Paweł
Zastanawiam się, o jaką miłość Ci chodzi? Prawdziwa miłość jest tylko jedna, ale mianem miłości ludzie nazywają bardzo różne zjawiska. Domyślam się, że dopadła Cię tak zwana miłość nieszczęśliwa,...
(...) Dlaczego miłość, choć jest tak piękna i wspaniała, przynosi tyle cierpienia? Nie mogę tego zrozumieć i trudno mi to zaakceptować. Dlaczego Pan Bóg tak to urządził?
Zastanawiam się, o jaką miłość Ci chodzi? Prawdziwa miłość jest tylko jedna, ale mianem miłości ludzie nazywają bardzo różne zjawiska. Domyślam się, że dopadła Cię tak zwana miłość nieszczęśliwa, czyli jakaś piękna kobieta odrzuciła Twoje względy. Współczuję, to nic miłego i mocno wpływa na nasze poczucie własnej wartości. Wybacz, ale tego, co przeżyłeś, nie należy raczej nazywać miłością.
Wiem, wiem, nie siedzę w Twoim sercu i nie wyobrażam sobie nawet, jak gorąco ono biło. Zgadza się, ale wiem, że zakochania się czy zauroczenia nie można nazwać miłością. To dopiero przygotowanie do niej, start, od którego można zacząć budować więź wzajemnego szacunku, zrozumienia, akceptacji, dbania o siebie nawzajem. Przeważnie myślimy, że miłość przynosi cierpienie, bo ktoś odrzuca nasze zaloty, nie dostrzega, jak bardzo jesteśmy zakochani albo po prostu nie chce z nami być. Ma prawo – nie można nikogo zmuszać, by pokochał drugą osobę.
Prawdziwa miłość charakteryzuje się najpierw dostrzeganiem dobra w drugim człowieku. Następnie akceptacją jego zalet i wad. Otwarciem serca na niego. Wreszcie zdolnością do poświęceń, kiedy dobro i szczęście kochanej osoby bywa ważniejsze od naszego dobra. Prawdziwa miłość to taka, o której pisze św. Paweł w Liście do Koryntian. Prawdziwa miłość nie szuka swego, nie pamięta złego, wszystko znosi, nigdy nie ustaje. To nie gwałtowne uczucie, lecz świadomy wybór. Tam, gdzie miłość jest skażona źle pojętą miłością własną, tam właśnie pojawia się cierpienie.
Kiedy kochamy, a cierpimy, to znaczy, że nasza miłość wymaga jeszcze wielkiej pracy. W jednym przypadku cierpienie jest zrozumiałe. Kiedy ukochana osoba robi sobie krzywdę. Tak cierpi Pan Bóg, patrząc na nasze grzechy (jeśli można tu użyć antropomorfizmu). W pozostałych przypadkach istotnie cierpimy, ale na skutek urażonej miłości własnej, że druga osoba nie chce się poddać w pełni naszej opiece. Inaczej mówiąc – nie chce tańczyć tak, jak jej zagramy.
Miłość jest sztuką. Nie zależy od znalezienia odpowiedniej osoby, lecz od naszej umiejętności kochania. Od tego, ile jest w naszym podejściu do drugiego człowieka egoizmu, a ile szacunku. Na ile potrafimy uszanować wolność kochanej osoby. Z tym się nikt nie rodzi. Tego trzeba się nauczyć. Wypraktykować i wyćwiczyć się w miłości. Może właśnie dlatego jest tu potrzebne cierpienie, byśmy mogli osiągnąć ten poziom prawdziwej miłości, byśmy się wznieśli ponad nasze ograniczenia i niskie instynkty. Jestem pewien, że im bardziej człowiek ćwiczy się w miłości, tym mniej z jej powodu musi cierpieć. A ćwiczenie miłości to przede wszystkim modlitwa, by Pan Bóg wyzwalał nas z egoizmu. Dlatego przede wszystkim proszę Cię, byś się modlił, a wtedy miłość przestanie sprawiać Ci cierpienie i odnajdziesz szczęście w miłości.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




