Logo Przewdonik Katolicki

Wielki strach

Jerzy Marek Nowakowski
Fot.

Londyn, połowa lat osiemdziesiątych. Biegnie sobie bezpański pies, a za nim pędem grupka "bobbies", policjantów w charakterystycznych wysokich hełmach. Boki by można zrywać, gdyby nie fakt, że to nie pies się boi, ale policjanci. IRA wpadła bowiem na pomysł przywiązywania bomb do psów i zdalnego ich detonowania. A policja otrzymała zadanie łapania i sprawdzania każdego bezpańskiego...

Londyn, połowa lat osiemdziesiątych. Biegnie sobie bezpański pies, a za nim pędem grupka "bobbies", policjantów w charakterystycznych wysokich hełmach. Boki by można zrywać, gdyby nie fakt, że to nie pies się boi, ale policjanci. IRA wpadła bowiem na pomysł przywiązywania bomb do psów i zdalnego ich detonowania. A policja otrzymała zadanie łapania i sprawdzania każdego bezpańskiego psa.


Celem współczesnego terroryzmu jest wywołanie strachu. Ślepy wybór ofiar, masowa skala zagrożenia mają, w zamyśle atakujących, paraliżować zaatakowane państwo, prowadzić do spadku zaufania do władzy i generalnej destabilizacji. W dalszej konsekwencji powinny doprowadzić do - tak charakterystycznego dla Zachodu - poszukiwania winy w sobie i usprawiedliwienia terrorystów, a w końcu do akceptacji ich celów politycznych.
Charakterystyczne, że przywódcy akcji terrorystycznych z różnych miejsc i epok używają niemal tych samych argumentów. O destabilizacji państwa i komunistycznej rewolucji marzyli wodzowie niemieckiego RAF (frakcja czerwonej armii) oraz włoskich "Czerwonych Brygad". O destabilizacji państwa i powszechnej rewolucji islamskiej marzy Al Kaida. Takie cele przyświecały też Palestyńczykom z "Czarnego Września" mordującym sportowców podczas olimpiady w Monachium.

Sukcesy międzynarodówki strachu


W Libanie terroryści doprowadzili do kompletnej destrukcji państwa i przekształcenia kraju zwanego Szwajcarią Bliskiego Wschodu w obszar nędzy i totalnej niestabilności. W Afganistanie z kolei udało się terrorystom stworzyć teokratyczną republikę islamską. Próbowali tego samego w Jordanii i tylko wygnanie Palestyńczyków uchroniło bliskowschodnie królestwo przed losem Afganistanu lub Libanu.
Strach, w zamyśle terrorystów, winien dotknąć przede wszystkim sytych i zadowolonych z siebie mieszkańców Zachodu. Celem politycznym terrorystów jest zburzenie tego świata, zabicie Wielkiego Szatana, który za pomocą telewizji, whisky i McDonald'sa niszczy wartości - zależnie od terrorysty - socjalistyczne, islamskie czy inne. Wielki Szatan jest silny, ma armie, czołgi, wywiady i mnóstwo pieniędzy. Na początku potrzebny jest więc strach. Taki, który paraliżuje i pozbawia woli. Żydzi, Amerykanie, Europejczycy muszą zacząć się bać. Bać się wyjścia na ulicę i przesiadywania w kinie, zatrzymania samochodu na stacji benzynowej i wejścia do samolotu.
Halloween na serio


Przerażenie powinno w zamyśle terrorystów uderzyć w konsumpcję, zmienić styl życia i doprowadzić do spadku zaufania do polityków i polityki demokratycznej jako takiej. Strach ma paraliżować inwestorów i prowadzić do załamania się kursów na giełdzie. Ludzie powinni zamknąć się w domach i nie wychodzić z nich, a już szczególnie nie wyjeżdżać w interesach.
Turyści, są kolejnym celem ataków terrorystycznych. Roznoszą przecież zarazę szkodliwego stylu życia, budzą nastroje konsumpcyjne, sprzeniewierzają się regułom prawdziwej wiary.
Po wszystkich wielkich atakach terrorystycznych powtarzało się to samo zjawisko. Kryzys linii lotniczych, spadki giełdowe, kolejki do gabinetów psychoterapeutów. W wyniku akcji terrorystycznych przestaliśmy jeździć do Egiptu i Algierii, nie uświadczymy turysty w przepięknym Iranie i na całym Bliskim Wschodzie. Za chwilę normalny obywatel Zachodu zrezygnuje z Indonezji, Tunezji, może i Turcji. Coraz mniej chętnie siadamy w kawiarniach Paryża czy Marsylii, gdy przy stolikach widzimy wyłącznie arabskie twarze.
Spieramy się o definicję terroryzmu. Raz tej nazwy nadużywamy, kiedy indziej omijamy ją, bojąc się nazwać rzeczy po imieniu. Toczymy wojnę z terroryzmem, wymieniając nazwę Al Kaida i kilkudziesięciu innych organizacji, a jednocześnie nie określamy istoty zjawiska. Otóż sądzę, że cechą odróżniającą terroryzm od terroru jest właśnie zamysł wywołania powszechnego strachu. W tym sensie terrorystą był bardziej bandyta-snajper terroryzujący Waszyngton, a w mniejszym stopniu Czeczeńcy z teatru na Dubrowce, którzy starali się nie zabijać zakładników, czy zamachowiec strzelający do generała czy polityka.

Niewiedza jest bronią


Broniąc się przed terrorystami, bardzo często ułatwiamy im zadanie. Rewizje i bramki magnetyczne na lotniskach i w gmachach urzędowych wcale nie powiększają poczucia bezpieczeństwa. Raczej powodują ściągnięcie żołądka i przypomnienie - tu może być bomba. Worki wypełnione nożyczkami i pilnikami do paznokci na lotniskach całego świata to setki tysięcy wściekłych obywateli i radosny rechot bin Ladena. Psychoza strachu po zamachach samobójczych w Izraelu, zamknięte dyskoteki i kawiarnie na Bali, omijanie Kenii to realizacja celów, jakie stawiali sobie mordercy. Ich zwycięstwo. Ich zwycięstwem jest też ulica londyńska (na wszelki wypadek także warszawska i tokijskie metro!) oczyszczona z koszy na śmieci, bo terroryści północnoirlandzcy podkładali w nich bomby.
Terroryści wygrali pierwszą rundę w tym sensie, że świat stał się zdecydowanie mniej bezpieczny i przyjazny spokojnemu obywatelowi. Strach dotyka nas wszystkich, kiedy wsiadamy do samolotu i gdy wyjeżdżamy na wakacje. Po 11 września postępuje również izolacja społeczności islamskich od ich otoczenia zachodniego w Europie i Ameryce. Pojawia się nienawiść, siostra bliźniaczka wielkiego strachu.
Od lat siedemdziesiątych będących początkiem zorganizowanego terroryzmu politycznego wygrywamy z nim wcale nie dzięki służbom specjalnym i środkom bezpieczeństwa. To tylko sposób na zmniejszenie liczby ofiar. Wygrywamy naszym lenistwem, bezwładnością społecznych zachowań i zamiłowaniem do wygody. Podczas gdy bandyta liczy, że sparaliżowany strachem pan Smith będzie siedział w domu, nerwowo mnąc serwetkę i wypatrując w telewizji kolejnych ofiar zamachów, umowny pan Smith właśnie wybiera się do kina, bo o zamachu nie słyszał i słuchać nie chce. Nie rezygnuje z wycieczki na Karaiby, bo przeliczył sobie, że prawdopodobieństwo zamachu nie jest większe, niż wypadku samochodowego. A w ogóle, jak bohaterowie drugorzędnych filmów akcji, uważa, że byle terrorysta nic mu nie zrobi. Najczęściej strach omija go, powiedzmy sobie szczerze, z głupoty i niechęci do refleksji. Ale to Mr. Smith jest najskuteczniejszym przeciwnikiem terrorysty.
Wiele wskazuje na to, że w najbliższych tygodniach dojdzie do wojny z Irakiem. Saddam i jego liczni sojusznicy z Północnej Korei, także z Iranu i dziesiątek dyktatur obawiających się Zachodu, zamierzają nas zastraszyć. Polska będzie jednym z uczestników koalicji antyirackiej. Usłyszeliśmy to oficjalnie z ust ministra spraw zagranicznych. I nie można wykluczyć, że staniemy się celem ataków terrorystycznych. Warto wówczas pamiętać, o co chodzi bandytom podkładającym bomby - i nie dać się zastraszyć.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki