”.

Fakty medialne
Socjolog dr Tomasz Żukowski, powołując się na naukowców, Jana Grosfelda i Jadwigę Staniszkis, zwrócił uwagę na to, że żyjemy w takim czasie, iż coraz częściej polityka jest uprawiana za pomocą mediów. Zarówno ta partyjna, jak i ogólnokrajowa oraz międzynarodowa. Zauważył przy tym, iż „żyjemy w czasach, kiedy sposób prezentowania danego kraju w środkach masowego przekazu jest ważniejszy niż rzeczywiste fakty”. Akcentując wagę mediów publicznych, Żukowski podkreślał, że to właśnie one powinny nadawać ton wizerunkowi państwa, a nie media komercyjne: – Również dlatego, że media publiczne mogą w większym stopniu niż komercyjne promować polską tożsamość, polską historię, polską wiedzę, polską produkcję kulturalną.

Jednocześnie Żukowski zaznaczył, że aby media publiczne spełniały tę rolę, powinny wypełnić trzy warunki: – Po pierwsze, powinny zachowywać jako media publiczne życzliwość wobec instytucji państwa i sfery publicznej oraz ról polityka i partii przy jednoczesnej krytyce, nawet bardzo ostrej. Po wtóre, nie powinny zwalczać sfery publicznej z definicji, czyli nie budować stereotypu polityki jako czegoś złego, tylko pokazywać różnicę między złą a dobrą polityką. Po trzecie, media publiczne powinny umożliwiać kontakt rządzącym z obywatelami, ale również opozycji, analitykom, obserwatorom życia publicznego, organizacjom pozarządowym i różnego typu zespołom.

Zarówno Tomasz Żukowski, jak i mecenas Jan Stefanowicz podkreślali, iż by media publiczne mogły być konkurencyjne wobec komercyjnych, musi znaleźć się niezależny system ich finansowania. Bowiem jak do tej pory, o czym mówił Bronisław Wildstein, ponad 70 procent ogólnego budżetu telewizji pochodzi z reklam. A te, można powiedzieć, w jakimś stopniu „układają” program.

Dla kogo telewizja?
Mówiąc o reformie telewizji, Bronisław Wildstein zauważył, że instytucja, jaką przyszło mu kierować, jest niezwykle marnotrawna, że jest to „ileś marnotrawnych miasteczek”. Trzeba więc koniecznie to zreformować, w przeciwnym wypadku nie będzie można mówić o konkurencyjności wobec mediów komercyjnych.

Jednak – zdaniem Wildsteina – jest to niezwykle trudne, gdyż w telewizji działa trzydzieści związków zawodowych i każdy z nich dba o interesy swoich pracowników: – Jest ogromna ilość lobby, związków zawodowych, gdzie istnieje świadomość, że ta telewizja nie jest dla widzów, tylko dla osób tam pracujących. Ma dostarczyć iluś stanowisk pracy, iluś pieniędzy.

„My chcemy kawałek”
Wildstein podkreślił, że te grupy będą walczyć, aby obecna sytuacja nie zmieniła się. Zaznaczył przy tym, że dodatkową trudnością jest to, iż politycy nie chcą przestrzegać ustawy o KRRiT. Uważają, że ich partie powinny mieć swoich przedstawicieli w telewizji, mówiąc: „my chcemy kawałek”. Czyli, jak zauważył Wildstein, „jednoznacznie nawołują do łamania prawa”.

Prezes telewizji stwierdził też, że wprawdzie szanuje sympatię dziennikarzy wobec siebie, jednak niepokoi go, iż robią zbyt mało wrzawy wokół osób, które nawołują do łamania porządku prawnego w związku z funkcjonowaniem telewizji. Przy tej okazji przypomniał manifestacje, jakie odbyły się przed kilku laty w Czechach, w obronie niezależności telewizji: – To ludzie robiący telewizję sami protestowali przy ogromnym poparciu społeczeństwa. Może dlatego, że tamci ludzie, to byli głównie ludzie nowi, ludzie z autorytetem i ta telewizja miała autorytet. A więc było oczywiste, dla zwykłych obywateli, żeby bronić ją przed zakusami polityków.

Według nowego prezesa TVP, tylko dzięki niezależności możliwa jest realizacja misji telewizji publicznej, której zadaniem jest „obiektywnie informować i wielostronnie przedstawiać” różne aspekty życia publicznego.

Jaka TVP?

Mówiąc o reformie programowej, Bronisław Wildstein zapowiedział zmiany w poszczególnych programach. Tak więc program pierwszy będzie bardziej filmowo-publicystyczny, a Dwójka – bardziej kulturalno-rozrywkowa. Natomiast Trójka powinna być kanałem informacyjnym, publicystycznym. – W żadnym wypadku w tej chwili nie chcemy zmniejszyć czasu regionom, wręcz przeciwnie. Myślimy, że regiony będą mogły dużo bardziej uczestniczyć w programie na cały kraj. Ponieważ życie Polski nie kończy się na rogatkach Warszawy i trzeba umieć to pokazać – zapowiedział prezes TVP.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki