Ale chrześcijaństwo w Italii...
W kraju takim jak Włochy chrześcijańskie korzenie cywilizacji nie podlegają dyskusji. Zbyt wyraźne i żywe jest to, co z tych korzeni wyrosło, aby ktokolwiek mógł je zanegować. Nie sposób przeoczyć Bazylikę św. Piotra, nie "poczuć się ogarnionym przez polichromię Michała Anioła", przejść obojętnie obok światła ukrytego w obrazach Caravaggia...
Ale chrześcijaństwo w Italii to nie tylko kultura. We włoskiej telewizji rekordy oglądalności biją filmy fabularne o Janie XXIII, Ojcu Pio, tradycyjnie dobrym proboszczu Don Matteo. Tutejsze przywiązanie do świętych nie ma sobie równych. Przed paroma miesiącami dziennikarze z "La Stampa" zrobili ankietę wśród znanych postaci życia publicznego, pytając, którego ze świętych uznają za swego patrona. Odpowiedzieli wszyscy, z komunistami i paramasonami włącznie. Bez obaw, że zostaną posądzeni o wiarę w zabobony.
Miniony tydzień rozpoczął się we Włoszech od spontanicznej kampanii w obronie krzyża. Przed weekendem sąd w Aquili polecił usunąć krzyże ze szkoły, do której chodzą synowie islamskiego eksternisty.
Decyzja sądu została przyjęta z entuzjazmem, ale nie w Italii. Reuter przypominał, że krzyż to relikt faszystowskiego reżimu, paryskie dzienniki koncentrowały się na uzasadnieniu wyroku, a wg czeskich "Lidovych novin" chodziło o walkę świeckiego państwa z biskupami i konserwatystami.
Inaczej we Włoszech. Tu, jak mało kiedy, wszyscy mówili jednym głosem. Od prezydenta po ludzi spotkanych w barze przy porannej kawie, od nacjonalistów po komunistów, od biskupów po rzymskiego rabina, od watykańskiego "L'Osservatore" po liberałów, masonów i ateistów. Wypowiedzi tych ostatnich są chyba najciekawsze, bo najbardziej kontrastują z entuzjazmem z zagranicy. "Nie ruszać krzyża. Tak mówi ateista - pisał na pierwszej stronie poniedziałkowego "Il Giornale" Paolo Guzzani - Krzyż to symbol wiary dla tych, którzy wierzą. Ja nie wierzę, ale nie chlubię się tym i myślę, jak chyba wszyscy tzw. laicy, że ci, którzy wierzą w chrześcijańskiego Boga, reprezentują wartości, które uznaje również i ten, kto chrześcijaninem nie jest".
W kontekście prac nad europejską konstytucją debata nad krzyżem wykracza poza granice Włoch. "Nie chcemy skończyć jak Francja" - pisze Guzzani i pokazuje, że świeckość państwa nie musi być antychrześcijańską fobią. Wraz z innymi broni krzyża, bo, jak twierdzi, nie jest on "symbolem osobistych uczuć, lecz kolektywnej przynależności do cywilizacji, która dzięki chrześcijaństwu (...) stawiała opór barbarzyńcom (...), pochłaniała ich i przemieniała mocą idei, która kształtowała postawę obywatelską, chroniła najsłabszych, osłaniała przed mieczem". Pojmowany w tej perspektywie krzyż - konkluduje Guzzani - "jest symbolem historii, który tu, na Zachodzie, reprezentuje wszystkich nas - niewierzących - również".
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









