Logo Przewdonik Katolicki

Islamska Europa?

Grzegorz Górny
Fot.

Czy piątek będzie w Europie dniem wolnym od pracy? Czy z minaretu mariackiego w Krakowie rozlegał się będzie o godzinie dwunastej nawołujący do modłów głos muezzina? Czy Bazylika św. Piotra stanie się meczetem? W wigilijnym wydaniu jednego z ogólnopolskich dzienników ukazała się ciekawa rozmowa z Ryszardem Kapuścińskim na temat prognoz cywilizacyjnych na wiek XXI. Autor "Cesarza"...

Czy piątek będzie w Europie dniem wolnym od pracy? Czy z minaretu mariackiego w Krakowie rozlegał się będzie o godzinie dwunastej nawołujący do modłów głos muezzina? Czy Bazylika św. Piotra stanie się meczetem?


W wigilijnym wydaniu jednego z ogólnopolskich dzienników ukazała się ciekawa rozmowa z Ryszardem Kapuścińskim na temat prognoz cywilizacyjnych na wiek XXI. Autor "Cesarza" i "Szachinszacha" powiedział m.in., że przyszły świat "to będzie świat rosnącej konkurencji, coraz większej liczby ludzi, produktów, problemów. Jeśli Europa chce ocalić siebie w takim świecie, może to uczynić tylko powiększając się - powiększając swój rynek, liczbę ludności, wydajność pracy.
A jak to uczynić? Odmłodzić się. Skąd jednak czerpać młode siły do tego wielkiego wyścigu? Tylko od sąsiadów. Na północy sąsiadem Europy jest morze. Na wschodzie rozszerzenie już się dokonało. Na południu zaś jest świat islamu. Europa nie ma innych źródeł naboru nowej siły. (...) Rozszerzenie na Wschód nie rozwiąże problemu, o którym mówimy, bo nasze społeczeństwa też są raczej stare. Żeby nadal liczyć się w światowym wyścigu - a to jest przecież fundament problemu europejskiego - Europa musi importować młodą siłę roboczą z młodych, prężnych, dynamicznych i ambitnych społeczeństw islamu."
Kapuściński kończy swój wywód stwierdzeniem, że "Europa nie ma innego wyjścia. Nie może sobie wybrać miedzy tymi czy tamtymi. Morze Śródziemne i Bliski Wschód to jedyne drogi dopływu młodych ludzi do Europy. Sądzę, że Europa będzie ewoluować od cywilizacji chrześcijańskiej ku chrześcijańsko-islamskiej."

Demografia islamu


Obecne trendy migracyjne i demograficzne zdają się potwierdzać prognozy Kapuścińskiego. Jeszcze w roku 1900 wyznawcy Allaha stanowili 12,4 procent populacji naszego globu, sto lat później jest ich już ok. 25 procent. O ile w ciągu ostatniego półwiecza liczba chrześcijan na Ziemi wzrosła o 47 procent, o tyle liczba muzułmanów aż o 235 procent. Nic dziwnego, że liczba wyznawców islamu na świecie przyrasta w tempie najszybszym, skoro statystyczna kobieta muzułmańska rodzi sześcioro dzieci, a dla statystycznej kobiety w krajach zachodnich średnia ta wynosi 1,7 (warto w tym miejscu dodać, że warunkiem odnawiania pokoleń w danej społeczności jest utrzymanie współczynnika 2,1 dziecka na kobietę). W dodatku społeczeństwa islamskie są znacznie młodsze od europejskich, np. ponad połowa mieszkańców Algierii nie przekroczyła jeszcze dwudziestego roku życia.
Wysoki przyrost naturalny łączy się w krajach muzułmańskich z bardzo niskim poziomem życia. Państwa islamskie, które zajmują 23 procent powierzchni ziemi, i które liczą 25 procent populacji globu, wytwarzają zaledwie 8,5 procent dochodu światowego. Głównym źródłem zysku dla tych krajów jest eksport ropy naftowej. Tam jednak, gdzie nie ma tego surowca, panuje bieda. Na przykład 60 procent mieszkańców Maghrebu żyje za mniej niż jednego dolara dziennie.
Nic więc dziwnego, że owe masy ubogich i pozbawionych perspektyw muzułmanów coraz częściej z tęsknotą spoglądają ku Europie, która z kolei jest zamożna, ale brakuje jej rąk do pracy, gdyż przyrost naturalny stale maleje.

Obecnie na naszym kontynencie żyje, według różnych szacunków, od 25 do 33 milionów muzułmanów, a ich liczba stale rośnie. Na Zachodzie najwięcej mieszka ich we Francji - ok. 5 mln, w Niemczech - ok. 3 mln i w Wielkiej Brytanii - ok. 2,5 mln. W Berlinie jest ich ok. 200 tysięcy, a więc więcej niż katolików. Aż 57 procent dzieci urodzonych w ostatnim roku w Brukseli poczęło się w rodzinach islamskich.

Misyjność islamu


W zsekularyzowanym otoczeniu europejskim muzułmanie wcale nie porzucają masowo swojej wiary, lecz nadal pozostają gorliwi religijnie. Pod względem liczby osób praktykujących są najliczniejszą religią m.in. w Norwegii czy w Holandii. Oblicza się, że w Niemczech "praktykuje" ok. 6 mln katolików i protestantów oraz ok. 2 mln muzułmanów - oznacza to, że 25 procent wszystkich praktykujących stanowią wyznawcy Allaha.
Dzieje się tak m.in. dlatego, że imigracja z krajów muzułmańskich nie ma charakteru tylko zarobkowego. Swego czasu, przebywając w Kazachstanie - kraju, który stanowi swoistą "szarą strefę" między wpływami chrześcijaństwa i islamu - spotkałem dwie rodziny katolickie na misjach. Były to dwie wielodzietne rodziny związane z neokatechumenatem (jedna z Polski, druga z Włoch), które przyjechały tam, by żyć wśród Kazachów i swym codziennym życiem pociągać ludzi ku Chrystusowi. Otóż w krajach europejskich podobnych rodzin na misjach, tyle że muzułmańskich, są tysiące. Nie kupują ani nowych samochodów, ani komputerów, bo nie po to przyjechali do Europy. Przyjechali, by szerzyć islam. Budują więc meczety, otwierają medresy, zakładają wspólnoty.
Islam liczy sobie ponad 1300 lat, a więc tyle, ile chrześcijaństwo w średniowieczu - i jest tak samo gorliwy jak średniowieczne chrześcijaństwo. Włoska pisarka i reporterka Oriana Fallaci uważa, że islam jest tak dynamiczny i ekspansywny, ponieważ ożywia go wewnętrzny żar, który przez sytych i zblazowanych Europejczyków został w dużej mierze zatracony. Fallaci oskarża więc Zachód o zanik pasji.
Jest to dosyć ważne stwierdzenie zwłaszcza w kontekście zapowiadanego "konfliktu cywilizacji", o którym pisał w latach 90. amerykański politolog Samuel Huntington. Otóż miarą żywotności danej cywilizacji jest to, czy znajdą się ludzie gotowi oddać za nią życie. W świecie islamu takich ludzi są tysiące, może nawet dziesiątki czy setki tysięcy osób gotowych umrzeć za Allaha. Powstaje pytanie: za co warto umierać mieszkańcowi Zachodu? Za prawa człowieka? Za demokrację? Za wolny rynek?
Wielu publicystów snuje w związku z tym analogie między dzisiejszą sytuacją Europy a zmierzchem Imperium Rzymskiego. Otóż starożytny Rzym upadł nie dlatego, że skruszyła się jego potęga polityczna czy militarna, ale dlatego, że upadła motywacja do obrony jego mieszkańców. Dlatego też został zalany przez barbarzyńców ze Wschodu. Coś podobnego może przydarzyć się i współczesnym Europejczykom.

Polityka islamu


Przytoczonemu na początku rozumowaniu Ryszarda Kapuścińskiego nie da się nic zarzucić - jeśli priorytetem będzie dla nas uczestnictwo w światowym wyścigu cywilizacyjnym. Dla chrześcijanina jednak sprawą centralną pozostaje kwestia szerzenia Ewangelii. Nic więc dziwnego, że arcybiskup Bolonii, kardynał Giacomo Biffi zaproponował, by w polityce imigracyjnej kierować się kryterium wyznaniowym i preferować przyjmowanie z Trzeciego Świata ludności chrześcijańskiej, a nie muzułmańskiej. Po tym oświadczeniu hierarcha został przez włoską prasę okrzyknięty ksenofobem i rasistą.
Ci, którzy krytykowali kardynała, nie przykładają jednak zazwyczaj takiej samej miary do oceny islamu. Nie doceniają też motywacji religijnych, jakie stoją za wyznawcami Allaha. Otóż w islamie nie istnieje podział na sacrum i profanum - wszystkie dziedziny życia mają charakter sakralny, także polityka. Dlatego muzułmanin ma obowiązek dążyć do podporządkowania nakazom swojej religii całej przestrzeni publicznej.
Mahometanie dzielą świat na dwie części: dar al Islam (dom islamu - czyli tereny pod kontrolą muzułmańską) oraz dar al Harab (dom niewiernych - to znaczy wszystkie pozostałe kraje). Tam, gdzie wyznawcy Allaha żyją w mniejszości, mogą podporządkować się panującym powszechnie prawom, ale mają obowiązek dążyć do tego, by stać się większością i narzucić pozostałym swoje prawo religijne szariat. Z tego nakazu nie mogą zrezygnować nigdy.
Trzeba przyznać, że dla rozkrzewiania swojej wiary muzułmanie znakomicie wykorzystują obowiązujące w Europie prawo. Na przykład w Belgii islam został uznany za jedną z pięciu oficjalnych religii tego kraju, a rząd w Brukseli od trzech lat przeznacza co roku 20 mln euro na opłacenie nauczycieli religii islamskiej w szkołach i na utrzymanie ok. 300 działających w państwie meczetów. Jak podał dziennik "Le Soir", ok. 20 tysięcy Belgów przeszło w ostatnich latach na islam.
Zachodni zwolennicy muzułmańskiej imigracji mają nadzieję, że w europejskim środowisku islam utraci swą żarliwość i zsekularyzuje się. W chwili obecnej nic na to jednak nie wskazuje, zaś znawcy problemu podkreślają, że raczej nie powinno się liczyć na zliberalizowanie i zdemokratyzowanie religii muzułmańskiej.
Wydawca bengalskiej gazety w Wielkiej Brytanii, Harunur Rashid Tipu oświadczył wprost, że celem tamtejszej Organizacji Młodzieży Islamskiej jest zbudowanie w Anglii społeczeństwa islamskiego. Z kolei w wywiadzie dla włoskiej prasy szejk Bakir powiedział bez ogródek, iż jego marzeniem jest, aby nad Bazyliką św. Piotra w Rzymie załopotał zielony sztandar Mahometa.
Czy są to scenariusze niemożliwe? W pierwszych wiekach naszej ery głównymi centrami chrześcijaństwa były Afryka Północna i Azja Mniejsza. To z tamtych terenów wywodziła się znakomita większość świętych i Ojców Kościoła. Dziś chrześcijanie na tych ziemiach są uciskaną lub ledwie tolerowaną mniejszością, zaś wszędzie niepodzielnie panuje islam.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki