Spór o konserwatyzm

Czy chrześcijanin musi być konserwatystą? Co nadaje się do konserwowania w świecie postkomunistycznym? Jaką drogę powinien wybrać chrześcijanin między tradycjonalizmem a progresywizmem?



Często zdarza się słyszeć dzisiaj głosy z różnych środowisk, które definiują się jako konserwatywne. Dodają przy tym nierzadko, że chodzi o konserwatyzm katolicki. Czy rzeczywiście konserwatyzm...
Czyta się kilka minut
Czy chrześcijanin musi być konserwatystą? Co nadaje się do konserwowania w świecie postkomunistycznym? Jaką drogę powinien wybrać chrześcijanin między tradycjonalizmem a progresywizmem?

Często zdarza się słyszeć dzisiaj głosy z różnych środowisk, które definiują się jako konserwatywne. Dodają przy tym nierzadko, że chodzi o konserwatyzm katolicki. Czy rzeczywiście konserwatyzm może być konstytutywnym elementem tożsamości katolika? Otóż wydaje się, że nie. A to dlatego, że konserwatyzm ze swego założenia ma charakter relatywny.

Istnieje pewien rodzaj relatywizmu, który - powtórzmy myśl Zygmunta Kubiaka - nazwać można zdrowym. Jest to relatywizm Księgi Koheleta, który mówi, że wszystko pod słońcem to marność; to relatywizm św. Franciszka z Asyżu, który rozdaje całą majętność ubogim; to relatywizm, który nie pozwala absolutyzować rzeczy doczesnych. Polega on nie na odrzucaniu tradycji, lecz na jej uporządkowaniu, takim uhierarchizowaniu, którego fundamentem i szczytem jednocześnie jest sam Bóg. To sprawia, że centralnym punktem samookreślenia staje się stosunek do Objawienia, czyli przyjęcie wiary chrześcijańskiej, a nie stosunek do rzeczywistości społecznej, czyli postawa konserwatywna.

Problemy z definicją

W związku z tym nasuwa się pytanie, czy chrześcijaństwo jest konserwatywne? Na początku naszej ery uważane było za ruch wywrotowy, niemal rewolucyjny. W krajach muzułmańskich jest do dziś prześladowane jako zagrożenie nie tylko dla wiary islamskiej, lecz również całego porządku społecznego. W średniowiecznej Europie z kolei było ono religią panującą, legitymizującą w dużej mierze istniejący ład publiczny. Okazuje się więc, że ta sama wiara i ta sama postawa może być w jednych warunkach uważana za konserwatywną, w innych za rewolucyjną.

Niejednoznaczności wiążą się też z samym słowem "konserwatyzm". Pamiętam, że w czasie stanu wojennego mianem konserwatystów określano "beton" PZPR, czyli działaczy pokroju Albina Siwaka czy Stefana Olszowskiego. Kłopot jest również z konserwatystami w postkomunizmie. Co jest takiego w postkomunizmie, co powinni oni zakonserwować? Jeżeli więzi międzyludzkie, a wraz z nimi całe obszary życia społecznego, nabierają cech patologicznych, to czy konserwatysta powinien je konserwować? Powinien chyba raczej je zmieniać. Ale działanie na rzecz przemian to już nie konserwatyzm, to konstruktywizm, a niekiedy nawet postawa rewolucyjna. Można oczywiście zaoponować i powiedzieć, że konserwować należy te elementy życia publicznego, które nie uległy patologiom i są spychane na margines. Co jednak zrobić, kiedy mamy do czynienia z dziedzinami, w których nie ma możliwości odwołania się do jakiegokolwiek istniejącego, żywego wzorca zachowania?

Kłopoty z obrzędami

Swego czasu rozmawiałem na ten temat z marianinem, ks. Krzysztofem Paczosem. Kiedyś uważał się on za konserwatystę, więc zupełnie podstawowy był dla niego problem obyczajów. Otóż zauważył on, że jako chrześcijanie nie posiadamy zupełnie obyczajów domowych. Ostatnio przez długi czas nasza kultura rozwijała się w ten sposób, że wszystko co dotyczyło religii, rozgrywało się w kościele, poza świątynią zaś rozciągał się cały obszar życia świeckiego z jego mnogością imprez, w których miejsca na Boga nie było. Kiedy w wielkich miastach zaczęły się rwać stosunki międzyludzkie, okazało się, że katolicy poza świątynią nie posiadają własnych obyczajów. Na wsi np. można z okazji nabożeństwa czerwcowego spotkać się pod krzyżem i wspólnie modlić. W mieście jednak jest to niemożliwe. I co wówczas?

Zdaniem ks. Paczosa, nie żyjemy już w czasach, w których należy kultywować obyczaje. Te czasy minęły, ponieważ ludzie nie znają już obyczajów. Teraz obyczaje trzeba wprowadzać. Bowiem żyć po chrześcijańsku to także posiadać chrześcijańskie obyczaje. Takie podejście wymaga jednak nie zachowawczości, lecz kreatywności.

Pytanie tylko, skąd wziąć wzorce do owej kreatywności? Redaktor naczelny "Arcanów" Andrzej Nowak jeden ze swoich tekstów napisanych niegdyś dla "Frondy" zatytułował "Postmodernizm albo czekając na świętego Benedykta". Jest to znakomity skrót czasów współczesnych. Z jednej strony postmodernizm czyli kultura wyczerpania, z drugiej nadzieja na pojawienie się nowych świętych, proroków i założycieli.

Zerwanie z tradycją czy nawiązanie do tradycji?

To nie tylko nadzieja, to także fakt. Większość dynamicznie rozwijających się dziś wspólnot katolickich tworzy nowe obyczaje. Obyczaje mające swoje korzenie w tradycji, ale często pozbawione ciągłości historycznej, przeszczepiane np. z czasów pierwszych chrześcijan. To nie przypadek, że sięga się do tamtego okresu, bowiem współczesna sytuacja cywilizacyjna podobna jest do ówczesnej: oto chrześcijańska mniejszość ma naprzeciw siebie cywilizację pogańską. Pojawia się w związku z tym pytanie: jak być chrześcijaninem w niechrześcijańskim środowisku? To pytanie, które stawiać powinien sobie każdy chrześcijanin, i na które powinien starać się odpowiadać - zarówno swoją działalnością publiczną, jak i całym życiem.

Z tego powodu kategoria konserwatyzmu wydaje się niewystarczająca dla katolickiej tożsamości. Jest ona bowiem wtórna wobec poważniejszych wyborów życiowych i na pewno nie jest konieczna dla chrześcijańskiego samookreślenia. Jest to kategoria zbyt uwikłana w kontekst historyczny, by mogła stać się światopoglądowym fundamentem.

Przykładem wtórności konserwatyzmu może być chociażby program pierwszej Partii Konserwatywnej na świecie - tzw. Manifest z Tamworth ogłoszony przez ugrupowanie brytyjskich torysów w 1834 roku. Otóż głosił on, że podstawowym celem konserwatystów jest "opieranie się radykalizmowi i powstrzymywanie (...) dalszych zgubnych wpływów demokratycznych". Tak więc u samego zarania nurtu tkwiło nie tyle pozytywne samookreślenie poprzez wyznawane wartości, ile negatywna autodefinicja poprzez przeciwstawienie się przeciwstawnym trendom.

Rozwiązanie antynomii

Poza tym banalną prawdą jest, że pewne elementy życia są zachowywane w starej formie, inne zaś ulegają daleko idącym zmianom. Jest to prawo dotyczące wszystkich organizmów żywych, w tym także Kościoła, który w związku z tym używa formuły Nova et Vetera. Gerschom Szolem pisze z kolei o dwóch wzajemnie sprzecznych i uzupełniających się aspektach każdego pogłębionego życia duchowego: konserwatywnym i rewolucyjnym. W książce "Dar i tajemnica" Jan Paweł II pisze, że owa antynomia między "tradycjonalizmem" a "progresywizmem", między "wczoraj" a "jutro" może być rozwiązana tylko przez "dziś" Jezusa Chrystusa, bowiem "Chrystus jest miarą wszystkich czasów".

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2003