Wigilia w czasach taborów

Tych, którzy pamiętają czasy wędrówek, ubywa z każdym rokiem. Dzisiaj spośród ciechocińskich Romów najwięcej może o nich powiedzieć Adela Ciwińska, matka Don Wasyla, piosenkarza i kompozytora, który również poznał życie taborowe.



Kiedy decyzją polskich władz państwowych nastał nieprzewidziany cygańskim obyczajem Wielki Postój (1964 r.), pani Adela miała 38 lat. Była wówczas...
Czyta się kilka minut

Tych, którzy pamiętają czasy wędrówek, ubywa z każdym rokiem. Dzisiaj spośród ciechocińskich Romów najwięcej może o nich powiedzieć Adela Ciwińska, matka Don Wasyla, piosenkarza i kompozytora, który również poznał życie taborowe.

Kiedy decyzją polskich władz państwowych nastał nieprzewidziany cygańskim obyczajem Wielki Postój (1964 r.), pani Adela miała 38 lat. Była wówczas matką sześciorga dzieci. Ostatecznie wychowała ich trzynaścioro. Czas wędrówek wspomina z rozrzewnieniem. A te co roku kończyły się wraz z nastaniem pierwszych mrozów. Chociaż bywało, że śnieg już leżał, temperatury spadały, a Romowie pozostawali w wozach. Tak działo się, kiedy nie mogli znaleźć lokum na zimowisko. Jednak nieznane są przypadki, aby Cyganie na zimę pozostawali w lesie. Polacy zawsze mieli otwarte serca. I za opłatą lub bezpłatnie wynajmowali jakiś kąt wędrownym przybyszom.

W jednej wsi zamieszkiwały dwie, trzy romskie rodziny. Także tabor zwykle był rozrzucony na terenie kilku miejscowości. Był to już najczęściej czas przygotowań do Wigilii i świąt Bożego Narodzenia. Cyganki, których obowiązkiem było utrzymanie rodziny, chodziły po domach i wróżyły. Polskie gospodynie płaciły im najczęściej żywnością: mąką, cukrem itp., a często też mięsem i wędlinami.

Zapobiegliwe romskie kobiety, w warunkach już domowych, gromadziły wszystko z przeznaczeniem na zbliżające się święta. Mając do dyspozycji kuchnię, miały większe możliwości, było im łatwiej. Z przestrzeganiem postu w Wigilię bywało różnie. Najczęściej na stole znajdowało się wszystko, co było do jedzenia. Wszak Cygan nie może pokazywać biedy, nawet gdyby ona była... Zwykle na wieczór wigilijny Romowie prosili Cyganów mieszkających w tej samej wsi. Zdarzało się, że bogaty Rom zapraszał wszystkie rodziny z taboru, o czym wcześniej były powiadamiane przez jego najstarszego syna. Inni spędzali Wigilię w gronie najbliższej rodziny, a nierzadko razem z Polakami, "jak był dobry gospodarz".

Wieczerzę rozpoczynano wraz z pierwszą gwiazdką. Na stole, pod nowym obrusem, pięknie wyhaftowanym przez Cyganki, leżało siano. Przy opłatku umieszczano wizerunek Dzieciątka Jezus. Nieopodal stała choinka. Ozdobami były najczęściej ciastka, a nawet wędliny oraz wykonane przez dzieci papierowe i słomiane łańcuchy. Wigilię rozpoczynała najważniejsza osoba pod względem hierarchii, dzieląc się opłatkiem. Gdy nie było opłatka, zastępowano go chlebem. Opłatkiem Romowie dzielili się również podczas dwóch dni świątecznych. Gdy wieczerzę wigilijną obchodzili w swoim gronie, zazwyczaj poprzestawali na zaśpiewaniu kolędy "Wśród nocnej ciszy". Jeżeli spędzali ją z Polakami, próbowali śpiewać także i inne.

Dzieci cygańskie bardzo rzadko znajdowały prezenty pod choinką. Pani Adela ze wzruszeniem wspomina, jak to polskie dzieci obdarowane przez św. Mikołaja dzieliły się z dziećmi romskimi tym, co dostały. W Pasterce przeważnie uczestniczyli młodzi Cyganie. Gdy do kościoła było blisko, szli pieszo, jeśli był oddalony - jechali konno, wierzchem. Ci, którzy Wigilię spędzali z Polakami, do świątyni docierali najczęściej saniami.

Romowie święta Bożego Narodzenia co roku obchodzili tam, gdzie ich zastała zima. Cieszyły się dzieci, które mogły nareszcie najeść się do syta, spróbować drożdżowego ciasta upieczonego przez matkę. A poza tym było ciepło i przytulnie, nie brakowało okazji do zaprzyjaźnienia się na dłużej z dziećmi polskimi. Dwa dni świąt upływały Cyganom przy stole. Chętnie wówczas gawędzono i wspominano, zwłaszcza tych, których zabrakło.

Choć niezwykle rzadko, ale zdarzało się, że Wigilia zastawała Romów w lesie. Rozgarniali wtenczas śnieg i palili olbrzymie ognisko. Kiedy wygasło, na rozgrzanej ziemi rozkładali siano lub słomę. Środek zaściełali obrusem, siadając dookoła po turecku. Na wigilijnym "stole" znajdowało się wszystko, co było do jedzenia. Głównie były to pieczone w glinie kury, jeże i tzw. bliny (chleb cygański). Najbardziej urzekająca była sceneria: ośnieżone drzewa, śnieg dookoła, gwiazdy na niebie. Czuło się dziwny czar tego wieczoru. Kolęda "Wśród nocnej ciszy" też brzmiała inaczej... Wędrowcy świata stawali jakby bliżej tego, co wydarzyło się w Betlejem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 52/2005