Logo Przewdonik Katolicki

Trująca kuchnia polityczna

Grzegorz Górny
Fot.

Przed zbliżającymi się wyborami na Ukrainie walka o fotel prezydencki zaostrza się. Stosowane środki pochodzą raczej z arsenału przestępczego niż politycznego. Od wielu miesięcy we wszystkich sondażach utrzymuje się przewaga kandydata opozycji Wiktora Juszczenki nad reprezentantem partii władzy Wiktorem Janukowyczem. Komentatorzy podkreślają, że jeżeli wybory będą uczciwe, to...

Przed zbliżającymi się wyborami na Ukrainie walka o fotel prezydencki zaostrza się. Stosowane środki pochodzą raczej z arsenału przestępczego niż politycznego.


Od wielu miesięcy we wszystkich sondażach utrzymuje się przewaga kandydata opozycji Wiktora Juszczenki nad reprezentantem partii władzy Wiktorem Janukowyczem. Komentatorzy podkreślają, że jeżeli wybory będą uczciwe, to Janukowycz nie ma szans w starciu z Juszczenką. Chyba że zdarzy się coś nieprzewidzianego... Na przykład choroba głównego pretendenta.
Szóstego września Juszczenko poczuł się źle. Lekarze stwierdzili grypę i przepisali odpowiednie lekarstwa, ale stan zdrowia polityka pogarszał się. 10 września lider ukraińskiej opozycji w bardzo ciężkim stanie trafił do kliniki Rudolfinerhaus w Wiedniu. Walka austriackich lekarzy o jego życie trwała dziesięć dni. Badania wykazały, że pacjent uległ silnemu zatruciu nieznaną substancją chemiczną, która nie występuje w żadnych produktach żywnościowych.
Po powrocie do kraju Juszczenko ze sparaliżowaną połową twarzy oświadczył z parlamentarnej trybuny: "To nie był problem pokarmowy, to problem naszego reżimu politycznego. Sprawa dotyczy ukraińskiej kuchni politycznej, skąd wychodzą zamówienia na zabójstwa polityczne. Ja miałem szczęście: za mała dawka, w nieodpowiednim czasie, a ochraniające mnie anioły nie spały".
Miesiąc przed próbą otrucia Juszczenko ledwo uszedł z życiem, kiedy jego samochód omal nie został staranowany przez tira. Gdy ochroniarze Juszczenki wyciągnęli z szoferki kierowcę ciężarówki, ten wyrecytował im odpowiednie paragrafy kodeksu karnego, dowodząc, że nie mają prawa go zatrzymywać. Prasa opozycyjna drwiła potem, że jest to wiedza znana każdemu kierowcy tira na Ukrainie.
Przypadek Juszczenki nie jest, niestety, odosobniony. Skrytobójcze mordy, tajemnicze zniknięcia czy zagadkowe wypadki samochodowe stały się w postsowieckiej Ukrainie sposobem "neutralizowania" niewygodnych przeciwników. Ofiarami tego typu zamachów padło już kilkaset osób, głównie polityków, biznesmenów i dziennikarzy, aktywnych zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym.

Politycy na celowniku


Jedną z pierwszych ofiar zamachów był w 1991 roku opozycyjny deputowany do Rady Najwyższej Wadim Bojko, w którego mieszkaniu nastąpił wybuch. Oficjalna wersja mówiła o eksplozji telewizora, nikt jednak nie dał wiary temu, że nawet produkowany we Lwowie telewizor Rubin może zabić człowieka.
W styczniu 1994 roku, dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi, zaginął i nie odnalazł się do dziś wiceprzewodniczący największej partii opozycyjnej Ludowego Ruchu Ukrainy - Mychajło Bojczyszyn. Jego współpracownicy twierdzili, że wszedł on w posiadanie tajnych dokumentów, kompromitujących przedstawicieli najwyższych władz. Dokumenty trafiły do redakcji dziennika "Weczernyj Kyjiw", która zapowiedziała ich publikację. W nocy poprzedzającej oddanie materiału do druku doszło jednak do włamania do redakcji - wszystkie dokumenty znikły, a programy komputerowe zostały zniszczone. Śmierć Bojczyszyna, odpowiedzialnego za przebieg kampanii wyborczej Ruchu, zdezorganizowała zupełnie przygotowania tej partii do parlamentarnej elekcji.
Pięć lat później, w marcu 1999 roku w tajemniczym wypadku samochodowym zginął lider Ruchu - legendarny dysydent antykomunistyczny Wiaczesław Czornowił. Do kraksy doszło na trasie szybkiego ruchu Zołotonosza-Kijów. Wioząca Czornowiła toyota uderzyła w nieoświetloną przyczepę kołchozowego kamaza, który nieprawidłowo dokonywał skrętu w lewo. Kierowca feralnej ciężarówki niedługo po wypadku zmarł nagle na serce. Śledztwo w sprawie wypadku zostało więc umorzone.
Podczas pogrzebu Czornowiła w Kijowie, który zamienił się w wielką manifestację patriotyczną, tłumy powitały prezydenta, premiera i przewodniczącego parlamentu okrzykami: "Hańba! Mordercy!" Zespół redakcyjny "Niezawisimosti" w swym oświadczeniu napisał: "Nikt nigdy nie uwierzy w przypadkowość tej śmierci". Władze Ruchu wydały z kolei odezwę, w której stwierdziły: "To nie przypadek, że przed wyborami nastąpiła próba rozłamu w Ruchu i śmierć Czornowiła, tak jak pięć lat temu przed wyborami miało miejsce zniknięcie Mychajło Bojczyszyna oraz próby rozbicia centroprawicy".

Wojny klanów


W lipcu 1996 roku w Kijowie na trasie przejazdu premiera Pawło Łazarenki wybuchła bomba. Szef rządu jechał służbowym samochodem na lotnisko w Boryspolu, gdy w studzience kanalizacyjnej znajdującej się na drodze eksplodował ładunek wybuchowy. Potężny wybuch wyrwał w jezdni lej o głębokości półtora metra i średnicy dwóch metrów, ale premierowi nic się nie stało, gdyż jego kierowca akurat w tym miejscu wymijał autobus i zjechał na sąsiedni pas.
Opozycyjna prasa zaczęła pisać, że próba zabójstwa premiera była częścią wojny klanów rywalizujących o wpływy na Ukrainie. Chodziło zwłaszcza o dwa klany - doniecki i dniepropietrowski, któremu przewodził wówczas Łazarenko. Z wydarzeniem tym wiązano również fakt, że pierwszą rzeczą, jaką zrobił prezydent Leonid Kuczma (również wywodzący się z Dniepropietrowska), było zdymisjonowanie Władimira Szczerbania, gubernatora z Donbasu, uważanego za przywódcę klanu donieckiego.
Parę miesięcy później ugodzony został klan doniecki. W listopadzie 1996 roku na lotnisku w Doniecku zamordowany został deputowany do parlamentu, lider Liberalnej Partii Ukrainy, biznesmen i jeden z najbogatszych ludzi w kraju, Jewhen Szczerbań. Razem z nim zginęła jego żona oraz pracownik lotniska, zaś kilka osób zostało rannych. Sprawcy, którzy zbiegli z miejsca zamachu, nie zostali zidentyfikowani. Zdaniem polityków opozycji, mord miał związek z wojną klanów, w której stawką była kontrola nad najbardziej dochodowymi sektorami ukraińskiej gospodarki, zwłaszcza nad rynkiem gazowym i metalurgicznym.
Komentując zamach, przywódca nacjonalistycznej UNA-UNSO Ołeh Wytowycz oświadczył w wywiadzie dla "Kijewskich wiedomosti", że większość deputowanych doskonale wie, kto i dlaczego zabił Jewhena Szczerbania, jednak głośno nie chcą o tym mówić.
Porachunki toczą się także wewnątrz samych klanów. W samym Doniecku, zanim rozpoczęła się era Szczerbania, jednym z głównych bossów chciał być Achat Brachin, z pochodzenia Tatar, wówczas prezes znanego klubu piłkarskiego Szachtior Donieck.
Polowanie na Brachina zaczęło się w 1994 roku. Najpierw nieznani sprawcy ostrzelali go we wsi Praski. Brachin został ranny w rękę, a jego ochroniarz zginął. Kiedy Brachin przyszedł do kostnicy, gdzie leżały zwłoki ochroniarza, ktoś wrzucił tam granat. Nikomu nic się jednak nie stało. Brachin kupił wówczas wielką willę po którymś z komunistycznych dygnitarzy, a na narożnikach muru ustawił wieżyczki strażnicze. Cudem uniknął śmierci, kiedy jechał ulicami Doniecka, a pocisk z granatnika eksplodował obok jego wozu. Innym razem nieznani sprawcy otoczyli samochód na bulwarze w centrum miasta i dokonali sprawnej egzekucji na jednym z pasażerów. Zabitym okazał się jednak nie Brachin, ale jego brat. Dopadli go w końcu na stadionie Szachtiora. Bomba, która wówczas wybuchła w piłkarskiej szatni, rozerwała na kawałki Brachina i jego pięciu ochroniarzy.

Dziennikarze w niebezpieczeństwie


Na Ukrainie zabijani są również zbyt dociekliwi dziennikarze, którzy próbują upublicznić wiedzę o machinacjach władz. W lipcu 2001 roku zamordowany został w Donbasie szef stacji telewizyjnej Tor - Igor Aleksandrow. W jednym z ostatnich programów wyemitowanych przed swoją śmiercią Aleksandrow zapowiedział, że ujawni powiązania miejscowej milicji z mafią i lokalnym biznesem. Nie zdążył. Szybko przeprowadzone śledztwo wykryło, że sprawcą mordu był bezdomny włóczęga, który został aresztowany i wkrótce zmarł w więzieniu na zawał serca. W wersję tę nie uwierzyli nawet przedstawiciele Rady Europy, którzy nakazali ukraińskim władzom, by jeszcze raz zbadały okoliczności śmierci Aleksandrowa.
Najgłośniejszym przypadkiem mordu na dziennikarzu była jednak egzekucja Grigorija Gongadze, redaktora naczelnego opozycyjnej gazety internetowej "Ukraińska Prawda", który przepadł bez wieści we wrześniu 2001 roku w Kijowie. Redagowane przez niego wydanie zasłynęło z bezkompromisowych publikacji na temat wpływowych ukraińskich oligarchów, powiązanych z prezydentem Kuczmą.
Już wiosną 2001 roku Gongadze informował media, że jest śledzony przez funkcjonariuszy służb specjalnych. Wysłał wówczas w tej sprawie list do prokuratora generalnego.
Miesiąc po zniknięciu, w Lasach Taraszczańskich w pobliżu Kijowa, znaleziono zwłoki niezidentyfikowanego mężczyzny w stanie daleko posuniętego rozkładu, z odrąbaną głową. Było to ciało Gongadze.
W listopadzie 2001 roku wybuchł skandal. Lider Socjalistycznej Partii Ukrainy, były przewodniczący parlamentu Ołeksandr Moroz oświadczył z trybuny sejmowej, że odpowiedzialnym za zabójstwo Gongadze jest osobiście prezydent Leonid Kuczma. Na dowód tego Moroz przedstawił taśmę magnetofonową, na której zarejestrowane zostały rozmowy Kuczmy z szefem jego administracji Wołodymyrem Łytwynem oraz ministrem spraw wewnętrznych Jurijem Krawczenką. Zapis rozmów miał dokumentować ich narady, kiedy zastanawiali się, co zrobić z krytykującym prezydenta dziennikarzem. Prezydent Kuczma opowiedział się za usunięciem niewygodnego reportera, sugerując, że najlepiej byłoby go porwać i sprzedać Czeczeńcom. Moroz otrzymał kasetę od ochroniarza Kuczmy, majora Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Mykoły Melnyczenki, który zbiegł za granicę i dostał azyl polityczny w USA.
Śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza prowadzone jest bardzo ślamazarnie i znaczone kolejnymi tajemniczymi zgonami, np. były oficer służb specjalnych Igor Gonczarow, który zdobył materiały na temat śmierci Gongadze, zmarł w kijowskim areszcie, a jego ciało następnego dnia zostało spalone w krematorium, by zapobiec sekcji zwłok.
Obecna próba wyeliminowania z gry Wiktora Juszczenki, podobnie jak przypadki Bojczyszyna czy Czornowiła, ma miejsce tuż przed wyborami. Jeszcze w październiku 2003 roku Juszczenko mówił: "Na Ukrainie pojawili się wynajęci zabójcy przygotowujący się do realizacji gotowych już planów. Ani owe plany, ani to, co teraz mówię, nie jest nieodpowiedzialnym żartem". Wydarzenia następnego roku pokazały, że to rzeczywiście nie były żarty.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki