Logo Przewdonik Katolicki

Wielki teatr demokracji

Jerzy Marek Nowakowski
Fot.

Nauka płynąca z wielkiego amerykańskiego teatru demokracji - ta, że siła polityka jest wprost proporcjonalna do zdolności przekonywania obywateli - dla Polaków, i tych z USA, i tych z kraju, pozostaje wciąż za trudna do pojęcia. Kerry reanimowany. Taki jest ton komentarzy amerykańskich analityków po trzech debatach telewizyjnych pomiędzy prezydentem Bushem a senatorem Kerrym. O ile...

Nauka płynąca z wielkiego amerykańskiego teatru demokracji - ta, że siła polityka jest wprost proporcjonalna do zdolności przekonywania obywateli - dla Polaków, i tych z USA, i tych z kraju, pozostaje wciąż za trudna do pojęcia.


Kerry reanimowany. Taki jest ton komentarzy amerykańskich analityków po trzech debatach telewizyjnych pomiędzy prezydentem Bushem a senatorem Kerrym. O ile jeszcze we wrześniu zdawało się, że urzędujący prezydent wygra bez problemów wybory w Stanach Zjednoczonych, to po debatach, w opinii Amerykanów wygranych przez Kerry'ego, na ostatnią prostą wyborczego wyścigu obaj kandydaci wyszli - mówiąc językiem sprawozdawców sportowych - łeb w łeb.
No dobrze, może ktoś zapyta, ale w Polsce mamy afery Kulczyka, Ałganowa, Rywina, Siemiątkowskiego i kilkadziesiąt pomniejszych, dlaczego więc mamy sobie zawracać głowę amerykańskimi wyborami. Ano, dlatego że prezydent USA jest najpotężniejszym człowiekiem na świecie i dla nikogo nie jest obojętne, kto na tym fotelu zasiada. Zwłaszcza wtedy, gdy walka dotyczy dwóch tak różnych osobowości i tak różnych polityków, jak Bush i Kerry.
George Bush to twardy prawicowiec - człowiek zasad, który wbrew cynizmowi świata politycznego wierzy w to, co robi. I nawet wtedy, gdy popełnia błędy (a ich lista jest całkiem spora), pozostaje wiarygodny. Kerry, jak zarzucają mu przeciwnicy, jest poglądami zbliżony do amerykańskiej lewicy. Co gorsza, zbyt łatwo i zbyt często zmienia zdanie. W tym sensie podobny jest do większości polityków europejskich czytających co rano sondaże opinii publicznej i mówiących wyłącznie to, co aktualna większość ma ochotę usłyszeć. Kerry niczym Aleksander Kwaśniewski raz jest za interwencją w Iraku, a potem powiada, że w zasadzie jest za, ale był zwodzony. Bez wątpienia jest natomiast zwolennikiem legalizacji związków homoseksualnych i podwyższenia podatków. Czyli zwiększania roli socjalnej państwa. Nie dlatego nawet, by tak myślał, ale dlatego, że wie, iż takie poglądy spodobają się wyborcom partii demokratycznej. Bush z kolei, nie siląc się nadmiernie na polityczną poprawność, wali prosto z mostu, że do tak zwanych małżeństw homoseksualnych i mordowania nienarodzonych dzieci nie dopuści.
Starcie Bush-Kerry to zderzenie dwóch politycznych światów, tego, który podoba nam się w Ameryce, a więc świata obrony wartości podstawowych - nawet za cenę błędów i ryzyka oraz świata polityki rozumianej jako grzeczne powtarzanie frazesów i przyjmowanie dyktatu tak zwanych liberalnych intelektualistów, którzy beatyfikowali permisywizm i konsumpcjonizm.

Bush, Kerry i sprawa polska


Jeden z moich przyjaciół analityk i wybitny specjalista od spraw polityki międzynarodowej stwierdził, że w tych wyborach kibicuje Bushowi, bo nie wierzy, by John Kerry zdołał zakończyć wojnę w Iraku. A jej trwanie - kontynuował argumentację - doprowadzi do dalszego wzrostu cen ropy naftowej i w efekcie zahamowania wzrostu gospodarczego w Polsce. Tak, wyniki wyborów amerykańskich wpłyną na bieg spraw w Polsce. I to nie tylko dlatego, że wzrosną lub spadną ceny ropy. Kerry zapowiada, że polityka amerykańska będzie bardziej otwarta na dialog z sojusznikami europejskimi. W tłumaczeniu na normalny język oznacza to, że Francja i Niemcy mogą liczyć na więcej życzliwości ze strony Waszyngtonu. Niby dobrze, bo powinniśmy się cieszyć z łagodzenia sporów w gronie naszych sojuszników. Ale i źle, gdyż Polska dość jednoznacznie poparła Amerykanów w sporze ze "Starą Europą", a w razie reorientacji polityki USA może się okazać, że zostajemy na lodzie. Lepiej wygląda natomiast polityka wschodnia kandydata demokratów. Kerry, podobnie jak jego demokratyczni poprzednicy Carter i Clinton, będzie silniej wyczulony na ochronę praw człowieka, a więc również na ich naruszenie w Rosji czy na Białorusi. Jeśli idzie o politykę wschodnią Busha, to trudno oprzeć się wrażeniu, iż jest ona dyktowana przez nafciarzy. Zainteresowanie Ameryki koncentruje się na Kaukazie (Gruzja i Azerbejdżan) oraz w Azji Środkowej (Kazachstan i Turkmenistan). W zamian za możliwość swobodnego działania na tych obszarach Amerykanie niemal całkowicie zrezygnowali ze wspierania procesów demokratyzacji Białorusi i Ukrainy. W efekcie oba te kraje z tygodnia na tydzień osuwają się w objęcia rosyjskiego imperium. Republikanów zdaje się to nie martwić. Kerry mógłby nieco przesunąć akcenty w polityce USA wobec Rosji, zwłaszcza że w jego zapleczu doradczym dość mocną pozycję ma Zbigniew Brzeziński, przekonany o konieczności wspierania Ukrainy choćby i wbrew jej władzom.

Gra interesów i gra idei


Obserwowanie gry wielkich interesów w amerykańskich wyborach i kibicowanie któremukolwiek z kandydatów jest zajęciem ciekawym i inspirującym. Warto jednak pamiętać, że zmiany w polityce zagranicznej USA będą miały wyłącznie charakter kosmetyczny. Obaj kandydaci bez wątpienia są nastawieni na obronę amerykańskiego interesu narodowego, ten zaś jest zdefiniowany przez dziesiątki potężnych instytucji analitycznych i pole manewru dla ewentualnych zmian jest niezwykle ograniczone.
Warto jednak obserwować te wybory również jako wielki spektakl i wielką szkołę demokracji. W ostatnich dwóch tygodniach przed wyborami ogromna większość amerykańskich wyborców wie już, na kogo będzie głosować. Walka skupia się na 6-8 procentach osób niezdecydowanych. A i to nie wszędzie, tylko w kluczowych stanach. Amerykański system wyborczy, o czym często zapominamy, jest systemem dwustopniowym. Najpierw odbywają się wybory powszechne, a potem dopiero wybrani w poszczególnych stanach elektorzy wybierają prezydenta. I zasada jest taka, że w każdym stanie zwycięzca bierze wszystko. Dlatego zdarzają się wypadki, że kandydat, który uzyskał mniejszą liczbę głosów w całym kraju, zostaje zwycięzcą, bo wygrał w kluczowych stanach. Przy niezwykle wyrównanej stawce i prawie równym poparciu starcie pomiędzy Bushem i Kerrym rozstrzygnie się w Idaho, Michigan na Florydzie w Minnesocie i kilku innych, tak zwanych "swing states". W innych częściach USA sztaby kandydatów powoli wycofują swoje reklamy z telewizji, odwołują spotkania i całą energię koncentrują na przekonaniu nieprzekonanych. Do mieszkań ruszają grupy partyjnych wolontariuszy, aby dostarczyć wyborcom argumentów, sami kandydaci sporo czasu poświęcą na pobyty i dyskusje w najważniejszych stanach, a analitycy łamią sobie głowy, jakie argumenty przemówią do obywateli, którzy jeszcze nie podjęli decyzji. Niestety, jak zwykle bardzo słabo brzmi w tej fazie kampanii głos polskiego lobby. Polacy mieszkają przede wszystkim w Illinois, które jest już niemal na pewno demokratyczne oraz w New Jersey. W tym ostatnim stanie sympatie mogą jeszcze ulec zmianie, ale Kongres Polonii Amerykańskiej jest sparaliżowany przez chorobę prezesa Moskala i podskórne walki o następstwo po nim, a inne organizacje wciąż nie zdołały zdobyć autorytetu wystarczającego do tego, by odpowiedzialnie występować w imieniu Polaków. W efekcie zmarnowana została (kolejny już raz) szansa zaistnienia polskiego lobby na scenie politycznej Ameryki. W wielkim wyborczym spektaklu nie przypada nam nawet rola statystów. A mogliśmy, po raz pierwszy od czasów Reagana, stać się partnerem wykorzystującym siłę głosu kilku milionów Amerykanów polskiego pochodzenia. Po raz pierwszy kandydaci odnieśli się w swoich przedwyborczych wypowiedziach do polskich postulatów (sprawa wiz). Okazuje się jednak, że podstawowa nauka z wielkiego amerykańskiego teatru demokracji - ta, że siła polityka jest wprost proporcjonalna do zdolności przekonywania obywateli - dla Polaków, i tych z USA, i tych z kraju, pozostaje wciąż za trudna do pojęcia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki