Logo Przewdonik Katolicki

Siewca dobra

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Ponad tysiąc osób wzięło udział w uroczystościach pogrzebowych księdza kanonika Walentego Szymańskiego 17 lipca br. na Cmentarzu Miłostowskim w Poznaniu. A przecież nie był to pogrzeb państwowego dygnitarza, lecz zwykłego emerytowanego księdza. Ze wszystkich wspomnień o księdzu Szymańskim wyłania się obraz człowieka bezgranicznie życzliwego wobec otaczającego go świata....

Ponad tysiąc osób wzięło udział w uroczystościach pogrzebowych księdza kanonika Walentego Szymańskiego 17 lipca br. na Cmentarzu Miłostowskim w Poznaniu. A przecież nie był to pogrzeb państwowego dygnitarza, lecz zwykłego emerytowanego księdza.
Ze wszystkich wspomnień o księdzu Szymańskim wyłania się obraz człowieka bezgranicznie życzliwego wobec otaczającego go świata. Parafianie podkreślają, że drzwi probostwa stały dla nich zawsze otworem. O każdej porze dnia i nocy. Ksiądz Walenty bezustannie wspierał wszystkich potrzebujących: słowem pocieszenia, dobrą radą, pomocą finansową na miarę swoich możliwości - często sam pożyczał fundusze, byle tylko móc nieść pomoc innym. Czy może zatem dziwić fakt, że śmierć ks. Szymańskiego została odebrana przez tysiące ludzi tak jak śmierć najbliższej, ukochanej osoby?
Praca z młodzieżą
Ksiądz kanonik Walenty Szymański urodził się 13 lutego 1923 roku w Ostrowie Wielkopolskim. Po maturze w 1946 roku wstąpił do poznańskiego seminarium duchownego, a 19 maja 1951 roku w poznańskiej farze otrzymał święcenia kapłańskie z rąk abp. Walentego Dymka. Pierwszą placówką duszpasterską księdza Szymańskiego była parafia pw. św. Małgorzaty w Gostyniu. Po roku został wikariuszem w parafii pw. św. Andrzeja Boboli w Czarnkowie, by po trzech latach przenieść się do Odolanowa i rozpocząć posługę w parafii pw. św. Marcina. W 1956 roku ks. Walenty trafił do parafii pw. św. Floriana na poznańskich Jeżycach. Już w seminarium i we wszystkich późniejszych latach działalność duszpasterska ks. Szymańskiego była ukierunkowana na pracę z młodzieżą. Szczególną estymą darzył formację ministrantów, którą uważał za kuźnię, w której wykuwać się miały przyszłe pokolenia dojrzałych katolików i obywateli. Stąd też częste wyjazdy młodego kapłana i młodzieży do Domu Rekolekcyjnego Archidiecezji Poznańskiej w Rościnnie. W 1957 roku ksiądz Walenty objął swoje pierwsze probostwo w parafii pw. św. Mikołaja w Wierzenicy i Kobylnicy. Po pięciu latach został proboszczem parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Owińskach. Jak mówią jego byli parafianie, we wszystkie miejsca swojej posługi ksiądz Szymański zawsze wnosił nową jakość w działalność parafii: budował, przerabiał, przystosowywał. Jednocześnie nie zaniedbywał pracy z dziećmi i młodzieżą, co więcej, stał się jednym z założycieli ruchu oazowego. Przez wiele lat współredagował "Wieczernik" - pismo Ruchu Światło-Życie. Młodzi ludzie kochali go za wspólne wyjazdy nad morze i w góry. W 1972 roku ksiądz Szymański został proboszczem parafii pw. Chrystusa Odkupiciela na osiedlu Warszawskim w Poznaniu. Tutaj przeprowadził budowę swojego życia: kościół i probostwo przy ul. Trzemeszyńskiej. Pod kierunkiem księdza Walentego parafia stała się miejscem otwartym dla każdego: młodzieży, wspólnot oazowych, ekologów oraz wszelkich "rogatych" i "zbłąkanych dusz". Nad wszystkimi tymi grupami ksiądz proboszcz sprawował dyskretną i życzliwą opiekę. Bywały dni, kiedy na plebanii przebywało jednocześnie kilkadziesiąt osób. Ksiądz Walenty wszystkim udzielał gościny, podczas gdy sam usuwał się do malutkiego pokoiku, gdzie zatapiał się w modlitwie. Jednocześnie w każdej chwili gotów był służyć pomocą i dobrą radą. Za sprawą księdza proboszcza parafialne pielgrzymki wyruszały do Rzymu, Lourdes i Fatimy. W okresie stanu wojennego ksiądz Szymański wspierał ubogich mieszkańców parafii poprzez organizowanie darów z krajów zachodnich, wydawanie odzieży i żywności. Jednocześnie udzielał schronienia represjonowanym działaczom solidarnościowego podziemia: ukrywał ich na probostwie, a także pomagał uruchomić drukarnię podziemnych ulotek.
Symbol aktywności
Po 1989 roku ksiądz Walenty zaangażował się w krzewienie idei samorządności w społeczności lokalnej, m.in. zachęcał do społecznej i politycznej aktywności w niepodległej Ojczyźnie, wspomagał działalność rady osiedla Warszawskiego - dzięki niemu ludzie uwierzyli, że praca dla ogółu ma sens. W 1992 roku - po dwudziestu latach szczególnie energicznej działalności w parafii pw. Chrystusa Odkupiciela - przeszedł na emeryturę. Cztery lata później został podniesiony do godności Honorowego Kanonika Kapituły Poznańskiej. Ale nawet na emeryturze ksiądz Walenty pozostawał symbolem aktywności - codziennie odprawiał Mszę św. w kaplicy Sióstr Miłosierdzia Bożego oraz spowiadał wiernych w poznańskiej farze. Dwa lata temu obchodził 50-lecie święceń kapłańskich. Ksiądz Walenty Szymański zmarł 14 lipca br., kilka miesięcy po swoich osiemdziesiątych urodzinach. Uroczystości pogrzebowe, którym przewodniczył abp Stanisław Gądecki Metropolita Poznański, zgromadziły liczne grono byłych wychowanków i przyjaciół ks. Szymańskiego - artystów, polityków, biznesmenów. Tych wszystkich, których przez burzliwy młodzieńczy okres przeprowadził cierpliwy i pełen dobroci ksiądz Walenty.
Bogdan Klepas, przewodniczący Zarządu Regionu Wielkopolska NSZZ "Solidarność": Ksiądz Walenty miał dla mnie olbrzymią wagę jako człowiek. Był kolegą mojego ojca, który zginął w wypadku samochodowym, kiedy miałem piętnaście lat. I to właśnie ksiądz Walenty - podówczas młody proboszcz parafii w Owińskach - pomógł mi się podnieść po tym tragicznym wydarzeniu. Wtedy zaczęła się nasza bliższa znajomość, mogę powiedzieć, nawet przyjaźń, która przetrwała wiele lat. Ksiądz Walenty był dla mnie jak drugi ojciec - kupował książki, zapraszał do kina. Zawsze był ze mną w moich najważniejszych, osobistych życiowych wydarzeniach. Cieszył się bardzo, kiedy zostałem przewodniczącym wielkopolskiej Solidarności. Wiem, że jestem tym, kim jestem dzięki ks. Walentemu i wcale się tego nie wstydzę. To on mnie uformował jako człowieka. Taki też był dla innych - w jego parafii zawsze przewijały się tłumy ludzi. Ale ludzie nie garnęli się do niego dla korzyści majątkowych; byli z nim, bo chcieli z nim być.
Michał Grześ, radny Rady Miasta Poznania: Cała moja młodość jest związana z księdzem Szymańskim - spotkania ministrantów, lekcje religii, rekolekcje w Rościnnie, wakacje w Tatrach, duszpasterstwo akademickie. Ksiądz Walenty, który był wielkim patriotą, ukształtował mnie religijnie i politycznie. Nie ukrywam, iż to, że zająłem się polityką i zostałem radnym, jest w bardzo dużej mierze jego zasługą. Myślę, że ks. Walenty miał dar znajdowania w młodych ludziach ukrytych predyspozycji i potrafił ich skierować na właściwą życiową drogę oraz podtrzymywać w chwilach zwątpienia. Znał tysiące ludzi i o każdym z nich coś mógł powiedzieć, doradzić, wysłuchać. Był dla nich jak najbliższy krewny. W rozmowie z nim czułem, że jest on tylko dla mnie. To samo odczuwali inni. Nigdy nikomu nie odmówił pomocy. Chciałbym, by imię ks. Walentego zostało w jakiś sposób uhonorowane, tak, by mógł pozostać na trwałe w pamięci mieszkańców parafii pw. Chrystusa Odkupiciela w Poznaniu.
Roman Błaszak, biznesmen, jeden z największych producentów mebli biurowych w Polsce: Dla mnie i brata ksiądz Walenty zastępował ojca. Znaliśmy go od naszych najmłodszych lat. Wyróżniał się wśród ludzi otwartością i dobrocią serca. Był wspaniałym spowiednikiem. Uczył nas, że nie należy zwracać uwagi na przeciwności losu, lecz raz obrany cel konsekwentnie realizować. Nie widział przeciwności w osiąganiu celu. Zawsze patrzył i myślał pozytywnie. Ksiądz Walenty nigdy nie przykładał wagi do rzeczy materialnych i dzielił się z ludźmi wszystkim, co miał. Tego właśnie nas uczył. To właśnie dzięki ks. Szymańskiemu zająłem się własną działalnością gospodarczą i to z jego inspiracji dokonałem wyboru branży stolarsko-drzewnej. Duchowa opieka ks. Walentego była tutaj nieoceniona.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki