Surowy sędzia czy czuły rodzic? Jaki jest obraz Ojca Pana Jezusa?

Ojciec objawiony przez Jezusa jest kochającym rodzicem. W Jego sercu odnajdujemy zarówno siłę i mądrość ojca, jak i czułość oraz troskliwość matki. W Nim nie ma sprzeczności między prawdą a miłosierdziem.
Czyta się kilka minut
Obraz Powrót syna marnotrawnego, autorstwa Pompeo Batoniego, pochodzi z kolekcji Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu | fot. Wikimedia commons
Obraz Powrót syna marnotrawnego, autorstwa Pompeo Batoniego, pochodzi z kolekcji Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu | fot. Wikimedia commons

Podczas jednego z moich pobytów w Jerozolimie obserwowałem wzruszającą scenę, która pomogła mi lepiej zrozumieć znaczenie Bożego ojcostwa. Siedząc w ogrodzie sióstr Elżbietanek zauważyłem, że w sąsiednim domu na balkon wyszedł kilkuletni żydowski chłopiec ubrany w tradycyjny strój, z pejsami i jarmułką. Nagle podmuch wiatru zatrzasnął za nim drzwi. Dziecko siłowało się z ciężkimi drzwiami, ale zostało samo na wysokości, bez możliwości powrotu do środka. Przestraszone zaczęło płakać i wołać swojego ojca. Z jego ust nieustannie padało jedno słowo: „Abba!”, czyli „Tato!”. Ojciec natychmiast usłyszał ten pełen lęku głos. Bez chwili zwłoki podbiegł, otworzył drzwi i wziął syna w ramiona. W jednej chwili strach ustąpił miejsca spokojowi i radości. Chłopiec znów czuł się bezpieczny, bo znalazł się blisko swojego taty. Ta prosta scena pozwala zrozumieć słowa św. Pawła o duchowym synostwie. Człowiek wierzący nie zwraca się do Boga jak do odległego władcy czy surowego sędziego. Może wołać do Niego z ufnością dziecka, które w chwili zagrożenia szuka schronienia w ramionach kochającego ojca. Właśnie taką bliskość wyraża biblijne wołanie: „Abba, Ojcze”, które można oddać jeszcze bardziej osobiście pełnym zaufania wołaniem: „Tatusiu”.

Piętnasty rozdział Łukasza

Przypowieść, którą zwyczajowo nazywamy historią syna marnotrawnego, prowadzi nas przede wszystkim do poznania prawdziwego oblicza Boga. Dzięki niej odkrywamy, kim On naprawdę jest – pełnym miłosierdzia Ojcem, który kocha swoje dzieci bez względu na ich słabości i błędy. Gdy pozwolimy tej prawdzie zakorzenić się w naszym sercu, stanie się ona częścią naszego życia i będzie promieniować na innych. Możemy nosić ją w sobie z taką troską i bliskością, z jaką matka nosi pod sercem swoje dziecko. Możemy tu odnaleźć nawiązanie do słów św. Pawła, który mówi: „Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa” (Rz 8,17a). Jako współdziedzic Jezusa Chrystusa posiadam wszystko to, co posiada Jezus, a skoro Jezus jest Dziedzicem nieba, to ja jestem na równi z Nim współwłaścicielem nieba.

Jestem przekonany, że przesłanie tej przypowieści ma moc ożywiania człowieka. Wszyscy bowiem potrzebujemy słów, które dają nadzieję, pocieszenie i doświadczenie miłości. Każdy z nas przechodzi przez chwile zwątpienia, kryzysy wiary czy trudne doświadczenia życiowe. Często szukamy siły, która pomoże nam podnieść się z naszych słabości, wypełni pustkę i nada sens codzienności. Takim źródłem odnowy jest Ewangelia. Nie jest ona jedynie przesłaniem, które mamy przekazywać innym, lecz żywym Słowem Boga, które działa, przemienia i urzeczywistnia się w życiu tych, którzy je przyjmują. Jezus przyszedł na świat nie tylko po to, aby nauczać o Bogu, ale przede wszystkim po to, by objawić Jego prawdziwe oblicze. Najpełniej uczynił to w przypowieści o miłosiernym Ojcu z piętnastego rozdziału Ewangelii św. Łukasza. Bowiem nie jest to jedynie historia o synu marnotrawnym. Jest to przede wszystkim opowieść o Ojcu, który kocha w sposób doskonały.

Ojciec objawiony przez Jezusa jest kimś więcej niż tylko sprawiedliwym władcą czy surowym sędzią. Jest kochającym rodzicem. W Jego sercu odnajdujemy zarówno siłę i mądrość ojca, jak i czułość oraz troskliwość matki. W Nim nie ma sprzeczności między prawdą a miłosierdziem. Potrafi stawiać wymagania, a jednocześnie nigdy nie przestaje kochać.

Jak kochać?

Pierwszą cechą tego Ojca jest bezwarunkowa miłość. Młodszy syn odrzuca go, rani, domaga się majątku, a raczej spadku, jakby mówił: „Wolałbym, żebyś nie żył”. Jak zachowałby się rozsądny, sprawiedliwy ojciec, gdyby usłyszał od swojego syna takie straszne słowa, jak te, które wygłosił mu w twarz młodzieniec? Podobne słowa wykrzykiwane są czasem w  domowych awanturach: „Nienawidzę cię! Mam cię dość! Wolałbym, żebyś umarł…!”. Takie rzeczy mówi się jednak tylko w nerwach, w głębi serca nikt tak nie myśli. Co więc powinien zrobić ojciec, który słyszy od swojego dziecka (dziecka, które wychował, wykarmił i któremu tysiące razy wybaczał!): „Nie mogę się doczekać, kiedy umrzesz, właściwie to dla mnie już umarłeś”? W pierwszym odruchu miałby pewnie ochotę jak najsurowiej, jak najdotkliwiej ukarać swoje dziecko, może nawet fizycznie, a przynajmniej powiedzieć: „Grosza ode mnie nie dostaniesz za swoją podłość!” – i na koniec wyrzucić delikwenta za drzwi. Czy tak nie byłoby sprawiedliwie i rozsądnie? Tymczasem ojciec z przypowieści robi rzecz niezwykłą. Bez słowa skargi, bez odwoływania się do swoich praw i uczuć, bez błagania, by dziecko zostało w domu, rozdziela majątek między nich. Dlaczego? Nie przekreśla syna. Pozwala mu odejść. Nie dlatego, że jest obojętny, ale dlatego, że kocha. Prawdziwa miłość nie zniewala. Szanuje wolność nawet wtedy, gdy wolność prowadzi do błędów. To bardzo praktyczna lekcja dla każdego rodzica. Miłość nie polega na kontrolowaniu życia dziecka. Nie można zmusić nikogo do dobra. Można natomiast stworzyć przestrzeń, w której człowiek sam odkryje prawdę i wróci z własnego wyboru. Bóg nie odbiera człowiekowi wolności, ponieważ pragnie miłości dobrowolnej, a nie wymuszonej.

Jak czekać?

Drugą cechą ojca jest cierpliwe oczekiwanie. Ewangelia pokazuje, że ojciec wypatruje syna jeszcze zanim ten wróci do domu. Nie zapomniał o nim ani na chwilę. Nie zamknął drzwi. Jego serce pozostaje otwarte. Tak właśnie działa Bóg. Nawet wtedy, gdy człowiek odchodzi daleko, żyje tak, jakby Boga nie było, Ojciec nadal czeka. Nie śledzi naszych upadków. Nie prowadzi księgi porażek. Patrzy głębiej, widzi więcej niż grzech – widzi w każdym człowieku ukochane dziecko. W tym miejscu objawia się także matczyny wymiar Bożej miłości. Matka zwykle pamięta o dziecku niezależnie od wszystkiego. Tęskni, martwi się, wypatruje. Podobną czułość odnajdujemy w sercu Boga. On nie tylko przebacza. On cierpi z powodu oddalenia swoich dzieci i raduje się ich powrotem: „Ujrzał go jego Ojciec i wzruszył się głęboko”. Zobaczył to, za czym tak tęsknił. Ujrzał na horyzoncie syna. Zanim przytulił, wpierw dotknął go wzrokiem. To głębokie wzruszenie, greckie splanchnizomai, oznacza dosłownie poruszenie wszystkich wnętrzności – tak jak przy porodzie. Dlatego można mówić o „łonie ojca”, z którego się rodzimy. Oto, co przeżywa Bóg, gdy widzi, jak powracam do Jego domu! To jest wprost rozdzierająca radość! Miłość Boga nie jest chłodna i zdystansowana. To bardzo osobiste, żywiołowe poruszenie serca, które dosłownie nie pozwala Mu ustać w miejscu. Bóg nie kocha jakiegoś abstrakcyjnego, uogólnionego pojęcia ludzkości, On kocha mnie i ciebie, bardzo osobiście, bezpośrednio i indywidualnie. Kocha do szaleństwa! Następuje prawdziwy „skandal miłosierdzia”: splanchnizomai, wszystko w Nim tańczy z radości!

Jak wybaczać?

Trzecią cechą ojca jest przebaczenie wyprzedzające skruchę. Gdy syn wraca, nie spotyka się z przesłuchaniem ani karą. Ojciec biegnie ku niemu, obejmuje go i przywraca mu godność. Nie pyta najpierw o szczegóły grzechów. Najważniejsze jest to, że syn wrócił. Tak działa Bóg. Nie definiuje człowieka przez jego błędy. Widzi w nim więcej niż jego porażki. Widzi dziecko, które zawsze należy do Niego. W życiu codziennym oznacza to, że chrześcijanin jest wezwany do podobnej postawy wobec innych. Rodzice, małżonkowie, nauczyciele czy wychowawcy mają pomagać ludziom powstawać, a nie jedynie przypominać im o ich upadkach. Prawdziwa miłość nie zatrzymuje się na winie. Szuka drogi powrotu.

Miłosierny Ojciec nie zatrzymuje się jedynie na okryciu syna płaszczem, który zasłania jego nędzę i skutki grzechu. Poleca również założyć mu pierścień. W kulturze starożytnej był on nie tylko znakiem godności i przynależności do rodziny, ale także symbolem dziedzictwa oraz prawa do uczestniczenia w dobrach ojca. W ten sposób syn odzyskuje swoją utraconą tożsamość. Nie wraca do domu jako sługa, lecz jako ukochane dziecko i prawowity dziedzic. Podobnie każdy człowiek, mimo swoich upadków i oddaleń od Boga, pozostaje powołany do udziału w dziedzictwie Chrystusa. Pierścień niesie jednak jeszcze głębsze znaczenie. W dawnych czasach bywał znakiem szczególnej więzi między osobami. Często stanowił część symbolu rozdzielonego na dwie części, które po ponownym złączeniu potwierdzały istniejącą relację, przyjaźń lub przynależność. Samo greckie słowo symbolon wskazuje na coś, co łączy i przywraca jedność. Kiedy więc ojciec wkłada pierścień na rękę syna, dokonuje się coś więcej niż akt przebaczenia – następuje odbudowanie zerwanej więzi. To, co zostało rozdzielone, znów staje się całością. Warto zauważyć, że przeciwieństwem słowa sym-bolon jest greckie dia-bolon, oznaczające rozdzielanie, dzielenie i rozrywanie więzi. Dzięki temu łatwiej dostrzec, że źródłem oddalenia między Ojcem a dzieckiem jest zawsze diabolon – ten, który prowadzi do podziału. Gest nałożenia pierścienia staje się więc znakiem zwycięstwa miłości, która jednoczy na nowo i przywraca utraconą wspólnotę.

Jak przyjmować?

Czwartą cechą ojca jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i przynależności. Starszemu synowi mówi: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”. To niezwykle ważne słowa. Ojciec nie kocha bardziej jednego syna kosztem drugiego. Każde dziecko jest dla niego bezcenne. Bóg nie buduje relacji na rywalizacji. Nie trzeba zasłużyć na Jego miłość ani walczyć o Jego uwagę. Każdy człowiek ma swoje miejsce w Jego sercu. Jezus objawia więc Boga jako doskonałego Rodzica. Ojca silnego, ale nie dominującego. Wymagającego, ale nie surowego. Czułego jak matka i wiernego jak najlepszy ojciec. To Rodzic, który daje wolność, cierpliwie czeka, przebacza bez granic i nigdy nie przestaje wierzyć w swoje dzieci. Taki obraz Boga może przemieniać również nasze codzienne życie. Człowiek, który odkryje, że jest kochanym dzieckiem Boga, nie musi już nieustannie udowadniać swojej wartości. Nie żyje w lęku przed odrzuceniem. Wie, że zawsze może wrócić. Wie, że niezależnie od swoich błędów zostanie przyjęty z otwartymi ramionami. Właśnie takiego Ojca objawia Jezus Chrystus – Ojca, którego serce jest domem dla każdego człowieka.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 25/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Ojciec Jezusa Chrystusa