Logo Przewdonik Katolicki

Misyjne kolędowanie

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Przez trzy dni, począwszy od 28 grudnia, dzieci należące do Ogniska Misyjnego w Białośliwiu kolędowały od drzwi do drzwi niestrudzenie, gdyż celem akcji była pomoc materialna dla ich rówieśników z Indonezji. Udało się zebrać prawie 3 tysiące złotych i 200 forintów węgierskich! Zaangażowali się wszyscy mali kolędnicy, wychowawcy i rodzice. Utworzono 10...

Przez trzy dni, począwszy od 28 grudnia, dzieci należące do Ogniska Misyjnego w Białośliwiu kolędowały – od drzwi do drzwi – niestrudzenie, gdyż celem akcji była pomoc materialna dla ich rówieśników z Indonezji. Udało się zebrać prawie 3 tysiące złotych i 200 forintów węgierskich!

Zaangażowali się wszyscy – mali kolędnicy, wychowawcy i rodzice. Utworzono 10 pięcioosobowych zespołów. – W żadnej grupie nie zabrakło aniołów, pasterzy oraz króla. Opiekę nad kolędnikami sprawowała młodzież gimnazjalna oraz młodzież ze szkół średnich, niektórzy już po raz trzeci – przyznaje katecheta, Karol Ramusiewicz.
Podczas Mszy św. proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, ks. Kazimierz Czynsz, „rozesłał” kolędników, którzy przemierzali ulice Białośliwia w specjalnie na ten cel przygotowanych strojach. Najmłodsi z nadzieją pukali do drzwi. – Ludzie przyjmowali nas z wielką życzliwością i chętnie składali ofiary do skarbonki – wspomina Karol Ramusiewicz. Dzieci nie przychodziły z pustymi rękami – śpiewały kolędy i przedstawiały za pomocą wierszyków cel swojej wizyty, a w dowód wdzięczności zostawiały „misyjnego aniołka radości” lub „misyjną gwiazdkę”.
Współorganizator akcji przyznaje, że dzieci bardzo chętnie uczestniczą w kolędowaniu, ponieważ zdają sobie sprawę z tego, że chociaż nie mają jeszcze zbyt wielu lat, mogą pomóc swoim rówieśnikom – nawet z tak dalekiego kraju. – Pragną w ten sposób pokazać, że nie jest im obojętny los innych dzieci. A trzeba powiedzieć, że wiele indonezyjskich maluchów musi niewolniczo pracować przez siedem dni w tygodniu po 16 godzin na dobę. Nie wolno im opuszczać miejsc pracy ani kontaktować się z rodziną. Niejednokrotnie odmawia się im jedzenia, są bite i wykorzystywane zarówno fizycznie, jak i psychicznie – podkreśla Ramusiewicz.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki