Logo Przewdonik Katolicki

Tajemnica zła, czyli kto zabił Laurę Palmer?

Natalia Budzyńska
Fot.

- Robię filmy, ponieważ lubię przenikać do innego świata, zagubić się w nim. Kino jest dla mnie magicznym medium, które pozwala mi marzyć w ciemnościach. Cudownie jest móc zagubić się we wszechświecie filmu - David Lynch. Brytyjskie pismo "Guardian" opublikowało niedawno listę czterdziestu najwybitniejszych reżyserów świata. Na pierwszym miejscu znalazł się David Lynch, ten...

- Robię filmy, ponieważ lubię przenikać do innego świata, zagubić się w nim. Kino jest dla mnie magicznym medium, które pozwala mi marzyć w ciemnościach. Cudownie jest móc zagubić się we wszechświecie filmu - David Lynch.


Brytyjskie pismo "Guardian" opublikowało niedawno listę czterdziestu najwybitniejszych reżyserów świata. Na pierwszym miejscu znalazł się David Lynch, ten sam, który jeszcze parę dni temu spacerował sobie spokojnie ulicami Łodzi i odebrał od ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego odznaczenie "Zasłużony dla kultury polskiej". David Lynch jest niewątpliwie zasłużony dla kultury światowej, a dla polskiej być może będzie, gdy zrealizują się jego plany utworzenia, w jednej ze starych fabryk, Łódzkiego Centrum Filmowego. David Lynch gościł niedawno w Polsce na Międzynarodowym Festiwalu Operatorów Filmowych Camerimage, którego jest gorącym propagatorem i fanem, a w Łodzi zakochał się już dwa lata temu: - Zakochałem się w tym mieście ze względu na specjalną atmosferę i specjalny nastrój oraz ze względu na wielką energię, która mnie bardzo inspiruje. Widzę w młodych łódzkich filmowcach olbrzymi talent. Ci ludzie powinni znaleźć miejsce, w którym mogliby pracować, które mogłoby ich inspirować - wyznaje Lynch. Po łódzkich ulicach i opuszczonych fabrykach Lynch spacerował w tym roku z innym geniuszem kina Peterem Weirem, który obok Ronalda Joffe miałby być wykładowcą w polskim Centrum Lyncha.

Czarno-biały


David Lynch urodził się 20 stycznia 1946 roku w Missoula stan Montana, a ponieważ praca jego ojca wymuszała częste zmiany miejsca zamieszkania, więc przez pierwsze lata swojego życia wędrowali po różnych małych miasteczkach. Klimat małomiasteczkowej amerykańskiej prowincji głęboko zapadł w serce małego Davida i nigdy go nie opuścił: idealna rodzina wśród idealnych sąsiadów spędzających popołudnia przy cieście wiśniowym, a wszyscy myślą, że wszystko o sobie wiedzą. Uczył się w Boston Museum School i w 1965 roku wyjechał z kolegą do Europy, aby studiować u Oscara Kokoschki w Salzburgu. Niestety, wyprawa nie udała się: - Były tam sosny, a ja lubię zapach sosen; był zamek, tylko Kokoschki nie było - wspomina Lynch. Filmy zaczął kręcić już podczas studiów na Pensylvania Academy of Fine Arts w Filadelfii i szybko przeprowadził się do Los Angeles, gdzie, mimo że mieszka od ponad 30 lat, istnieje poza hollywoodzkimi układami do tego stopnia, że ostatnie jego filmy kręcone są za europejskie pieniądze.
Wczesną twórczość znają pewnie tylko wielbiciele: "Głowa do wycierania" i "Człowiek słoń" - był ośmiokrotnie nominowany do Oscara. Ten ostatni film opowiada historię Johna Merricka urodzonego w 1867 roku, który cierpiał na multineurofibromatozę (chorobę objawiającą się rozrastaniem tkanki łącznej wyglądającej jak monstrualne zgrubienia i opuchlizna). Nastrój tego czarno-białego filmu, budowany z wielką umiejętnością, może nie był "przyjemny", ale w jaki genialny sposób docierał do najgłębszych zakątków ludzkich charakterów!

Słodkie małe miasteczka


Pierwszym szerzej znanym dziełem było "Blue Velvet" z Isabellą Rossellini z 1986 roku, ale dopiero "Dzikość serca" - film nakręcony cztery lata później - wywołał wielką burzę i konsternację. Kiedy w Cannes ogłoszono, że "Dzikość serca" otrzymała Złotą Palmę, na sali słychać było gwizdy i oklaski równocześnie. Krytyk "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisał: "Nie było w Cannes filmu bardziej odrażającego od "Dzikości serca", ale "Die Zeit" twierdził coś zgoła odmiennego: "Pierwszy wielki film lat 90. objawienie". Dla mojego pokolenia obejrzany po raz pierwszy na "Konfrontacjach" obraz Lyncha z Nicholasem Cagem był powiewem świeżości, nowym wiatrem. Historia czystej miłości Luli i Sailora uciekających przed wiedźmowatą matką Luli i spotykających po drodze wcielone zło, a wszystko to ujęte w duży cudzysłów baśni i amerykańskich mitów, szybko stała się filmem kultowym. Zdanie wypowiadane przez Sailora na temat swojej kurtki ze skóry węża należy już do kanonu najczęściej cytowanych filmowych wypowiedzi. Zwrot akcji powoduje dobra wróżka unosząca się w powietrzu na tle niebieskiego nieba, a w finale rozbrzmiewa piosenka Elvisa Presleya "Love Me Tender". Wygląda to na współczesną krwawą baśń, która według krytyków pokazuje, czym jest amerykańskie życie: pod mieszczańską powierzchnią ociekającą obłudą kryje się otchłań okrucieństwa i przemocy.
Małomiasteczkowa idylla znana z "Blue Velvet" okazuje się także koszmarną tajemnicą na skutek zamordowania Laury Palmer. To miasteczko ma konkretną nazwę, choć nie znajdziemy go na mapie tam, gdzie powinno być... Serial telewizyjny "Miasteczko Twin Peaks" zawładnęło wyobraźnią wszystkich, tym bardziej, że nie był to zwykły serial sensacyjny, choć była denatka, agent FBI, miejscowi policjanci i dużo poszlak. Niektórzy do końca nie wiedzieli na pewno, kto zabił Laurę Palmer, a tajemniczą aurę serialu dobrze oddaje zdanie wypowiedziane przez majora Garlanda Briggsa: "Sowy nie są tym, czym się wydają". Prequel "Twin Peaks: Ogniu krocz za mną" z 1992 roku wyjaśnia zagadkę, paradoksalnie czyniąc ją jeszcze bardziej tajemniczą. Jest to bez wątpienia najbardziej okrutny film, jaki widziałam, ale zło właśnie takie jest: okrutne i przerażające. Zło może tkwić w każdym, ale czym jest zło? Uczynkiem tylko?

Co jest po drugiej stronie lustra?


Być może odpowiedź daje nam potworny, zimny mężczyzna, mówiący do bohatera "Zagubionej autostrady": "Nie jest moim zwyczajem przychodzić tam, gdzie mnie nie zaproszono". W "Miasteczku Twin Peaks" Laurę zabija jej ojciec Leland Palmer pod postacią ohydnego Boba, który zawładnął jego myślami i wyborami. Niektórzy dostrzegają, tak jak trzeźwo myślący agent FBI, że Bob to "zło, które czynią ludzie". Ale Bob to nie tylko idea, Bob jest postacią, on czyni zło, rujnując ludziom życie. Jeśli ktoś chciałby pokazać szatana, to mógłby zrobić to właśnie w taki sposób, bo diabeł jest brutalny, okrutny, przerażający. "Jak jest możliwe, że ktoś mógłby zrobić coś aż tak strasznego?" - zdarza się, że zapytujemy siebie. Lynch odpowiada, że istnieje takie zło, dla którego to pestka i to zło to osoba, która tylko czeka na zaproszenie.
"Zagubiona autostrada" i ostatni film "Mulholland Drive" całkowicie przekroczyły granicę normalności w fabule, dla niektórych nie do przyjęcia, dla wielbicieli perełki. Lynch jest współczesnym Lewisem Carrolem i pokazuje nam drugą stronę lustra, ciemne zakamarki i inny świat, który istnieje, mimo że nie chcemy lub nie możemy go zauważyć. Normalni ludzie ukazują nam swoją drugą twarz - są zdolni do zła, a świat z tamtej strony wzajemnie się przenika z najzwyklejszą codziennością. Lynch uwielbia mnożyć zagadki i tajemnice i nigdy ich nie rozwiązuje. Na końcu filmu wszystko jest jeszcze bardziej niejasne niż na początku. Sekret pozostaje sekretem. "Tajemnica jest jak magnes. Kiedykolwiek pojawia się coś niezrozumiałego, natychmiast przykuwa uwagę. Wyobraź sobie, że jesteś w jakimś pokoju, przed tobą są otwarte drzwi, przez które widać schody prowadzące w dół, a światło właśnie zgasło - natychmiast miałbyś wielką ochotę tam pójść. Kiedy widzisz tylko fragment, pokusa jest jeszcze silniejsza, niż gdybyś widział wszystko. Całość może być logiczna, ale pozbawione kontekstu fragmenty nabierają kolosalnej wartości czegoś nierealnego". Oglądamy więc na ekranie fragmenty i nigdy nie dowiemy się, czy reżyser zna całość. Lynch tego nigdy nie zdradzi.

Religijny Lynch


Jeden jedyny raz David Lynch nakręcił "normalny" film: spokojną, dla niektórych sentymentalną, historię bez nielogicznych zwrotów akcji, bez przerysowanych postaci i pozbawioną poetyki snu i nierealności. Nawet tytuł ma właśnie taki: "Prosta historia". To opowieść o staruszku, który postanawia pogodzić się ze swym starszym bratem. Alvin Straight niedowidzi, dawno temu odebrano mu prawo jazdy, ale jakoś musi przebyć te 300 mil, jakie dzielą go od brata. Przemierza je małym traktorkiem z przyczepką. Towarzyszymy mu w tej odysei, w trakcie której spotyka ludzi, zaprzyjaźnia się z nimi, cieszy się - może po raz pierwszy - życiem. A więc jest nadzieja, człowiek może zaznać dobra i miłości, a siła przebaczenia jest mocniejsza niż zło. Isabella Rossellini powiedziała o Lynchu: "David jest bardzo religijną osobą. Bardzo duchową. Każdy człowiek, który jest religijny, wciąż próbuje definiować, czym jest dobro i zło, chociaż jest to tak nieuchwytne. Myślę, że jest to jądro jego twórczości filmowej". W kontekście tej wypowiedzi film "Prosta historia" wcale nie odbiega tak bardzo od reszty twórczości Lyncha.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki