Mały osiołek wpadł do stajenki jak burza. Przeskoczył koryto, potknął się i pyskiem wpadł w siano, które Józef właśnie przyniósł. Ogromnie zasapany zapytał:
- Tato, kim ja jestem?
- Osiołkiem - odpowiedział osioł z siwą grzywą.
- To wiem, ale te przemądrzałe osły z łąki nad strumieniem powiedziały mi, że ja jestem obcy.
-...
Wigilijna powiastka dla najmłodszych diecezjan
Mały osiołek wpadł do stajenki jak burza. Przeskoczył koryto, potknął się i pyskiem wpadł w siano, które Józef właśnie przyniósł. Ogromnie zasapany zapytał:
- Tato, kim ja jestem?
- Osiołkiem - odpowiedział osioł z siwą grzywą.
- To wiem, ale te przemądrzałe osły z łąki nad strumieniem powiedziały mi, że ja jestem obcy.
- Rzeczywiście, nie pochodzimy z Egiptu. Ty, co prawda, urodziłeś się tutaj, ale ja pochodzę z Nazaretu w Judei. Przybyłem do tego kraju z Józefem, Maryją i Jezusem.
- I co, i co? - zapytał zaciekawiony osiołek.
Stary osioł popatrzył na synka, który ani myślał rezygnować z ciekawej opowieści, uśmiechnął się i zapytał:
- Umiesz dochować tajemnicy?
- Jasne, że tak - odpowiedział osiołek.
- Dopóki w Judei rządzi Herod, nie wolno ci powtórzyć tej historii nikomu, bo narazisz życie małego Jezusa!
Osiołek skulił swoje wielkie uszy i odpowiedział:
- Dla tego małego Szkraba zrobię wszystko, będę Go bronił jak lew! - i pomyślał, że przecież nie ma nic wspólnego z lwem, no może poza grzywą.
Ułożyli się obaj na świeżym sianie i stary osioł zaczął opowiadać:
- Cezar, rzymski władca, który podbił i zniewolił lud Izraela, zarządził wielki spis ludności. Józef, który pochodzi z rodu króla Dawida, musiał wyruszyć z Nazaretu, gdzie mieszkaliśmy, do Betlejem, aby się zapisać. Wziął Maryję, swą żonę, która spodziewała się dziecka, posadził na moim grzbiecie i ruszyliśmy w daleką drogę.
Podróż była długa i trudna, lecz wreszcie dotarliśmy na miejsce. Kiedy mijaliśmy bramy miasta, było już ciemno. Panował gwar. Nigdy nie widziałem tylu ludzi - nawet wtedy, gdy Józef zabierał mnie na targ. Maryja była bardzo zmęczona. Ja marzyłem o świeżym sianie i garści owsa, ale Józef nie mógł znaleźć miejsca w żadnej gospodzie. Jakaś stara kobieta wskazała małą stajenkę za miastem. Gdy tam dotarliśmy, było bardzo późno i zimno. Cieśla pomógł zsiąść z mojego grzbietu swojej żonie i przywiązał mnie przy żłobie pełnym pachnącego siana. Byłem tak zajęty jedzeniem, że nie zauważyłem nawet, jak Maryja urodziła Synka. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, co zaczęło się dziać później.
Kiedy Józef ułożył w żłobie Jezusa, bo tak dano na imię Dzieciątku, stajenka wypełniła się tajemniczym światłem. A kiedy w szopie pojawiły się piękne anioły, przestraszyłem się tak mocno, że uszy stanęły mi dęba. Potem usłyszałem, jak śpiewają:
- Bóg się rodzi, moc truchleje… - zrozumiałem, że to Pacholę, to nasz Stwórca. Przepełniła mnie taka radość, że gdyby nie mój śmieszny głos, śpiewałbym razem z aniołami, a tak stałem jak przysłowiowy osioł.
W pewnej chwili do środka weszli pasterze, niosąc dary. Wślizgnęło się też kilka owiec, którym tłumaczyłem, co się właściwie dzieje.
Pasterze wesoło zaśpiewali.
Nad ranem wszystko ucichło. Jezus spał, otulony w pieluszki. Jego Mama i święty Józef też wypoczywali. Ja i owieczki przysunęliśmy się blisko żłóbka, ogrzewając Bożego Synka.
Minął jakiś czas. Józef wyprowadził mnie ze stajni i przygotował do drogi. Pojechaliśmy do świątyni, aby zgodnie z żydowskim zwyczajem ofiarować Dziecię Bogu. Ja wiele nie rozumiałem, ale święty Józef wiedział, co robi.
Kiedy wracaliśmy, zobaczyłem obok naszej szopy karawanę wielbłądów. Jeden z nich oznajmił mi, oczywiście zadzierając nosa, że to mędrcy z dalekich wschodnich krain przybyli, aby oddać pokłon Zbawicielowi i złożyć w darze złoto, wonne kadzidło i królewskim balsam - mirrę.
Słońce już zachodziło, kiedy Kacper, Melchior i Baltazar opuszczali Betlejem.
Zapadła cicha, pogodna noc. Nagle Józef zerwał się z posłania. Obudził Maryję i oznajmił, że we śnie ukazał mu się Boży posłaniec, który nakazał, aby uciekali do Egiptu, gdyż Herod chce zgładzić Jezusa. Maryja wzięła Synka, usiadła na moim grzbiecie, a ja, ile sił w kopytkach, ruszyłem przed siebie. Uciekaliśmy przed pościgiem okrutnego króla. Wreszcie dotarliśmy do granic Egiptu. Tutaj władza Heroda nie sięgała. Jezus był bezpieczny!
Stary osioł westchnął głęboko i zamilkł. Na dworze było już ciemno. Osiołek podniósł senne oczy na tatę i zapytał:
- Wrócimy kiedyś do Nazaretu, tatusiu?
- Wrócimy, wrócimy na pewno - odpowiedział osioł, liżąc czule synka po pyszczku.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!








