Logo Przewdonik Katolicki

Oddać sprawiedliwość

Ks. Antoni Poniński
Fot.

O tej sprawie sprzed dwóch miesięcy wielu, pewnie i w Zduńskiej Woli, już nie pamięta. Przed kolejną kwestą Orkiestry Świątecznej Pomocy (druga niedziela stycznia) katechetka jednego z miejscowych gimnazjów podczas lekcji religii wyświetliła film o polskim Przystanku Woodstock. Dla niezorientowanych - taką nazwę nadał organizowanej przez siebie w lecie imprezie Jerzy Owsiak. Ta impreza...

O tej sprawie sprzed dwóch miesięcy wielu, pewnie i w Zduńskiej Woli, już nie pamięta. Przed kolejną kwestą Orkiestry Świątecznej Pomocy (druga niedziela stycznia) katechetka jednego z miejscowych gimnazjów podczas lekcji religii wyświetliła film o polskim Przystanku Woodstock. Dla niezorientowanych - taką nazwę nadał organizowanej przez siebie w lecie imprezie Jerzy Owsiak. Ta impreza to dwu-, trzydniowe koncertowanie młodzieżowych zespołów muzycznych na wolnym powietrzu. W zamyśle organizatora ma to być podziękowanie dla wolontariuszy styczniowej kwesty. W rzeczywistości - przyjeżdża kto chce. Poza jednym wyjątkiem. Jerzy Owsiak od ubiegłego roku nie życzy sobie, aby na imprezie - w sposób widoczny - obecna była jakakolwiek grupa katolicka.
Jak podała "Rzeczpospolita", Przystanek kosztuje około 2 milionów złotych, z czego ze styczniowej zbiórki wyłożono milion trzysta tysięcy złotych. To około pięciu procent zebranej sumy.
Filmowcy z Telewizji Trwam związanej z Radiem Maryja nakręcili reportaż z Przystanku. Ich dokument pokazuje mniej znane oblicze tej imprezy - swoboda obyczajowa, nagość, uwolnienie od elementarnych wymogów kulturowych (taplanie się w błocie nazywane przez jego amatorów "chrztem", wulgarne słownictwo, publiczne załatwianie potrzeb fizjologicznych), narkotyki. Taki film, niewątpliwie krytyczny i odbiegający od ogólnych zachwytów większości mediów nad wszystkim, co wiąże się z Przystankiem i Orkiestrą, zaprezentowała katechetka swoim uczniom.
Wywołał on gorącą dyskusję. Gimnazjaliści, w odróżnieniu od katechetki, mimo bezspornego związku styczniowej kwesty i letniej imprezy, nie dostrzegali rozdźwięku między miłosierdziem przywoływanym na potrzeby Wielkiej Orkiestry a zupełną dowolnością moralną królującą na Przystanku.
Echo tej dyskusji dotarło do miejscowej dziennikarki współpracującej z "Dziennikiem Łódzkim".
Jeszcze przed publikacją pani redaktor zadzwoniła do mnie, jako rzecznika włocławskiej kurii diecezjalnej, z pytaniem, czy władze kościelne dawały katechetom jakieś wskazania dotyczące stanowiska wobec Orkiestry. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie, dodając intuicyjnie prośbę, aby rzetelnie zreferowała moją odpowiedź.
Następnego dnia, 6 stycznia, w "Dzienniku Łódzkim" ukazał się tekst, w którym pani redaktor napisała, że katechetka nazwała wolontariuszy Orkiestry "sługami diabła", a jako przykład nagannego zachowania przedstawiła wspomniany film o Przystanku. Cytowani przez dziennikarkę uczniowie twierdzili, że katechetka przekonywała ich, iż pomoc wolontariuszy nabija kieszeń Jerzemu Owsiakowi, że będą musieli spowiadać się ze zbierania pieniędzy... Przy okazji pani redaktor także przekręciła sens moich słów.
Skontaktowałem się z katechetką i przedstawiłem przypisywane jej przez gazetę wypowiedzi. Była zdumiona. Takich zwrotów nie użyła. Nikogo, nawet najbardziej zdeklarowanych wolontariuszy niedzielnej zbiórki, nie nazywała "sługami diabła", nie wysyłała ich - zawczasu - do spowiedzi ani nie wmawiała, że Jerzy Owsiak bogaci się dzięki Orkiestrze. Dziennikarka, kiedy zadzwoniła do katechetki, nie pytała, czy tak brzmiały jej wypowiedzi, lecz tylko o to, czy na katechezie był film, jakie reakcje wywołał, jakie ma o nim zdanie, z czego ono wynika. Pytana nie ukrywała zresztą swojej rezerwy wobec założeń ideowych styczniowej kwesty, skoro jej dopełnieniem jest letni Przystanek.
Siódmego stycznia wysłałem do "Dziennika Łódzkiego" oświadczenie, w którym wyszczególniłem wszystkie zastrzeżenia co do wiarygodności relacji dziennikarskiej. Redakcja milczała. Zadzwoniłem po kilku dniach. Dosyć obcesowo odpowiedziano mi, że moje oświadczenie muszą zweryfikować.
Zadzwoniłem ponownie - w tydzień po wysłaniu "Oświadczenia". Nie powiem, w uprzejmy sposób oświadczono, że nie spełnia ono formalnych warunków sprostowania, nie odpowiada prawdzie, gdyż redakcja wierzy dziennikarce, a w dodatku sprostowanie mogę pisać tylko we własnym imieniu, a nie w imieniu katechetki. Ostatecznie zgodzono się, że mogę zamieścić sprostowanie dotyczące mojej wypowiedzi.
Katechetka wysłała swoje sprostowanie 19 stycznia. Oprócz stanowczego stwierdzenia, że nie użyła przypisywanych jej słów, dodała, że uczennica, na którą powołała się dziennikarka - jedyna w klasie nosząca takie imię - samorzutnie oświadczyła, że nikomu żadnej wypowiedzi na temat katechetki nie udzielała.
Minęło kilkanaście dni. Wreszcie redakcja odpowiedziała listownie katechetce, podtrzymując, że to, co zostało napisane, jest prawdą i odmawia zamieszczenia sprostowania.
Kolejna moja rozmowa z redakcją sprowadziła się do zapewnień - my wierzymy swojej dziennikarce...

Można byłoby w zasadzie na tym skończyć. Skoro nie w "Dzienniku Łódzkim", to chociaż tutaj została oddana sprawiedliwość. Niemniej - nie sposób uniknąć pytań. Dlaczego nie wolno mieć krytycznej oceny moralnej wydarzeń związanych z Przystankiem, jeżeli od każdego - nie tylko pedagoga - oczekuje się, że powinien reagować na zachowania nieobyczajne, niekulturalne? Dlaczego nie postawić pytania w odniesieniu do wpływu Orkiestry na postawy jej najmłodszych wolontariuszy, skoro coraz wyraźniejszym motywem ich udziału w kweście staje się fakt zaliczania tego do oceny aktywności, uwzględnianej na wystawianych przez szkoły świadectwach? Notabene - nie "zalicza się" innych, niezorganizowanych działań wolontariackich... Dlaczego nie postawić pytania, czy rzeczywiście nie zafałszowuje się miłosierdzia, stawiając wolontariuszom zarzuty, że za mało zebrali i na przyszły rok nie zostaną dopuszczeni do grona zbierających? Dlaczego, właśnie w tym przypadku, podano pełne dane katechetki, a z tak wielką dyskrecją traktuje się dane, na przykład, przestępców? I wreszcie - na jakiej podstawie opiera się nowy pewnik, że teksty dziennikarzy są jedynie słuszne i nieomylne?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki