Zostałem poproszony o poświęcenie odnowionego krzyża przydrożnego w jednej z wiosek mojej parafii. Ubrałem sutannę, zabrałem książkę liturgiczną i czekałem na samochód. Zaczął padać deszcz. Zmartwiłem się tym, bo uroczystość miała się odbyć na dworze. I choć to wydarzenie mogło trwać tylko parę minut, jednak padający deszcz bardzo by przeszkodził. Ruszyliśmy. Po dziesięciu minutach byłem na miejscu. Kiedy dotarłem, deszcz przestał padać.
Kościół wypełniły rzesze wiernych, w tym wielu ubranych w mundury. Były na tej Mszy władze regionu, kilkanaście sztandarów. Eucharystia rozpoczynała całą uroczystość. Po niej według planu miał się odbyć przemarsz przez miasto, przemówienia, wręczenie dyplomów i odznaczeń, wreszcie zabawa. Takie były plany ludzi. Przed Mszą ktoś powiedział: "...ale niech się ksiądz pośpieszy, na Mszę jest czterdzieści minut". Udałem się do ołtarza. Na początku liturgii wprowadziłem wiernych w temat naszej uroczystości, powitałem przedstawicieli władz. Dalej już wszystko biegło swoim rytmem. Kazanie trwało około 15 minut. Do Komunii Świętej przystąpiło wielu. Uroczysta Msza trwała pięćdziesiąt minut. Po błogosławieństwie zaczął padać deszcz, który przerodził się w ulewę. Wobec powyższego wszyscy zostali w kościele. Trwało to tak długo, że przychyliłem się do prośby burmistrza, by zaplanowane przemówienia wyjątkowo wygłosić przez kościelny mikrofon od lektorium. I tak się stało. Pół godziny po Mszy ulewa ustała. Dalszy program uroczystości przebiegał bez zakłóceń.
Wielu z nas żyje w świecie, w którym koniecznością jest planowanie. Tak się dzieje nie tylko z wydatkami, ale także ze spotkaniami, uroczystościami, imprezami. Bywa, że bez zapowiedzi nie możemy złożyć wizyty komuś bardzo bliskiemu, bo akurat może mieć ważne zajęcia i pozostaniemy pod drzwiami. Podobnie wcześniej musimy dokonać rezerwacji biletu, miejsca, stolika, by spokojnie móc odbyć podróż, albo przeżyć spotkanie. Nawet wobec choroby lekarz wyznaczy nam datę przyjścia do szpitala. Takie życie, takie czasy. Ale w tym wszystkim jest też Pan Bóg... Jego wola i Jego wobec nas plany. Dlatego codziennie wypowiadamy słowa: "bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi". My planujemy słońce, a Pan Bóg deszcz... I oczywiście On zawsze zwycięża, bo jest silniejszy i wie, co jest obiektywnym dobrem dla nas.
Zapewne wielu ludziom jest bardzo trudno przeżyć sytuacje, zdarzenia, które niweczą nasze plany. Na przykład z powodu deszczu... Wracając do wspomnianej Mszy - gdybym ją odprawił rzeczywiście w czterdzieści minut, to uroczysty przemarsz odbyłby się w ulewnym deszczu. Pan Bóg nas kocha, a Jego wola jest najlepszym zbawczym planem dla nas. Także, gdy tą wolą jest choroba, odwołane spotkanie, nowe, nieprzewidziane dla nas okoliczności. Warto, naprawdę warto przemodlić swoje plany i uwzględnić dodatkowe założenia, otwarte na plan Boga, który może być inny od naszego. Niech nam zawsze świeci słońce... Jeśli taka wola Boga.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




