Nasze spotkanie nie może się skończyć...

Kiedy w połowie sierpnia br. powoli dobiegały końca wakacje, niektórzy myśleli już pewnie o zeszytach, dzwonkach i klasach. W tym samym czasie grupa niemal 100 osób z parafii pw. św. Jakuba w Miłosławiu - dzieci, młodzieży i opiekunów wsiadała do autobusów i wyruszała na tygodniowy obóz do lasów koło Trzciela. Dzięki pomocy wielu dobrych ludzi: zakładów pracy, banku, urzędu gminy,...
Czyta się kilka minut
Kiedy w połowie sierpnia br. powoli dobiegały końca wakacje, niektórzy myśleli już pewnie o zeszytach, dzwonkach i klasach. W tym samym czasie grupa niemal 100 osób z parafii pw. św. Jakuba w Miłosławiu - dzieci, młodzieży i opiekunów wsiadała do autobusów i wyruszała na tygodniowy obóz do lasów koło Trzciela. Dzięki pomocy wielu dobrych ludzi: zakładów pracy, banku, urzędu gminy, firm i hurtowni udało się za niewielkie pieniądze spędzić wspaniałe dni wypoczynku.

Każdy dzień naszego obozu to spowiedź św. i Eucharystia pod gołym niebem, wspólne posiłki, poranna gimnastyka, kąpiel w jeziorze i wieczorny Apel. Tak było codziennie, ale udało nam się także bawić podczas podchodów, ogniska, dyskotek, quizów i konkursów, rozegrać turnieje piłki nożnej i siatkowej, zdobyć karty pływackie (30 osób). Podzieleni na grupy o różnych nazwach (np.: "Brygada Boba", "Kosmiczne Bąki"), braliśmy się zarówno za przygotowywanie Mszy św., jak i obieranie ziemniaków czy szorowanie podłogi. Pewnej nocy, po "chrzcie obozowym" wyruszyliśmy na poszukiwanie kogoś, kto ponoć się zgubił... Strachu było co nie miara, a dopiero podczas śniadania okazało się, że to były żarty i dalsza część chrztu - dla wszystkich! Wszystko, co zabawne i co poważniejsze, działo się w cieniu wielkiego krzyża, który postawiliśmy w lesie. Było więc trochę obowiązków, ale przede wszystkim mnóstwo radości, szczęścia i frajdy, które każdemu, a zwłaszcza najmłodszym się należą.

Pan Bóg dał nam dobrą pogodę, zdrowie, całkiem niezły humor i ogromny apetyt. Za to Mu dziękujemy. Trzeba też podziękować naszemu ks. proboszczowi Adamowi Zalesiakowi za to, że dał trochę "urlopu" swoim lektorom, ministrantom i chórkowi. Na koniec wielkie dzięki dla tych, którzy włożyli w ten wyjazd całe swoje serce: naszemu niewidomemu przyjacielowi Heniowi, dalej Leszkowi i Reni, Oli, Zeni, Marcie, Kasi, Wiesi, Oliwce, Sebie oraz ks. Markowi. Udało nam się przeżyć piękne dni z Jezusem i ze sobą, nic więc dziwnego, że wyjeżdżając, wszyscy śpiewaliśmy: "Nasza modlitwa nie może się skończyć, nasze spotkanie nie może się skończyć. Alleluja!"

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2004