Skazani na nieludzką ziemię

"Wrogowie ludu" z woli sowieckich politruków: matki z niemowlętami, dzieci, starcy.

Wypędzani z domów całymi rodzinami, bici, wpychani do bydlęcych wagonów, w końcu wywożeni w nieznanym kierunku. A potem już według uznania komunistycznych władz: Kołyma, Workuta, Archangielsk, Kazachstan. 65 lat temu - 10 lutego 1940 roku rozpoczęła się pierwsza z czterech wielkich wywózek Polaków...
Czyta się kilka minut

"Wrogowie ludu" z woli sowieckich politruków: matki z niemowlętami, dzieci, starcy.

Wypędzani z domów całymi rodzinami, bici, wpychani do bydlęcych wagonów, w końcu wywożeni w nieznanym kierunku. A potem już według uznania komunistycznych władz: Kołyma, Workuta, Archangielsk, Kazachstan. 65 lat temu - 10 lutego 1940 roku rozpoczęła się pierwsza z czterech wielkich wywózek Polaków w głąb ZSRR.

Do dzisiaj nie udało się ustalić dokładnej liczby wywiezionych. I pewnie nie poznamy jej nigdy, tak jak nigdy nie dotrzemy do wszystkich bezimiennych grobów rozsianych po syberyjskiej tajdze, stepach Kazachstanu czy azjatyckich pustyniach.

Na podstawie materiałów archiwalnych ze źródeł rosyjskich i białoruskich, historycy Instytutu Pamięci Narodowej szacują, że w wyniku czterech masowych deportacji wywieziono w najdalsze zakątki ZSRR około 330-350 tysięcy obywateli polskich różnych narodowości. Wydaje się jednak, że są to wielkości znacznie zaniżone. Dane te nie uwzględniają deportacji niemasowych, które trwały permanentnie od 1939 roku. Trudno także o zaufanie do statystyk NKWD - nie wiadomo np., czy obejmują one wszystkich deportowanych, czy też wyłącznie tych, którym udało się przeżyć morderczą podróż.

Związek Sybiraków przedstawia jeszcze inne dane. Według tych szacunków, wywiezionych na Wschód zostało około 1,3 mln osób, w tym tylko z terenów ówczesnej Białostocczyzny około 300 tys. ludzi.

Etniczny wróg

- To były czystki etniczne. Polskość - obok pochodzenia klasowego - stanowiła główne kryterium deportacji. Wywózki dotykały leśników, urzędników, nauczycieli, inteligencję. Nie deportowano np. chłopów zamieszkujących zwarte obszary. Cały sowiecki system wywózek był opracowany z pełną premedytacją i iście diabelską precyzją - uważa prof. Paweł Wieczorkiewicz, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Przygotowania do deportacji zajęły Sowietom dwa miesiące. W tym czasie opracowywano listy osób przewidzianych do wywiezienia, a także przystosowywano infrastrukturę kolejową do sowieckich szerokich torów. Wszystko to spokojnie, bez pośpiechu, metodycznie...

Całość operacji nadzorował sam Wsiewołod Mierkułow - osobistość numer dwa w NKWD i najbliższy współpracownik Ławrentija Beri. Pierwsza wywózka rozpoczęła się 10 lutego 1940 roku i objęła mieszkańców północno-wschodniej Polski - głównie urzędników państwowych (sędziów, prokuratorów, policjantów, leśników), a także właścicieli ziemskich i osadników wojskowych. Wywożono wszystkich, którzy cokolwiek znaczyli jako Polacy, i którzy w przyszłości mogli stać się potencjalnymi organizatorami ruchu oporu.

Druga masowa deportacja miała miejsce w kwietniu 1940 r. Tym razem objęła przede wszystkim rodziny osób poprzednio wywiezionych, w większości kobiety i dzieci, a także krewnych polskich oficerów i policjantów zamordowanych w katyńskich lasach.

Podczas trzeciej deportacji w czerwcu 1940 r. wywieziono tych Polaków, którzy kilka miesięcy wcześniej uciekli na Wschód przed nadciągającą armią niemiecką. Jak łatwo się domyślić, większość z nich stanowili Żydzi, którzy schronili się do radzieckiej strefy z obawy przed niemieckimi prześladowaniami...

Czwarta i ostatnia masowa wywózka dokonana w czerwcu 1941 r. miała na celu oczyszczenie pasa granicznego z "elementów niepożądanych" i tych wszystkich, którym jakimś cudem udało się niknąć do tej pory aresztowania przez NKWD.

Dwie okupacje

Zdaniem prof. Wieczorkiewicza okupacja radziecka do czerwca 1941 roku była w stosunku do Polaków bardziej ludobójcza niż niemiecka.

- Okupanci podzielili ówczesną Polskę mniej więcej na pół. Zarządzali więc podobnym terytorium, a mimo to Rosjanie dokonali znacznie więcej w dziele niszczenia. Przykładowo niemieckie deportacje Polaków z III Rzeszy do Generalnej Guberni odbywały się na zdecydowanie mniejszą skalę niż podobne działania Sowietów. Poza tym na ludzi wywożonych z Niemiec nie czekała tajga czy kazachski step. Trafiali często w złe, ale mimo wszystko względnie ludzkie warunki - uważa prof. Wieczorkiewicz.

Charakterystyczny był również niemal całkowity brak zorganizowanej konspiracji na zajętych przez Sowietów ziemiach. W tym samym czasie w zaborze niemieckim jak grzyby po deszczu powstawały nowe oddziały partyzanckie.

- Niemcy nie dokonali żadnej egzekucji na tak masową skalę jak zbrodnia katyńska. Rosjanie potrafili w ciągu dwóch dni z bezprecedensowym okrucieństwem wymordować 20 tys. ludzi. Co więcej - choć może to brzmieć dziwnie - Sowieci byli w swoich zbrodniach znacznie bardziej uporządkowani niż Niemcy - twierdzi prof. Wieczorkiewicz.

Ta wiedza nie jest powszechna. Polacy kojarzą takie nazwy jak Auschwitz, Pawiak, aleja Szucha, jednocześnie zaś niewiele wiedzą o sowieckich wywózkach na Wschód.

Potwierdził to również niedawny sondaż przeprowadzony przez reporterów Informacyjnej Agencji Radiowej. Wiele osób spotkanych na ulicy nie potrafi nawet odpowiedzieć, z czym kojarzy im się Katyń czy Charków.

Odchodzą także ci, którym udało się przeżyć sowieckie okrucieństwa - tylko w ciągu ostatnich 10 lat zmarło około 40 proc. członków Związku Sybiraków.

Pozostają jeszcze przejmujące pomniki: Poległym i Pomordowanym na Wschodzie w Warszawie czy Grób Nieznanego Sybiraka w Białymstoku.

Czy to jednak wystarczy, by za kilkanaście lat młodzi Polacy pamiętali o polskiej Golgocie Wschodu?

Tadeusz Chwiedź, prezes białostockiego oddziału Związku Sybiraków:

- 10 lutego 1940 roku usłyszałem stukanie do drzwi. To było NKWD. Zima, potworny mróz. Mama dostała 20 minut na spakowanie rzeczy. Potem wypędzono z domu całą naszą rodzinę: mamę, mnie - wówczas 6-letniego chłopca i moją 8-letnią siostrę. W tym czasie ojciec przebywał już w łagrach. Zapakowano nas do nieogrzewanych bydlęcych wagonów z otworem w podłodze jako ubikacją. I tak w potwornym ścisku podróżowaliśmy przez 40 dni.

Ta pierwsza deportacja była najbardziej tragiczna - ludzie zostali zabrani przez zaskoczenie, wielu nie zdążyło wziąć ciepłych ubrań, potem zamarzali w wagonach. Tych enkawudziści wyrzucali na oczach rodzin na zewnątrz i pociąg ruszał dalej.

W końcu dojechaliśmy do Pawłodaru w Kazachstanie. Wydawało nam się, że to koniec świata. Dalej kolej już nie szła. To jednak nie był kraniec naszej podróży. Czekała nas jeszcze kilkudniowa podróż przez step do zapadniętego sowchozu.

Zasady zesłania były proste: kto nie rabotajet, ten nie kuszajet.

Pracowało się zatem w każdych warunkach, podczas okrutnych mrozów i spalającego słońca.

Dzienna norma chleba dla pracującego wynosiła 0,5 kg. Ale często zdarzało się, że z powodu buranu i zasypanych dróg jedzenie nie dojeżdżało.

Na wiosnę zbieraliśmy kłoski z pól. Groziło za to okrutne bicie kozackimi nahajkami. Głód był jednak tak wielki, że przezwyciężał strach. W tym czasie trzy razy spuchłem z głodu - to było ostatnie stadium przed śmiercią głodową.

Do Polski udało mi się wrócić dopiero po 6,5 roku. Szczęśliwie zesłanie przeżyła cała moja rodzina. Inni jednak nie mieli tyle szczęścia - co trzeci z wywiezionych już nigdy nie wrócił do kraju.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2005