Logo Przewdonik Katolicki

Kto kogo prześladuje

Grzegorz Górny
Fot.

Od kilkunastu lat trwają starania Stolicy Apostolskiej, by Jan Paweł II mógł przyjechać z pielgrzymką do Rosji. Od kilkunastu lat też nie ustają zabiegi Watykanu, by Ojciec Święty spotkał się z patriarchą Wszechrusi i Moskwy Aleksym II. Wszystko nadaremnie. Patriarchat moskiewski stanowczo sprzeciwia się wizycie Papieża w Rosji, zaś Aleksy II zdecydowanie odmawia spotkania z Janem...

Od kilkunastu lat trwają starania Stolicy Apostolskiej, by Jan Paweł II mógł przyjechać z pielgrzymką do Rosji. Od kilkunastu lat też nie ustają zabiegi Watykanu, by Ojciec Święty spotkał się z patriarchą Wszechrusi i Moskwy Aleksym II. Wszystko nadaremnie.


Patriarchat moskiewski stanowczo sprzeciwia się wizycie Papieża w Rosji, zaś Aleksy II zdecydowanie odmawia spotkania z Janem Pawłem II. Jako oficjalny powód podaje się najczęściej dwie przyczyny. Pierwszą ma być prozelityzm Kościoła katolickiego na ziemiach byłego Związku Sowieckiego, które Cerkiew moskiewska uważa za "kanoniczne terytorium" rosyjskiego prawosławia. Jako drugą przyczynę podaje się natomiast "prześladowanie prawosławnych przez grekokatolików na Ukrainie Zachodniej".
Agencje prasowe i wielkie media rozpowszechniają te argumenty, cytując dokumenty i wypowiedzi moskiewskich hierarchów. Mało kto zadaje sobie jednak trud, by sprawdzić, jak wygląda to mające trwać od kilkunastu lat "prześladowanie prawosławnych" na Ukrainie.

Wyjęci spod prawa


Najczęściej nie mówi się niemal w ogóle o tym, że Kościół greckokatolicki, którego centrum stanowiła Ukraina Zachodnia, był najbardziej prześladowaną konfesją w Związku Sowieckim. O ile działalność rzymskich katolików i prawosławnych była represjonowana i ściśle limitowana, o tyle grekokatolików wyjęto spod prawa i odmówiono im prawa istnienia.
W 1946 roku na rozkaz Stalina zwołano we Lwowie marionetkowy "sobór" Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, na którym zdecydowano o samorozwiązaniu się grekokatolików i przystąpieniu ich do prawosławia. W pseudosoborze nie brał udziału żaden z siedemnastu greckokatolickich biskupów, którzy odmówili podporządkowania się Stalinowi i przyłączenia do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Wszyscy zostali uwięzieni i zesłani na Sybir, a zsyłkę przeżył tylko jeden z nich (metropolita lwowski Josif Slipyj, zwolniony w 1962 roku przez Nikitę Chruszczowa na prośbę Jana XXIII).
Aktywny udział w likwidacji Kościoła greckokatolickiego wzięło prawosławne duchowieństwo, zwłaszcza rosyjscy hierarchowie. Na Ukrainie Zachodniej wiele świątyń greckokatolickich przejęli na własność właśnie prawosławni. Mimo prześladowań Kościół greckokatolicki pozostał wierny Stolicy Apostolskiej i działał dalej w podziemiu. Konspiracyjnie odprawiano Msze i udzielano sakramentów, istniały nielegalne klasztory, toczyło się "katakumbowe" życie religijne.
Po upadku komunizmu niemal z dnia na dzień na Ukrainie Zachodniej ujawniło się kilka milionów grekokatolików. Zaczęli oni domagać się zwrotu zagrabionych im bezprawnie świątyń. Wiele obiektów jest jednak użytkowanych przez prawosławnych. W 300 miejscowościach doszło z tego powodu do sporów między prawosławnymi a grekokatolikami. Niekiedy kończyły się one rękoczynami. Trudno jednak mówić o jednostronnym prześladowaniu prawosławnych. W praktyce o przyznaniu własności decydują sympatie lokalnej administracji, która przeważnie skłania się ku jednej ze stron, co automatycznie wywołuje niezadowolenie drugiej strony.
Najlepiej prześledzić to zjawisko na przykładzie konkretnej sytuacji. Dlatego też poniżej przytaczamy obszerne fragmenty listu, jaki do prokuratora generalnego Ukrainy Światosława Piskuna wysłał 11 sierpnia br. dziekan Kościoła greckokatolickiego Wasyl Danyłasz z regionu Welyke Berezne (region ten leży w diecezji mukaczewskiej i graniczy z naszymi Bieszczadami).

List do prokuratora generalnego


"Ostatnimi czasy w rejonie Welyke Berezne daje się zauważyć pragnienie wielu obywateli oraz ich rodzin, by powrócić do Kościoła greckokatolickiego, który był w czasach sowieckich zakazany, ale do którego należeli ich ojcowie, a nawet i oni sami w dzieciństwie i młodości. W pewnej mierze sprzyja temu zachowanie prawosławnego duchowieństwa, które chce rozwiązać problemy wyznaniowe wyłącznie metodami siłowymi, przypominającymi akcje terrorystyczne. Niestety, akcje te prawosławne duchowieństwo przeprowadza najprawdopodobniej za wiedzą prokuratora rejonowego Michajła Cubyny, a być może są one i przez niego zaplanowane...
W niedzielę 10 sierpnia 2003 roku, w wiosce Kostryno, na szosie nieopodal starej świątyni, prawosławni duchowni okrutnie pobili greckokatolików, którzy zebrali się, aby się pomodlić na cmentarzu greckokatolickich księży, znajdującym się na terenie świątyni. Od 1999 roku świątynia ta stoi pusta (dla potrzeb parafii prawosławnej wybudowano nową świątynię), jest ona unikalnym zabytkiem drewnianej architektury sakralnej i znajduje się pod ochroną państwa (decyzją z dnia 7 lutego 1973 roku). Nie zważając na to, świątynia została rozgrabiona przez niektórych działaczy cerkiewnych. Bez śladu przepadły z niej unikalne ikony, starodawne księgi cerkiewne oraz inne przedmioty o wielkiej wartości. Śledztwo w sprawie kradzieży prowadziła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. W pewnym momencie sprawę przejęła prokuratura rejonowa i pośpiesznie ją zamknęła... Wkrótce potem miejscowy ksiądz prawosławny ogłosił, że świątynię trzeba rozebrać... Oburzyło to część patriotycznie nastawionych mieszkańców wioski, którzy 16 maja 2002 roku zarejestrowali w zakarpackiej administracji statut nowo utworzonej parafii greckokatolickiej i poprosili o możliwość korzystania ze starej świątyni, zastrzegając, że będą dbać o ochronę cennego zabytku. Do ich prośby pozytywnie ustosunkował się ówczesny szef zakarpackiej administracji Hennadij Moskal, a na sesji Rady Wiejskiej w Kostrynie 26 września 2002 roku przyjęto decyzję "O wydaniu pozwolenia na odprawianie Mszy świętej w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Opiekuńczej".
Kiedy jednak pan Moskal wyjechał z Zakarpacia, prawosławny biskup Agapit odmówił przekazania świątyni grekokatolikom. Wówczas greckokatolicka parafia postanowiła, że będzie tymczasowo modlić się przed zamkniętą świątynią, w pobliżu znajdujących się tam grobów. Prawosławny biskup, kiedy się o tym dowiedział, wysłał tam kilku swoich mnichów, którzy oświadczyli, że będą w tym miejscu budować swój klasztor, chociaż nie było na to i nie ma żadnej zgody, ani władz wiejskich, ani rejonowych, ani obwodowych.
3 sierpnia 2003 roku, obok zamkniętej furtki na dróżce prowadzącej do świątyni, spotkał nas nietrzeźwy ksiądz Iwan Liach z wioski Liuta oraz "mnisi" o dziwnej powierzchowności, którzy powitali nas przekleństwami i pogróżkami. Kiedy zaczęliśmy się modlić na mostku przed zamkniętą furtką, Iwan Liach przywiózł trzema samochodami, z baru w sąsiedniej wiosce, kilkunastu na wpół rozebranych mężczyzn. Na szczęście "wolontariusze" bójki nie wywołali, choć Liach groził mi nocną wizytą z przyjaciółmi, a młodej grekokatoliczce z Kostrynia - zbiorowym gwałtem. Na koniec obiecał nam, że następnej niedzieli zrobi nam "p...".
Okazało się, że Liach nie rzucał słów na wiatr. 10 sierpnia, ledwie wymówiłem pierwsze słowa modlitwy, nagle pojawił się ksiądz Iwan, od którego czuć było alkoholem. Rozerwał na mnie albę, wyrwał mi z rąk mszał i wyrzucił go. Jednocześnie otrzymałem potężny cios w głowę od Wasyla Kowacza - prawosławnego dziekana z rejonu Welyke Berezne - który bił mnie na oślep jak popadnie. Drugi cios dostałem w ucho i padłem na ziemię... Kiedy próbowałem wstać, Kowacz kopnął mnie z całej siły w pachwinę... Jeszcze bardziej dotkliwie ode mnie pobity został młody mnich z zakonu bazylianów z wioski Małe Berezne brat Andrij Dziura. Dostało się też naszym diakonom - Wasylowi Chowpie, Fedorowi Szelesnakowi oraz niektórym seminarzystom. Nic w tym dziwnego, ponieważ atakujących nas duchownych prawosławnych oraz ich krewnych było mnóstwo. Kierował nimi na placu boju Wasyl Kowacz, zaś z samochodu obserwował manewry swych duszpasterzy biskup Agapit.
Później dowiedzieliśmy się, że na wspólnej naradzie prawosławnych duchownych z prokuratorem Cubyną postanowiono dać nauczkę grekokatolikom z Kostrynia, żeby odpłacić im za Myrczę. Rzecz w tym, że prawosławna parafia w wiosce Myrcza (gdzie mieszka prokurator ze swoją rodziną) postanowiła w czerwcu br. wraz ze swym księdzem Iwanem Czeparą zmienić konfesję i przejść do Kościoła greckokatolickiego.
Do obwodowej administracji wpłynęły odpowiednie dokumenty z prośbą o zalegalizowanie tej decyzji. Wówczas jednak rodzina prokuratora założyła swoją parafię, złożoną przeważnie z ludzi, którzy (podobnie jak rodzina prokuratora) nigdy wcześniej do cerkwi nie chodzili. 29 czerwca do Myrczy przyjechał biskup Agapit ze swoimi "orłami", którzy pod sutannami mieli ukryte żelazne łomy i próbowali wyłamać nimi drzwi świątyni. Mieszkańcy wioski bronili jednak swojej świątyni, co niektórzy przypłacili zresztą ranami na ciele. Zwrócili się potem ze skargą do prokuratury obwodowej, ta jednak przekazała ją prokuraturze rejonowej. Sprawa znalazła się więc w rękach prokuratora Cubyny. Nie zważając na groźby i szantaż, mieszkańcy Myrczy nie odstąpili od swej decyzji, za co spotkała nas zemsta w Kostrynie.
Pragnę dodać, że w ciągu tygodnia w budynku rejonowej administracji dwukrotnie odbywała się narada wszystkich osób zainteresowanych tym, żeby rozwiązać problem metodami pokojowymi. Ani razu nie zjawiła się tam, ani prawosławna strona, ani prokurator...".
Prawdziwość podanych w liście faktów została sprawdzona. Nie jest to zresztą jedyny tego typu przypadek na Ukrainie Zachodniej. Z powyższego pisma jasno możemy się zorientować, że zjawisko "prześladowania prawosławnych przez grekokatolików" nie wygląda wcale tak, jak odmalowuje to patriarchat moskiewski. Jako pretekst, by zaprotestować przeciw wizycie Papieża w Rosji, to jednak wystarczy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki