Kolejarze szykują się do strajku

Po raz kolejny nad Polską, a w szczególności nad milionami osób, które codziennie dojeżdżają pociągami do pracy lub szkoły, zawisła groźba strajku na kolei. Już czwarty raz w ciągu ostatnich dwóch lat obawiają się, że gdy przyjdą rano na dworzec, stację, to nie będą mogli wsiąść do wagonu.



Ostateczna decyzja o tym, czy pracownicy Polskich Kolei Państwowych zatrzymają pociągi...
Czyta się kilka minut

Po raz kolejny nad Polską, a w szczególności nad milionami osób, które codziennie dojeżdżają pociągami do pracy lub szkoły, zawisła groźba strajku na kolei. Już czwarty raz w ciągu ostatnich dwóch lat obawiają się, że gdy przyjdą rano na dworzec, stację, to nie będą mogli wsiąść do wagonu.

Ostateczna decyzja o tym, czy pracownicy Polskich Kolei Państwowych zatrzymają pociągi zapadnie we wtorek 11 stycznia. Wówczas to w jednym z węzłów odbędzie się kolejny strajk ostrzegawczy. Tego samego dnia zbierze się Komisja Trójstronna (związkowcy, zarząd PKP i władze kraju). Mają oni znaleźć rozwiązanie, jak ratować polskie koleje. Takie stanowisko ustalono podczas bardzo burzliwych obrad Krajowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego. Znaczna część związkowców w nim skupionych stwierdziła, że skończył się czas rozmów i trzeba przystąpić do bardziej zdecydowanych akcji.

Natomiast Zarząd PKP SA, w związku z groźbą strajku na kolei, przygotował specjalne oświadczenie: "Zarząd PKP SA nie akceptuje strajku, jako proponowanej przez centrale związków zawodowych formy dialogu społecznego i uznaje, iż jest to działanie wymierzone w pierwszej kolejności przeciwko klientom Polskich Kolei Państwowych, pasażerom i zleceniodawcom usług transportowych. Ogłoszenie strajku na kolei, choćby tylko krótkotrwałego, nie rozwiąże problemów PKP i jeszcze mocniej obróci przeciwko kolejarzom opinię społeczną. Pierwszą ofiarą takiego protestu staną się klienci, a wraz z nimi sami pracownicy spółek PKP. Bez publicznego wsparcia, bez dobrej atmosfery wokół kolei zdecydowanie trudniej będzie nam walczyć o należne polskim kolejom i niezbędne dla ich rozwoju środki finansowe z budżetu państwa. Pasażer, mający dziś prawo wyboru dogodnego dla siebie środka transportu, nie wybierze pociągu, którego załoga strajkuje. Takie są reguły gry: stojące pociągi napędzają koniunkturę konkurentom, nie PKP. (...) Zarząd PKP SA i zarządy wszystkich spółek Grupy PKP są gotowe do rozmów z centralami związkowymi na każdy temat, o każdej uzgodnionej porze i w ramach Zespołu Trójstronnego, którego działalność zaakceptowały wszystkie strony społecznego dialogu".

Od dwóch lat

Kolejowi związkowcy zaczęli wspominać o strajkach przed dwoma laty. Wówczas to doszło do pierwszych nieporozumień między nimi a władzami Polskich Kolei Państwowych SA i rządem. Dotyczyły one przekazywanych przez państwo dofinansowań i dotacji na rzecz PKP. Zgodnie z ustawami o restrukturyzacji tej grupy, każdego roku, szczególnie na przewozy regionalne, miało przypadać po kilkaset milionów złotych. - Tymczasem okazało się, że tych pieniędzy, które zgodnie z rządowymi planami miały ratować szczególnie te najważniejsze dla dojeżdżających do pracy czy szkoły połączenia lokalne, kolej otrzymywała coraz mniej - mówi Stanisław Kogut, przewodniczący Sekcji Krajowej NSZZ "Solidarność".

Dlatego kolejarze, a szczególnie związkowcy, twierdzili, że nie mogą się zgodzić z rządem i dostawać coraz mniej pieniędzy. Natomiast przedstawiciele władz kraju wyjaśniali, iż nie mają skąd wziąć niezbędnych funduszy i trzeba poszukać innych rozwiązań.

- Na całym świecie, no może oprócz Indii, dopłaca się do przewozów, szczególnie właśnie tych lokalnych - wyjaśniał podczas spotkania ze związkowcami z Wielkopolski Stanisław Kogut. - U nas władze chcą inaczej, myślą, że jak się wszystko sprywatyzuje, zostawi pociągi jedynie na najważniejszych liniach, to będzie dobrze. Niestety, wszędzie tam, gdzie próbowano tak zrobić, dziś ludzie zdają sobie sprawę z tego, że był to błąd. U nas, w Polsce chce się go powtórzyć - mówi.

Jako przykład podaje Wielką Brytanię, gdzie przed kilkunastu laty postanowiono sprywatyzować kolej, a dziś jest to kraj, gdzie bardzo często dochodzi do katastrof na torach.

Jak do tej pory związkowcy z PKP zdecydowali się na przeprowadzenie dwóch większych strajków ostrzegawczych. Pierwszy z nich odbył się przed rokiem, drugi w zeszłym miesiącu. Dodatkowo kilkadziesiąt osób prowadziło strajki głodowe.

- Wcześniej przeprowadziliśmy referendum w sprawie zorganizowania ogólnopolskiego strajku wśród kolejowych związkowców, nie tylko tych z "Solidarności" - wyjaśnia przewodniczący Sekcji Krajowej NSZZ "Solidarność".

Okazało się, że ponad 90 procent biorących udział w głosowaniu stwierdziło, że w razie konieczności opowie się za strajkiem.

- Nie chodzi nam o podwyżki dla nas - twierdzi Stanisław Kogut. - Walczymy o firmę, o to, by ludzie mieli czym dojeżdżać do pracy, do szkoły. Stąd też nasza determinacja. Niestety, mało kto chce z nami rozmawiać, traktuje się nas mało poważnie, dlatego też podjęliśmy taką, a nie inną decyzję - mówi Kogut.

Dwa bieguny

Obecnie najlepsza sytuacja, jeśli chodzi o połączenia kolejowe, panuje w Wielkopolsce i na Mazowszu. To właśnie w tych województwach jest najwięcej połączeń i czynnych linii prowadzących nawet do mniejszych miejscowości. O wiele gorzej sytuacja przedstawia się w Lubelskiem i Podlaskiem. Dla przykładu coraz mniej opłacalne jest dla PKP utrzymywanie składów kursujących pomiędzy Lublinem a Warszawą. To dlatego, że ogromną konkurencję stanowią tam autobusy.

- Jedzie on tak samo długo jak pociąg, a jest większa wygoda, bezpieczeństwo - mówi Paulina Nowaczyk z Lublina. - Wchodzi się do pojazdu, każdego wita kierowca ubrany w koszulę i krawat. Pasażerom wręcza gazety do czytania. No i cena bardzo odbiega od tej, którą trzeba zapłacić za przejazd PKP, a według mnie w pociągach warunki są o wiele gorsze - dodaje.

By dostać się dla przykładu z Lublina do Białej Podlaskiej, trzeba przejechać przez Warszawę. Podobna, jeśli jeszcze nie gorsza sytuacja panuje w województwie podlaskim. Inaczej sytuacja wygląda w Wielkopolsce. To właśnie tutaj jest likwidowanych najmniej pociągów.

Według Kazimierza Budynkiewicza, zastępcy dyrektora Wielkopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych, w zeszłym roku w regionie na trasy wyjechało o dwadzieścia pociągów mniej, natomiast nowych połączeń przybyło jedenaście. Dodatkowo Wielkopolska jest województwem, które w połączeniach lokalnych postawiło na użytkowanie autobusów szynowych. Są to nowoczesne pociągi, mniejsze od dotychczasowych, tradycyjnych. W zależności od wariantu zabierają 100, 200 lub 300 pasażerów. Ich największym plusem jest ekonomiczność, szczególnie w przypadku, gdy napędzają je silniki spalinowe. Według różnych wyliczeń, spalają od jednej trzeciej do ponad połowy paliwa mniej niż duże lokomotywy.

Mazowieckie i wielkopolskie

Właśnie zapowiedź utworzenia w tych województwach osobnych spółek zajmujących się przewozami regionalnymi powoduje duże zdenerwowanie wśród kolejarzy. Większość udziałów w nich mają mieć samorządy. To, zgodnie z twierdzeniami związkowców, doprowadzi do tego, że nie będą one chciały finansować przejazdów na teren innych województw. Już teraz wystąpił taki przypadek. Otóż od kilku miesięcy trwa spór o obsługę linii Leszno-Głogów. Przebiega ona przez teren województw: wielkopolskiego, dolnośląskiego i lubuskiego. Władze tych regionów nie mogą się porozumieć i dlatego też zamiast pociągów na tej trasie kursują autobusy. Natomiast innego zdania są urzędnicy i radni z mazowieckiego i wielkopolskiego. Według nich dzięki nowym rozwiązaniom spółka będzie mogła lepiej odpowiadać na potrzeby podróżnych, czyli dostosowywać rozkłady jazdy do rzeczywistego przepływu ludzi. Dodatkowo uważają oni, że obawy związkowców wynikają z tego, że boją się oni o posady, szczególnie kadry kierowniczej.

Duże straty

Jak na razie poszczególne spółki kolejowe działające w ramach PKP wypracowują straty. Wśród nich wyjątkiem jest PKP Cargo. Zajmują się one przewozami towarowymi i chcą rozszerzyć swoją działalność także na państwa Europy Zachodniej. Natomiast tamtejsi przewoźnicy zarówno państwowi, jak i prywatni, przymierzają się do wejścia na polski rynek lokalny. Zainteresowani są organizacją połączeń w Wielkopolsce, w Lubuskiem, województwie zachodniopomorskim. I zgodnie z Traktatem Akcesyjnym za kilka lat będą mogli przejąć do 20 procent przewozów regionalnych. Już w zeszłym roku do różnych urzędów zgłosili się przewoźnicy kolejowi z kilku państw Unii Europejskiej. Chcieli wejść z polskimi kontrahentami na polskie tory, jednak gdy dowiedzieli się o zasadach finansowania przewozów pasażerskich w Polsce, to (przynajmniej na razie) zrezygnowali. Ostatni generalny strajk polskich kolejarzy odbył się latem 1998 roku. Przez parę dni po kraju kursowało tylko kilka pociągów, a straty spowodowane akcją wyliczano na dziesiątki milionów złotych. O planowanej akcji, jako ostatni mogą się dowiedzieć pasażerowie, gdyż, jak twierdzą przedstawiciele związkowców, wcześniejsze powiadomienie o niej może spowodować taką reakcję władz, że do niego nie dojdzie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2005