Miniony tydzień przypomniał znowu datę 13 grudnia 1981 roku, jedną z najsmutniejszych w historii współczesnej Polski. Znamienne, że - jak podają wyniki badań - aż 58 proc. pytanych Polaków nie pamięta, co wydarzyło się owej grudniowej niedzieli. Nie pamięta...? A może nie chce pamiętać tego koszmarnego poranka, gdy na ulicach pojawiło się wojsko, więzienia zapełniły się tysiącami internowanych, zamilkły telefony, a radio nadawało "dyżurną muzykę poważną", zaś dzieci w telewizji zamiast obejrzeć "Teleranek", ujrzały przemawiającego generała.
Może to i dobrze, że ludzie nie chcą pamiętać złych rzeczy, a broniąc się, "wyrzucają" z pamięci nieprzyjemne wspomnienia. Wolą zaś zachowywać w pamięci to, co najważniejsze, co najmilsze i najwspanialsze, co jakoś ich tworzy i nadaje sens życiu. Bez wątpienia taką niezapomnianą datą jest dzień 25 grudnia, który przypomina ów jedyny dzień, gdy nadeszła "pełnia czasu", dzień najważniejszy w historii, od którego ona tak naprawdę zaczęła się liczyć. Wydarzenie betlejemskiej Nocy nadal stanowi cezurę i mimo rozmaitych sztuczek pojęciowych każe mówić o czasie "przed narodzeniem Chrystusa" i "po narodzeniu Chrystusa".
Czyż nie ma w tym jakiejś głębszej intuicji i jakiegoś praobjawienia prawdy o Słowie, "które stało się Ciałem i zamieszkało między nami"? Czyż nie ma w tym odczuwania prawdy przypomnianej przed czterdziestoma laty przez Sobór Watykański II, który głosił, że "Chrystus stając się człowiekiem, jakoś zjednoczył się z każdym człowiekiem"? Oby Europa, która z takim dziwnym uporem chce tracić pamięć i tożsamość, w te radosne święta ową bożonarodzeniową prawdę na nowo odkryła, bo "jeśli nie ma Boga, nie ma też światła, jeno czarna brudna ziemia. W tym tkwi, zaiste, tragiczna prawda takiej "poezji"", jaką usiłuje tworzyć współczesny świat (por. kard. J. Ratzinger ).
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




