Logo Przewdonik Katolicki

Nasze spotkanie nie może się skończyć...

Ks. Przemysław Kwiatkowski
Fot.

Kiedy w połowie sierpnia br. powoli dobiegały końca wakacje, niektórzy myśleli już pewnie o zeszytach, dzwonkach i klasach. W tym samym czasie grupa niemal 100 osób z parafii pw. św. Jakuba w Miłosławiu - dzieci, młodzieży i opiekunów wsiadała do autobusów i wyruszała na tygodniowy obóz do lasów koło Trzciela. Dzięki pomocy wielu dobrych ludzi: zakładów pracy, banku, urzędu gminy,...

Kiedy w połowie sierpnia br. powoli dobiegały końca wakacje, niektórzy myśleli już pewnie o zeszytach, dzwonkach i klasach. W tym samym czasie grupa niemal 100 osób z parafii pw. św. Jakuba w Miłosławiu - dzieci, młodzieży i opiekunów wsiadała do autobusów i wyruszała na tygodniowy obóz do lasów koło Trzciela. Dzięki pomocy wielu dobrych ludzi: zakładów pracy, banku, urzędu gminy, firm i hurtowni udało się za niewielkie pieniądze spędzić wspaniałe dni wypoczynku.
Każdy dzień naszego obozu to spowiedź św. i Eucharystia pod gołym niebem, wspólne posiłki, poranna gimnastyka, kąpiel w jeziorze i wieczorny Apel. Tak było codziennie, ale udało nam się także bawić podczas podchodów, ogniska, dyskotek, quizów i konkursów, rozegrać turnieje piłki nożnej i siatkowej, zdobyć karty pływackie (30 osób). Podzieleni na grupy o różnych nazwach (np.: "Brygada Boba", "Kosmiczne Bąki"), braliśmy się zarówno za przygotowywanie Mszy św., jak i obieranie ziemniaków czy szorowanie podłogi. Pewnej nocy, po "chrzcie obozowym" wyruszyliśmy na poszukiwanie kogoś, kto ponoć się zgubił... Strachu było co nie miara, a dopiero podczas śniadania okazało się, że to były żarty i dalsza część chrztu - dla wszystkich! Wszystko, co zabawne i co poważniejsze, działo się w cieniu wielkiego krzyża, który postawiliśmy w lesie. Było więc trochę obowiązków, ale przede wszystkim mnóstwo radości, szczęścia i frajdy, które każdemu, a zwłaszcza najmłodszym się należą. Pan Bóg dał nam dobrą pogodę, zdrowie, całkiem niezły humor i ogromny apetyt. Za to Mu dziękujemy. Trzeba też podziękować naszemu ks. proboszczowi Adamowi Zalesiakowi za to, że dał trochę "urlopu" swoim lektorom, ministrantom i chórkowi. Na koniec wielkie dzięki dla tych, którzy włożyli w ten wyjazd całe swoje serce: naszemu niewidomemu przyjacielowi Heniowi, dalej Leszkowi i Reni, Oli, Zeni, Marcie, Kasi, Wiesi, Oliwce, Sebie oraz ks. Markowi. Udało nam się przeżyć piękne dni z Jezusem i ze sobą, nic więc dziwnego, że wyjeżdżając, wszyscy śpiewaliśmy: "Nasza modlitwa nie może się skończyć, nasze spotkanie nie może się skończyć. Alleluja!"

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki