Wskrzeszanie

Ostatnie dni przynoszą nam swoisty zapis wskrzeszania zmarłych do życia. Niczym u proroka Ezechiela w słynnej wizji gromadzą się zeschłe kości na dolinie, oblekają w tkanki, skórę, łączą się ze sobą, by wrócić do życia. O ile jednak wizja Ezechiela ma swoją rangę i jest źródłem nadziei, o tyle wskrzeszanie zmarłych polityków i gromadzenie ich w siłę pod tytułem Partia Demokratyczna...
Czyta się kilka minut

Ostatnie dni przynoszą nam swoisty zapis wskrzeszania zmarłych do życia. Niczym u proroka Ezechiela w słynnej wizji gromadzą się zeschłe kości na dolinie, oblekają w tkanki, skórę, łączą się ze sobą, by wrócić do życia. O ile jednak wizja Ezechiela ma swoją rangę i jest źródłem nadziei, o tyle wskrzeszanie zmarłych polityków i gromadzenie ich w siłę pod tytułem Partia Demokratyczna budzi zupełnie inne nastroje.

Z jednej strony ugrupowanie to staje się miejscem upublicznienia spotkań - swoistego klubu sfrustrowanych "etosowców", którzy doprowadzili w znaczącej mierze do dewaluacji etosu "Solidarności". Z drugiej strony, ugrupowanie to staje się przystanią dla dryfujących po mieliznach uciekinierów z tak zwanej lewicy.

W takiej sytuacji zwraca uwagę rosnące poparcie dla nowej partii. Jest ono niewątpliwie wynikiem ogromnej, bezpłatnej reklamy ze strony mediów. Żadna inna partia nie ma w ostatnich dniach tylu informacji, debat, spotkań, dyskusji. Z tego punktu widzenia można zauważyć, że fenomen Partii Demokratycznej to przede wszystkim fenomen socjotechniki mediów i ich głównego zadania, jakim jest dostarczanie rozrywki. Istotnie, wskrzeszanie politycznych zmarłych zombi jest świetną rozrywką medialną. Skąd jednak bierze się rosnące poparcie dla tej grupy? To kolejny obraz ilustrujący opisany kiedyś przez Schelera resentyment. Jest to taka sytuacja, która doprowadza do dewaluacji wartości, cnoty, dobra i pokazuje, że nie warto się starać o te dobra. Na przykład nie warto być uczciwym. Warto być natomiast co najwyżej przeciętnym, niedążącym do ideałów, do celu, do znajdujących się u celu wartości. To, że staliśmy się takim społeczeństwem, pokazywały wybory i prezydenckie, i parlamentarne. Obecna sytuacja zdaje się znów to potwierdzać. W sytuacji, w której wraz z listą Wildsteina zadrżały ściany naszego domku zbudowanego na grubej kresce, zdaje się, że wolimy małą stabilizację.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2005