Logo Przewdonik Katolicki

Śpiewajmy Panu

Jan Pospieszalski
Fot.

W muzyce liturgicznej pewne elementy wynikają z podstaw teologicznych. I tak jak w architekturze sklepienia są zbudowane zgodnie z zasadami konstrukcji i stylu, tak części stałe Mszy św. również są ustalone według pewnego porządku. W architekturze nie można pewnych rzeczy robić bezkarnie, bo grozi to zawaleniem budowli. A w muzyce? Być może jest podobnie, tylko że katastrofa następuje...

W muzyce liturgicznej pewne elementy wynikają z podstaw teologicznych. I tak jak w architekturze sklepienia są zbudowane zgodnie z zasadami konstrukcji i stylu, tak części stałe Mszy św. również są ustalone według pewnego porządku. W architekturze nie można pewnych rzeczy robić bezkarnie, bo grozi to zawaleniem budowli. A w muzyce? Być może jest podobnie, tylko że katastrofa następuje powoli, na przestrzeni dwóch, trzech pokoleń.



Kiedy Papież jesienią ubiegłego roku ogłosił Rok Eucharystii, przypomniałem sobie dwa obrazy. Ten pierwszy to fragment katechezy Ojca Świętego o psalmach i hymnach - o Psalmie 150. Jan Paweł II mówi, że "...między niebem a ziemią tworzy się (...) kanał komunikacji, w którym spotykają się działanie Pana oraz śpiew uwielbienia ze strony wierzących. Liturgia łączy te dwa sanktuaria, ziemską świątynię oraz nieskończone niebiosa, Boga i człowieka, czas i wieczność (... )". I dalej Ojciec Święty dodaje: "Konieczne jest odkrywanie na nowo i ustawiczne przeżywanie piękna modlitwy i liturgii. Trzeba modlić się do Boga nie tylko formułami poprawnymi teologicznie, ale również w sposób piękny i dostojny.
Wspólnota chrześcijańska musi dokonać rachunku sumienia, aby w coraz większym stopniu powracało do liturgii piękno muzyki i śpiewu. Należy oczyścić kult z naleciałości stylistycznych, z niedbałych form wyrazu, z muzyki i tekstów niechlujnych, nie zgadzających się z powagą celebrowanego nabożeństwa". (Audiencja generalna, 26 lutego 2003 r.)
Jest coś poruszającego w tym, kiedy Ojciec Święty, nasz, ukochany, uosobienie łagodności, dobroci, używa dosadnych określeń: "niechlujstwo", "niedbałość", "rachunek sumienia". Zapewne sytuacja tego wymaga. Co się takiego stało, a może właśnie czego zabrakło w naszym przeżywaniu Eucharystii, w naszym uczestnictwie we Mszy Świętej, że Papież strofuje nas w tak ostrych słowach?
Drugi obraz to wspomnienie z Mszy Świętej na Krakowskich Błoniach z roku 2002. Ze zdumieniem słuchałem, jak w upalnym słońcu, zmęczonym głosem Jan Paweł II zaintonował wstęp do prefacji, a potem jakby nic nie robiąc sobie z ogromnego zmęczenia, kończył modlitwę eucharystyczną, śpiewając wielką doksologię: "Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie..."
Ten schorowany, stary człowiek, w kolejnym dniu wyczerpującej pielgrzymki do Polski, z ogromnym wysiłkiem pokonując zmęczenie - śpiewał!
Nad dwumilionowym tłumem wznosił się do nieba ten "kanał komunikacji". Motyw gregoriańskiej melodii na początku i końcu eucharystycznej modlitwy tworzył ramy przenoszące tę naszą krakowską Mszę w czas święty. Ten szczególny rodzaj śpiewu, obecny w Kościele od niepamiętnych czasów, włączał do Eucharystycznej Ofiary Kościół wszystkich świętych, tych, co w drodze do wieczności nas poprzedzali, modlili się tymi dźwiękami, wysławiając Boga śpiewem. Oto Ojciec Święty ukazywał mi na prostym przykładzie, jak liturgia łączy ze sobą czas i wieczność.

Każda Msza Święta



jest wydarzeniem niezwykłym, ponadczasowym, przekraczającym nas, nasze możliwości wielbienia Boga. Nie znaczy to jednak, że zdając sobie sprawę z naszej niewystarczalności, ograniczoności, nie powinniśmy się starać. Świadectwo zmęczonego człowieka, który zdobywa się na wysiłek, pokonuje starość, niedołęstwo i śpiewa, jest tego wymownym przykładem. Wskazuje nam dodatkowo, jak ważny jest to moment Mszy.
Ileż to razy zdarzało nam się usłyszeć, jak celebrans intonuje śpiewem kapłańskim prefację, modlitwę, której integralną częścią jest "Sanctus", a schola na skoczną melodyjkę, powtarzając w formie - zapytanie i odpowiedź, śpiewa zwielokrotnione "Święty (...) Święty". W "Sanctus" śpiewamy przecież po trzykroć Święty. Ma to swój głęboki sens, coś szczególnego oznacza. W innej modlitwie przecież śpiewamy "Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny". Podział na chóry jest dopuszczalny w "Kyrie" i "Agnus Dei", te modlitwy mają postać litanijną, ale "Sanctus" nie jest litanią. Formy mszalnych modlitw kształtowały się przez wieki, z czegoś się wzięły, coś nam mówią. Z jakiego powodu chcemy dziś beztrosko zmieniać te formy? Poza tym, jak brzmi modlitwa, której początek pochodzi z chorału, a zakończenie jest jak turystyczna piosenka?

Jeżdżąc w czasie wakacji po Polsce,



co niedzielę byłem w innym kościele. Po jakimś czasie zacząłem zapisywać w kalendarzu, co działo się na Mszach. I tak pierwszą niedzielę zatytułowałem: "Uwaga, to my, wasi ulubieńcy". Na Mszy jest cały obóz harcerski, czyli wakacyjny desant, który rozbił się niedaleko. Wpadają na Mszę św., grają na gitarach i śpiewają na melodię "Pierwszej brygady". Odnoszę wrażenie, że wejście na Mszę jest dla nich pretekstem do pokazania pięciu przebojowych utworów. Czuję się zakładnikiem, bo choć strasznie cierpię z powodu fałszów i tandety, nie mogę uciec - to jest przecież także moja Msza Święta.
Druga niedziela pod tytułem Msza św. z ofertą promocyjną - śpiewa chór katedralny, który nazwałem "Chwała". Celebrans mówi, ile zdobyli nagród i gdzie wystąpili. Do nabycia jest również kaseta! Później pięknie śpiewają części stałe Mszy św., tylko że każda jest z innej Mszy i innej epoki. Repertuar od renesansu przez barok do form współczesnych. Zaśpiewali nawet dwa "Sanctus", jedno w prefacji, a drugie na rozesłanie. Ale już psalm... recytowany jest przez lektora(!). Przecież to artyści, więc co tam będą się przejmować jakimś bieżącym psalmem. Znowu mam wrażenie, że Msza św. to okazja do koncertu i podreperowania budżetu.
Trzecia niedziela: "O Matko Litościwa!" Występuje duet z rekomendacjami Instytutu Prymasowskiego, złożony z bardzo uczciwych, starszych pań. Niestety, nie zwracając uwagi na liturgię słowa, grają sobie repertuar maryjny, na skrzypcach, a dodatkową atrakcją jest - keyboard. Bardzo kocham Matkę Boską, ale do tej pory myślałem, że "Ave Maryja" to piękny utwór do zagrania z okazji świąt maryjnych (mamy ich w kalendarzu około 25). Niestety, kolejny raz zignorowany jest kalendarz liturgiczny, wspólnota wiernych w liturgii, za to po Mszy można nabyć kasetkę po okazyjnej cenie.
Do tych trzech przykładów każdy może dopisać kilka swoich doświadczeń.
Dlaczego tak się dzieje? Czy to przejaw bezmyślności? Dlaczego co drugi organista rozkręca mikrofon tak, że zagłusza tych kilku odważnych, co zdecydowali się zaśpiewać? Pozostali przecież nie będą się wysilać, skoro w konkurencji z głośnikiem i tak nie mają szans...
Czy nie takie sytuacje miał na myśli Papież, mówiąc o niechlujstwie?

Dobry śpiew



porusza serca. Kiedy jestem w kościele oo. Dominikanów, przejmuje mnie zawsze trzykrotne Amen, po wielkiej doksologii śpiewane na zakończenie modlitwy eucharystycznej. Mam wrażenie, jakby świątynia unosiła się wtedy do góry. Być może takiego poruszenia doświadczał św. Augustyn na Mszy w katedrze mediolańskiej - podobno wtedy się nawrócił. Czy można się nawrócić na Mszy pt. "To my, wasi ulubieńcy"…?
Mój ojciec był architektem. Kiedy oprowadzał mnie po różnych świątyniach, tłumaczył, dlaczego jedne sklepienia są wysokie i strzeliste, a inne niskie i szerokie. Uwrażliwił mnie na to, że są zasady, których łamać nie można, i style, których nie powinno się ze sobą mieszać. W muzyce jest tak samo. Niestety, w naszych kościołach bezustannie miesza się różne gatunki muzyki liturgicznej, tak jakby nie obowiązywały żadne zasady.
Przecież Msza św. to jedna pieśń i jedna modlitwa - nie można tego rozdzielać. To tak, jakbyśmy z muru średniowiecznej budowli wyjęli starą cegłówkę i zastąpili ją np. pustakiem. Części Mszy św. to również formy literackie - artystyczne, które do czegoś zobowiązują.
W muzyce liturgicznej pewne elementy wynikają z podstaw teologicznych. I tak jak w architekturze sklepienia są zbudowane zgodnie z zasadami konstrukcji i stylu, tak części stałe Mszy również są ustalone według pewnego porządku.
W architekturze nie można pewnych rzeczy robić bezkarnie, bo grozi to zawaleniem budowli. A w muzyce? Być może jest podobnie, tylko że katastrofa następuje powoli, na przestrzeni dwóch, trzech pokoleń. Choć ja mam poczucie, że już tego doświadczamy.
Czy stać nas na wysiłek porównywalny do tego, z jakim Ojciec Święty dziś celebruje Mszę Świętą?
Troska o liturgię, o jakość Bożego kultu, staranność formy i sposób sprawowania Mszy Świętej - tak właśnie odczytuję wezwanie Papieża w Roku Eucharystii. To zobowiązanie nie tylko dla organistów, chórzystów czy kapłanów. To wezwanie dotyczy również biskupów... i każdego z nas.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki