Jedno z wielkopolskich miasteczek. Na rynku i na uliczkach wokół rynku kilkanaście różnej branży sklepów. Wśród nich jeden zasługujący na szczególną uwagę. Istnieje i nieźle prosperuje od trzynastu lat. Klientom oferuje artykuły spożywcze, chemiczne i papiernicze. Jego zaś cechą nad wyraz szczególną jest to, że zawsze jest zamknięty w niedziele i święta oraz wśród setek artykułów spożywczych nie oferuje alkoholu.
Każdy Czytelnik musi przyznać, że w Polsce sklepów, w których można nabyć artykuły spożywcze z wyjątkiem alkoholu, jest bardzo mało. A na dodatek, żeby te sklepy były zamknięte w niedziele i święta, to już zjawisko niebywałe. Przedstawiony temat do refleksji z jednej strony można zbagatelizować, wychodząc z założenia, że dziś zjawisko to jest tak powszechne, że nic nie da się zrobić. Wszelkie działania przeciwstawienia się temu to prawdziwa walka z wiatrakami. Z drugiej zaś, za zjawiskiem tym kryje się poważna wina moralna. Właściciele sklepów decydują o wszystkim. To oni określają, kiedy ich sklep jest otwarty, a kiedy zamknięty, oraz co w nim może kupić potencjalny klient (inaczej jest na przykład z aptekami). To oni, nie pracując w niedzielę, zmuszają do tego zatrudniony personel. Czy ich winę można zmniejszyć, zakładając, że brakuje im pełnej świadomości grzechu?
Z drugiej strony lady stoimy my, czyli klienci. Ilu z nas w niedzielę podejmuje zakupy niekonieczne? Ilu z premedytacją na niedzielę odkłada zakup potrzebnych artykułów? Może nie do końca świadomie, ale gdzieś to koło winy się zamyka. Gdyby katolicy w imię chrztu, wiary i przekonania nie kupowali w niedziele i święta, to właściciele sklepów nie otwieraliby. I koło wiary prostej i czytelnej by się zamknęło... Znamienna rzecz, w miejscowości, w której mieszkam, są cztery sklepy spożywcze. We wszystkich można kupić alkohol i wszystkie są otwarte w niedziele i święta, a życie religijne ich właścicieli okryte jest gęstą mgłą tajemnicy...
Co więc robić? Ano brać przykład z tych katolików, dla których dzień święty jest święty. Właściciele sklepów, o ile są wierzący, niech uwierzą, że szanując prawo Boże i kościelne, też można prosperować całkiem nieźle. Co więcej, niech cieszą się uczciwie zarobionym groszem i czystym, spokojnym sumieniem.
Nawet jeśli przedstawiony problem jest rzeczywiście duży i nie przestał być problemem w mentalności wielu Polaków, to najgorsze zło jest wtedy, gdy zło dobrem się staje. A staje się, jeżeli robimy zakupy w niedziele i święta bez żadnych wyrzutów sumienia. W niejednym kraju Unii Europejskiej w niedzielę sklepy i markety są zamknięte. Tamte społeczeństwa, choć zlaicyzowane i niekiedy religijnie obojętne, nie zatraciły naturalnego instynktu poszanowania niedzieli. A my?
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




