Logo Przewdonik Katolicki

Grzech i co dalej?

ks. Adam Adamski
Fot.

W artykule "Taktyka diabła i grzech" skupiliśmy się na prawdzie wiary dotyczącej istnienia szatana, który chce odwieść człowieka od jedności z Bogiem. Katechizm streszcza tę prawdę: Szatan, czyli diabeł, i inne demony są upadłymi aniołami, którzy w sposób wolny odrzucili służbę Bogu i Jego zamysłowi. Ich wybór przeciw Bogu jest ostateczny. Usiłują oni przyłączyć człowieka...

W artykule "Taktyka diabła i grzech" skupiliśmy się na prawdzie wiary dotyczącej istnienia szatana, który chce odwieść człowieka od jedności z Bogiem. Katechizm streszcza tę prawdę: Szatan, czyli diabeł, i inne demony są upadłymi aniołami, którzy w sposób wolny odrzucili służbę Bogu i Jego zamysłowi. Ich wybór przeciw Bogu jest ostateczny. Usiłują oni przyłączyć człowieka do swego buntu przeciw Bogu (414). Owocem tych usiłowań jest grzech.


W opisie grzechu pierworodnego możemy zauważyć etapy szatańskiej intrygi, które znajdują odzwierciedlenie również w naszym życiu. Po nawiązaniu dialogu z człowiekiem i podsunięciu pokusy "na tacy dobra" może nastąpić to, co Księga Rodzaju opisuje w słowach: "Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy".

Zgoda na zło


To często nie uświadamiany moment, w którym wewnętrznie zgodziliśmy się na grzech, nie widząc w tym problemu (zła), a raczej drogę do szczęścia. Moc pokusy tkwi w tym, że obiecuje ona szczęście, a przynajmniej jakieś ułatwienie w życiu. Uleganie pokusie to nie tyle czynienie czegoś wbrew sobie (np. niewola nałogu), ile osiągnięcie wewnętrznego przekonania, że tak będzie dobrze.
Zło grzechu staje się wówczas abstrakcyjnym pojęciem, nie mającym wiele wspólnego z życiem. Nie dostrzega się wartości zaniedbanych, czy zniszczonych przez grzech, lecz jedynie pozytywne aspekty swoich decyzji i zachowań. Ta akceptacja zła - o której pisałem już przed tygodniem - u różnych ludzi może dotyczyć rozmaitych spraw i w różnorodnym zakresie.
I tak np. uznajemy potrzebę refleksji, zastanowienia nad sobą, potrzebę Bożego błogosławieństwa, ale brak codziennej modlitwy dla wielu jest normą i wcale się z tym nie kryją. Wewnętrznie kiedyś zaakceptowali to, że powtarzanie formułek modlitewnych niczemu nie służy. A gdy brakuje czasu na rzeczy ważne, nierozsądnie byłoby tracić go na "pobożne zbytki". Co najwyżej można dla porządku wspomnieć o tym na spowiedzi wielkanocnej. To samo może dotyczyć przeżywania dnia świętego, akceptowania świętości życia ludzkiego, wartości wierności małżeńskiej, uczciwości itp. Wówczas wolna decyzja o wyborze zła jest zwyczajną konsekwencją ulegania wcześniejszym krokom kuszenia, jak zwyczajnie ujęła to Księga Rodzaju: "Zerwała zatem..."
Kolejne grzechy nie mają już w sobie nic z dramatycznych wyborów; stają się tak zwyczajną codziennością, jak zrywanie owoców, gdy już stoimy na drabinie. Osiągając ten etap, człowiek może stać się apostołem zła. Podobnie jak to miało miejsce w raju: "Ewa zjadła i dała swemu mężowi, który był z nią, a on zjadł". Mamy być apostołami dobra, nieść miłość i radość, ale gdy wchodzimy w logikę złego ducha, możemy stać się narzędziem w jego ręku. Człowiek nie tylko nie wstydzi się wtedy czynionego zła, ale wręcz się z nim obnosi, lansując modę na zło, "częstując" grzechem, jak Ewa zakazanym owocem. Czy mało mamy takich przykładów w otaczającym nas świecie?

Otwarcie oczu


Kiedy człowiek jest już "po uszy zanurzony w grzechu", wówczas szatan przypuszcza ostatni szturm, polegający na odebraniu nadziei i wpędzeniu w rozpacz: "A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy..."
Miało być wspaniale, mieli być jak bogowie, mieli przeżyć euforię szczęścia, a tymczasem oczy im się otworzyły i poznali swoją nagość. Nagość w języku biblijnym oznacza nędzę człowieka. Atrakcyjność szatańskiej pokusy oparta jest na iluzji, która wcześniej czy później zostanie rozwiana. Niekiedy przykre konsekwencje grzechu są jego bezpośrednim następstwem. Ale bywa i tak, że człowiek przez lata całe, trwając w grzechu, karmi się jego iluzją. Prędzej czy później otwierają się jednak oczy. I ten moment jest najważniejszy. Bóg bowiem nigdy nie rezygnuje z człowieka i nikogo nie przekreśla, lecz wychodzi naprzeciw i woła jak w raju: "gdzie jesteś?"
Są to różne sytuacje, gdy mamy okazję do opamiętania, uświadomienia prawdy o sobie i powrotu do utraconych wartości. Bóg w różny sposób wychodzi nam naprzeciw: poprzez wydarzenia, spotkane osoby, wewnętrzne natchnienia. Taką szczególną okazją jest doroczne przeżywanie świąt i związane z tym zaproszenie do sakramentu pojednania. Czy z tych okazji korzystamy, czy też ulegamy ostatniej pokusie - rozpaczy? Ilustracją jest reakcja Adama i Ewy: skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.

Rozpacz czy nadzieja?


Bóg nie chce śmierci grzesznika - głosi prawda wiary, bo Chrystus nie przyszedł nas potępić, lecz zbawić. Zatem lęk przed Panem Bogiem, zamykający nam drogę do Jego miłosierdzia, jest dziełem szatana. Rozpacz nie jest chrześcijańska. Chrześcijańska jest nadzieja. Katechizm poucza: "Po swoim upadku człowiek nie został opuszczony przez Boga. Przeciwnie, Bóg wzywa go i zapowiada mu tajemnicze zwycięstwo nad złem oraz podniesienie go z upadku" (410). O możliwości przezwyciężenia zła grzechu - już za tydzień.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki