Nie sposób nie zgodzić się, że w tym ironicznym stwierdzeniu jest wiele prawdy. Nie sposób jednak także nie zgodzić się, że postulaty reform nasilają się szczególnie wówczas, gdy społeczeństwo obciążone podatkami ma szczególnie dość istniejącego systemu. Jedno z tak zwanych praw Murphy'ego powiada, że ludzie zaczynają postępować racjonalnie dopiero wtedy, gdy wszelkie inne możliwości zawiodą. Wydaje się, że współczesne społeczeństwa coraz bardzie zbliżają się do tego momentu, gdy dla racjonalnych reform podatkowych nie będzie już alternatywy. Poziom absurdalności w rozwiązaniach podatkowych sięgnął bowiem zenitu. Polski system podatkowy jest tego świetnym przykładem. Nadszedł czas dokonania zasadniczej zmiany tego systemu. Pacjent, jakim jest polska gospodarka jest poważnie chory. Lekarze muszą więc podjąć ryzyko trudnej operacji. Ale lekarze, którym wyborcy dali do ręki skalpel, boją się go użyć i chyba nawet nie potrafią się nim posługiwać, zalecają więc masowania pacjenta - bo tylko tak można ocenić kolejne projekty reform. Po planie Kołodki, mamy już konkurencyjny plan Hausnera. Przy okazji dyskusji między obu ministrami nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż obaj panowie komunikują się głównie za pośrednictwem prasy, zamiast na posiedzeniach Rady Ministrów. Ciekawe tylko, który z nich jest jeszcze w rządzie, a który w opozycji, i w której.
Zlikwidować dochodowy
Reforma systemu podatkowego musi przede wszystkim uwzględnić konieczność radykalnego obniżenia opodatkowania pracy. Na skutek radosnej twórczości kolejnych rządów praca stała się w Polsce dobrem niemalże "akcyzowym". Podatki nakładane na pracę pod nazwą różnego rodzaju składek ubezpieczeniowych przypominają już akcyzę na spirytus. Pierwszym punktem reformy podatkowej jest więc zreformowanie opodatkowania pracy. Inaczej poziom bezrobocia nie spadnie w sposób radykalny. Działalność gospodarcza powinna być opodatkowana w sposób jednolity - niezależnie od tego, czy jest prowadzona przez osoby fizyczne, czy prawne. Niezwykle skomplikowany podatek dochodowy mógłby być zastąpiony prostym podatkiem przychodowym na poziomie około 1,5 proc. Byłby on płacony przez wszystkich przedsiębiorców, nawet tych, którzy dziś podatku dochodowego nie płacą, bo udaje im się wykazać stratę. Przecież nikt nie prowadzi działalności gospodarczej z pobudek altruistycznych. Dochody osób fizycznych nie prowadzących działalności gospodarczej mogłyby być opodatkowane jednolitą stawką dla wszystkich około 15 proc. Gdyby nie istniały żadne kwoty wolne od podatku i żadne ulgi podatkowe, mógłby on być płacony "u źródła", jak obecnie się to dzieje z tak zwanym "podatkiem Belki" - czyli podatkiem od odsetek bankowych. Oznaczałoby to de facto możliwość likwidacji podatku dochodowego w jego obecnej postaci i zastąpienie go podatkiem od funduszu płac przedsiębiorstw.
Taka konstrukcja rodzi pewną filozoficzną wątpliwość na temat sprawiedliwości systemu podatkowego. Progresja podatkowa ma być rzekomo bardziej sprawiedliwa od proporcjonalności opodatkowania.
Co znaczy "sprawiedliwie"
W katolickiej nauce społecznej przyjmuje się, że "sprawiedliwość jest samą cnotą lub raczej wszelka cnota jest jakąś sprawiedliwością, a sprawiedliwość zawiera w sobie wszelkie cnoty". Czyny, które obejmuje sprawiedliwość, są czynami dobrowolnymi. Nie ma bowiem i być nie może sprawiedliwości pod przymusem.
Mogłoby się zatem wydawać, że stawia to pod pewnym znakiem zapytania ideę przymusowej redystrybucji dochodu narodowego w drodze, między innymi, progresywnych podatków dochodowych, w celu osiągnięcia sprawiedliwości. Jednakże komentatorzy katolickiej nauki społecznej dość powszechnie akceptują progresję opodatkowania jako instrument realizacji dobra społecznego, w tym sprawiedliwości społecznej. "Podatek dochodowy powinien mieć skalę progresywną" - pisze Czesław Strzeszewski. "Progresja podatku dochodowego, zwłaszcza gdy idzie o wysokie i bardzo wysokie dochody, jest oczywiście uzasadniona" - dodaje ksiądz Józef Majka. Strzeszewski nie wyjaśnia jednak, dlaczego podatek dochodowy "powinien" mieć skalę progresywną, poza stwierdzeniem, że "ludzie bogaci mają większe od ludzi ubogich obowiązki w stosunku do dobra powszechnego". Twierdzenia takiego niewiele osób, z wyjątkiem zwolenników podatku pogłównego, podejmie się kwestionować. Jednakże z faktu, że bogaci mają większe obowiązki, nie wynika, że między ich bogactwem a obowiązkami nie powinna zachodzić jakaś proporcjonalność. Płacąc podatek proporcjonalny do własnych dochodów w tej samej proporcji co biedni do swoich - bogaci płacą więcej niż biedni i tym samym realizują zasadę większego udziału w realizacji dobra powszechnego. Jeśli ktoś zarabia 10 000 złotych i płaci 15 procent, to płaci 1.500 złotych. Ktoś, kto zarabia 100 000 złotych i płaci 15 proc., płaci 15 000 złotych - dziesięć razy więcej zarabia i dziesięć razy więcej płaci. Na szczęście ksiądz Majka zastrzega, że "obok najniższej granicy opodatkowania, jaką jest utrzymanie podatnika i wyższej, uznawanej także na ogół, należy wymienić jeszcze trzecią granicę, mianowicie prawo do oszczędzania, które jest prawem każdego człowieka biorącego udział w życiu gospodarczym". Dostrzega on również, że zbyt wygórowana progresja podatkowa "stwarza u obywateli poczucie krzywdy i tendencję do uniknięcia jej przez ukrywanie swych dochodów, co oczywiście nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu i zaufaniu obywateli do państwa". Szczególnej ostrożności wymaga też stosowanie progresji przy podatku od wynagrodzeń - nie można bowiem "pozbawiać prawa do oszczędzania ludzi utrzymujących się z pracy". To ostatnie zastrzeżenie jest oczywiste w zestawieniu z katolicką nauką o godności człowieka i godności pracy, którą określa się jako "współdziałanie człowieka z Bogiem w tworzeniu nowych doskonałości bytu". W aspekcie deontologicznym i etycznym "problemem kluczowym etyki społecznej jest sprawa sprawiedliwej zapłaty za wykonywaną pracę. Nie ma w obecnym kontekście innego, ważniejszego sposobu urzeczywistnienia sprawiedliwości w stosunkach pracownik pracodawca, jak właśnie ten: zapłata za pracę" - pisze Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens. Godzi się zatem zapytać, czy może Papieżowi chodzić o wynagrodzenie brutto, otrzymywane przez pracownika od pracodawcy, czy netto - po jego opodatkowaniu. Dostrzega ten problem ksiądz Majka, zastrzegając, że progresja opodatkowania wynagrodzeń nie może być automatyczna. Wynagrodzenie, które człowiek za pracę swą uzyskuje zgodnie z zasadami sprawiedliwości wymiennej, nie powinno być mu odbierane według skali progresywnej tylko z uwagi na samą wysokość tego wynagrodzenia, przekraczającą arbitralnie określoną przez prawo podatkowe granicę.
Progresja wywołuje depresję
Konkludując, można stwierdzić, że komentatorzy katolickiej nauki społecznej akceptują progresję podatkową bardziej jako element działania na rzecz dobra wspólnego, niż sprawiedliwości i to pod warunkiem, że progresja: nie osłabi zainteresowania pomnażaniem dochodu, nie będzie miała negatywnych konsekwencji dla oszczędzania, nie stworzy u obywateli poczucia krzywdy i w konsekwencji nie zrodzi tendencji do ukrywania dochodów, nie będzie wymierzona w dochody z wynagrodzenia za pracę. Po przeanalizowaniu tych warunków można stwierdzić, że takiej progresji nie ma i być nie może. Zbyt stroma i zbyt wysoka progresja z całą pewnością osłabia zainteresowanie oficjalnym pomnażaniem dochodu, czego doświadczyły najbardziej Wielka Brytania i Stany Zjednoczone pod koniec lat 70-tych XX wieku.
Bardzo często progresja ma negatywne konsekwencje dla oszczędzania. W zależności od wysokości i ilości progów podatkowych te negatywne konsekwencje mogą być bardziej lub mniej widoczne, ale nie sposób ich zupełnie wyeliminować. Każda progresja tworzy natomiast u większości obywateli dotkniętych jej skutkami poczucie krzywdy i w konsekwencji rodzi tendencję do ukrywania dochodów. Nie można rozpatrywać tego zagadnienia przy pomocy demokratycznych reguł obliczania poparcia i stwierdzić, że skoro większość społeczeństwa popiera progresję, to, w skali ogólnospołecznej, o poczuciu krzywdy nie może być mowy. O istnieniu takiego poczucia świadczyć bowiem mogą wyłącznie doznania tych obywateli, którzy objęci są wyższą stawką podatkową, a nie większości społeczeństwa, nie dotkniętego progresją. W Polsce około 95 proc. podatników znajduje się w pierwszym przedziale skali podatkowej i płaci podatek według najniższej stawki podatkowej wynoszącej obecnie 19 proc. Nic zatem dziwnego, że większość z nich nie ma poczucia krzywdy, że inni płacą podatki wyższe. Jednak w tej grupie dochody są też zróżnicowane. Można przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że gdyby wprowadzony został jeszcze jeden przedział skali podatkowej, opodatkowany stawką, na przykład 22 proc., tak aby znalazła się w nim ponad połowa podatników, a dla reszty stawka podatkowa zostałaby obniżona do 17 proc., odczucia społeczne uległyby gwałtownej zmianie i poczucie krzywdy wzrosłoby tak samo gwałtownie, jak ilość podatników objętych progresją podatkową. Czwartego warunku księdza Majki w systemie unitarnych podatków dochodowych nie spełnia zaś żadna progresja podatkowa. Aby dochody z pracy mogły być wyłączone z progresji podatkowej, należałoby wrócić do podatków cedularnych, co byłoby raczej nieracjonalne z punktu widzenia efektywności systemu podatkowego. W tym stanie rzeczy przychylność dla progresji podatkowej wyrażona przez Józefa Majkę i Czesława Strzeszewskiego jest dość niezrozumiała.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!






