Logo Przewdonik Katolicki

Cicho! Mamo, nie przeszkadzaj!

Ks. Zdzisław G. Grzegorski
Fot.

- "Mamo, dlaczego on" - "Nie wiem. Nie mam czasu!" Dziecko albo już nam "emigruje", zasłuchane, zapatrzone w ekran telewizyjny, kinowy, staje się nieobecne - albo zaczyna pytać, prosi o pomoc. A jeśli nie, czy nie trzeba go sprowokować do zastanowienia? Jakaż cenna okazja, by mu tłumaczyć świat, zachowania ludzi - po prostu wychowywać, usamodzielniać, bo jeszcze pyta - niedługo...

- "Mamo, dlaczego on…" - "Nie wiem. Nie mam czasu!" Dziecko albo już nam… "emigruje", zasłuchane, zapatrzone w ekran telewizyjny, kinowy, staje się nieobecne - albo zaczyna pytać, prosi o pomoc. A jeśli nie, czy nie trzeba go sprowokować do zastanowienia? Jakaż cenna okazja, by mu tłumaczyć świat, zachowania ludzi - po prostu wychowywać, usamodzielniać, bo jeszcze pyta - niedługo przestanie…



"Cicho! Mamo, nie przeszkadzaj!" Ważniejsi będą rówieśnicy - nie dom a ulica. Będzie bezbronne wobec presji kinowego, telewizyjnego obrazu, a przez komputer wybierze się sam - już się wybrał, lepiej go obsługuje niż niejedni dorośli! - w bezkresne rejony światowej sieci informacji, obrazów, anonimowych kontaktów.

Nowa sytuacja wychowawcza



Zrobiono eksperyment: w scence filmowej nauczyciel wyjaśniał pewne zjawisko w przyrodzie. W następnej tłumaczył je, "wymądrzając się" chłopiec. "Kto miał rację?" - Dziecięca widownia prawie jednogłośnie wykrzyknęła: "Przemek, tak - Przemek!"
Zgódźmy się co do jednego: zaistniała n o w a s y t u a c j a w y c h o w a w c z a. Istnienie masowego przekazu - współkształtowanie człowieka przez nowoczesne środki przekazu, ich ciągły, dynamiczny rozwój, jest niezaprzeczalnym faktem. Już przed wiekami ludzie stanęli wobec zjawiska druku, potem radia, a zwłaszcza filmu, które zaczęło rewolucjonizować życie codzienne i właściwie nie przestaje być problemem i zadaniem wychowawczym. Słusznie w naszym wieku mówimy o "eksplozji informacyjnej".

Rodzice nie mogą tylko patrzeć



Poszerzyły się zadania wychowawcze rodziny, szkoły i Kościoła. Rodzice nie mogą biernie patrzeć, jak dzieci coraz bardziej się emancypują, same, bezbronne stają wobec potęgi oddziaływania przekazów, ich zdolności do zauroczenia. Nie wolno rodzicom rezygnować z ciągłego dialogu z własnymi dziećmi także na tematy, które podsuwa masowy przekaz.
"Dziwny jest ten świat..." - śpiewał Czesław Niemen. Tak! Opatrzność zrządziła, że zostaliśmy sprowokowani do myślenia i podejmowania dodatkowych zadań. To same dzieci sprawiają - a może pomagają? - że i dorośli muszą przestać biernie poddawać się presji świata wizualnego, jaki dla nas tworzą nadawcy.

Uczyć dialogu



Utrzymać swoją pozycję jako głównych, odpowiedzialnych wychowawców, nauczyć się umiejętnego dialogu w epoce, którą Kościół katolicki z taką ufnością i podziwem witał w Instrukcji duszpasterskiej "Zjednoczenie i postęp" (już w 1971 roku!): "Lud Boży idąc w pochodzie wieków, jest równocześnie nadawcą i odbiorcą. Spoglądając w przyszłość, ufnie i z gorącą miłością śledzi on zapowiedź rozpoczynającej się świetlistej epoki przekazu społecznego" (187).

Nie wszędzie zaraz zło



Cieszmy się razem z dziećmi, że żyjemy w tak ciekawym czasie osiągnięć człowieka. Z całym zaufaniem do człowieka i jego dzieł Kościół tamże wskazał na nowe potrzeby: "Zadaniem rodziców jest wychowanie samych siebie oraz swoich dzieci do zrozumienia wartości informacji i umiejętności wyboru przekazu". To wszystko napawa optymizmem: nie wszędzie zaraz zło, choć... jest. Byle z dzieł człowieka robić dobry użytek. Byle nawet zło dobrem zwyciężać.
Czy ktokolwiek wątpi w miłość rodzicielską, chęć dobrego wychowania własnego dziecka - członka narodu, daru Boga, który im powierzył i ma wobec niego swoje plany? - Tylko chcieć i zastanawiać się, jak to robić...

Bez potępień



Bać należy się mediacji tylko "restryktywnej", potępień bez umotywowania! Potrzebne jest aktywne "pośredniczenie" rodziców, dorosłych, by nasze dzieci nie były jedynie biernymi odbiorcami przekazów.

Rozmowa i ocena



Na czym ma polegać to pośredniczenie? - Rozmowa z dziećmi o programie czy to podczas jego emisji, czy po niej, okazjonalnie. I to aktywna mediacja, nie bez interpretacji, oceny zachowań postaci i przywołanych wydarzeń. Niestety, bywa, że samym rodzicom brak kryteriów oceny…

Uczyć refleksyjności



Wobec tego sami musimy być odbiorcami "aktywnymi" - myślącymi, refleksyjnymi. Hm, ciężka sprawa, skoro sami bywamy "dziećmi telewizyjnymi" - bezkrytycznymi, biernymi konsumentami produktów audiowizji, mimo że inne, kupowane konsumpcyjne produkty sprawdzamy: ich wartość, przydatność itp. Tak, popularny "masowy przekaz" jest swego rodzaju "towarem", łącznie z reklamami.

Współoglądać



Cenna, lecz trudna jest mediacja jako "współoglądanie", a może dać wiele pozytywnych efektów. W dialogu z młodszymi można ich wiele nauczyć, subtelnie podsunąć uwagi wychowawcze, prowokować do myślenia i krytycznego, samodzielnego odbioru, choć groźne byłoby narzucanie własnych antypatii, przewrażliwienia, czasem wynikających z braku zrozumienia medialnych wytworów ludzkiej inwencji i wyobraźni lub traktowanie na równi z dzieckiem imaginacji filmowych jako "realnych" obrazów życia.

Uczyć się interpretacji obrazów



Mamy pouczać dziecko, budzić refleksję. Nasze dzieci, jak my kiedyś, uczą się czytać i pisać, a także bywają zapoznawane z technikami mediów elektronicznych, z obsługą komputera.
To "wychowanie medialne" - trwały proces uczenia się umiejętności odbioru i interpretacji ukazanych obrazów, bowiem grozi nam i to, że psychologowie i artyści zaprzęgnięci do pracy w reklamie uczynią z nas konsumentów myślących, tak jak tego pragną producenci. Reklama, podobnie jak wiele innych form przekazu, zaczyna wpływać na nasz światopogląd i hierarchię wartości, zajmując miejsce tradycyjnie przypisywane sztuce i religii.

Pola minowe półinformacji



Każde medium, nie wyłączając Internetu, ma "pola minowe" dezinformacji, "półinformacji", a nawet fałszu. Te zaś, których treść jest nasycona emocjami, mogą mieć większą siłę przekonywania niż argumenty racjonalne.
Trzeba o tym wiedzieć i pamiętać, a zdolność "czytania-odbioru" winna rozwijać tak jednostka, jak i środowisko rodzinne. Nawet jeśli nauka ma trudności w precyzyjnym wskazaniu związków między przyczynami i skutkami, to wpływ mediów na nasze życie i życie naszych dzieci jest tak potężny, że każdy z nas winien czuć się odpowiedzialny za dokształcenie siebie samego i swoich dzieci, poznać działanie mediów na tyle, na ile to możliwe, by kontrolować ich wpływ, a nie być... przez nie manipulowanym.

Mury ignorancji



Problemy się mnożą, wpływy zazębiają. Sygnalizuje się efekty zafascynowania komputerem, grami elektronicznymi, niepokoi ograniczenie międzyosobowej komunikacji w rodzinie, wzmaganie się poczucia samotności i nastrojów stresowych. Dodajmy: "Nie było w telewizji, to widocznie nieważne", a tak bywa z wątkami religijnymi, konsekwentnie zanikającymi w myśleniu przeciętnego widza/słuchacza. Powstają "mury ignorancji", rozpowszechnia się sekularyzm.
A przecież korzystanie z mediów może właśnie pogłębiać więź rodzinną i ożywiać dialog rodzinny, jeśli zrównoważy się zainteresowanie mediami z innymi sprawami domowymi. Rozmowy mogą pomóc budować i rozwijać zagrożoną rodzinną wspólnotę wiary i miłości.

Z pism Janusza Korczaka

" - Nie ma dzieci - są ludzie, ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczeń, innych popędach, innej grze uczuć. Pamiętaj, że my ich nie znamy... dziecko nie mniej, nie ubożej, nie gorzej myśli niż dorośli - ono myśli inaczej!
- Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli; gdy trudno, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.
- Urządziliśmy się tak, by nam dzieci najmniej przeszkadzały, najmniej domyślały się, czym istotnie jesteśmy i co istotnie robimy... A dziecko nie przemówiło - ono wciąż słucha".

J. Korczak, Pisma wybrane. Warszawa 1986


Józef Ratajczak

Pokłon trojga dzieci



Nie ma przy żłóbku
Trzech Króli.
Jest mała Ula
i pies małej Uli,
który z wrażenia
i strachu
do swojej pani się tuli.
- Dam pieska Jezuskowi,
niech Dziecię pilnuje i bawi (...)

Wszyscy się śmieją
i mówią:
- Bogu niech będzie chwała!

Zbyszek przyniósł tranzystor
wraz z całą przebojów
listą.

Co zagrać na chwałę Twoją?

Może dać solo,
a może
wolałoby Dziecię Boże
posłuchać orkiestry z chórem?

I już pokazuje
jak włączać
i jak nastawiać należy
całą aparaturę.

Uśmiecha się
Święta Rodzina
i palcem wskazuje niebo.
Anielska pieśń się zaczyna
I włączać niczego nie trzeba.

Lecz za muzykę
dziękuje
święta Maryja Dziewica
i z całej aparatury
serce małego Zbyszka
najbardziej Ją zachwyca.

A Staszek chce oddać
komputer,
ważniejszy
niż skarby Sezamu.
Niech weźmie
choć na minutę!
Tyle tu świetnych programów!

Dziękuje Rodzina,
tłumaczy,
że Dziecię w tę grę nie pogra.
Bóg inny Mu los przeznaczył
I dal Najwyższy
Program (...)

Józef Ratajczak,
Stajenka pełna dzieci,
Wrocław 1995


Ksiądz Zdzisław G. Grzegorski, kapłan archidiecezji poznańskiej, profesor homiletyki. Oprócz teologii studiował filologię polską na KUL-u oraz komunikację społeczną w Stanach Zjednoczonych. Przez wiele lat wykładowca homiletyki na Papieskim Wydziale Teologicznym w Poznaniu i Wydziale Teologicznym UAM oraz na ATK w Warszawie. Przez dwadzieścia lat redaktor naczelny wydawanego w Poznaniu miesięcznika homiletycznego "Biblioteka Kaznodziejska". W środowisku naukowym znany jako twórca homiletyki kontekstualnej, czyli nauki o zasadach głoszenia kazań, odwołującej się do konkretnych ludzkich sytuacji. Autor wielu naukowych opracowań homiletycznych, opowiadań dla dzieci i młodzieży oraz poradnika dla rodziców i wychowawców o zasadach korzystania przez dzieci z telewizji zatytułowanego "Ja, dziecko i TV?" (Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 2000).

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki