Logo Przewdonik Katolicki

O Vaclavie Klausie i prawicy wrogiej Kościołowi

Grzegorz Górny
Fot.

28 lutego, po prawie miesiącu "bezkrólewia", nowym prezydentem Czech po Vaclavie Havlu został Vaclav Klaus. Gazety piszą, że Vaclava I na praskim Zamku zastąpił Vaclav II. Kariera Klausa jest jedną z najbardziej błyskotliwych w Europie Środkowej po 1989 roku. Ten urzędnik bankowy po upadku komunizmu został ministrem finansów Czechosłowacji i autorem reform rynkowych w tym kraju. Stworzył...

28 lutego, po prawie miesiącu "bezkrólewia", nowym prezydentem Czech po Vaclavie Havlu został Vaclav Klaus. Gazety piszą, że Vaclava I na praskim Zamku zastąpił Vaclav II.


Kariera Klausa jest jedną z najbardziej błyskotliwych w Europie Środkowej po 1989 roku. Ten urzędnik bankowy po upadku komunizmu został ministrem finansów Czechosłowacji i autorem reform rynkowych w tym kraju. Stworzył też największe prawicowe ugrupowanie w Czechach: Obywatelską Partię Demokratyczną (ODS). Wspólnie ze słowackim przywódcą Vladimirem Mecziarem dążył do rozdziału Czech i Słowacji, co w sposób pokojowy zakończyło istnienie wspólnego państwa czechosłowackiego. W latach 1992-97 Klaus był premierem czeskiego rządu, został jednak zmuszony do rezygnacji z kierowania gabinetem po ujawnieniu skandali finansowych w ODS. Powrócił na szczyty władzy, gdy w 1998 roku został marszałkiem Izby Poselskiej. Ubiegłoroczne wybory parlamentarne nie zakończyły się jego sukcesem, choć zapowiadał po nich powrót na fotel premiera. Postanowił więc ubiegać się o stanowisko prezydenta po ustępującym Havlu. Udało mu się to dopiero za trzecim podejściem (w Czechach głowę państwa wybierają deputowani obu izb parlamentu), a jego zwycięstwo świadczy o żywotności czeskiej prawicy.
Warto w tym miejscu zastanowić się nad fenomenem tej formacji i porównać ją z jej polskimi odpowiednikami.

Czeski Balcerowicz


Ponieważ oblicze czeskiej prawicy najczęściej utożsamiane jest z twarzą Vaclava Klausa, warto zaryzykować porównanie go do któregoś z polskich polityków. Najbliższy w naszym kraju nie jest mu żaden z polityków PiS czy LPR lub dawnego AWS, lecz... były lider Unii Wolności - Leszek Balcerowicz. Zbieżne są zwłaszcza ich biografie. W czasach komunistycznych obaj byli ekonomistami zatrudnionymi w państwowych instytucjach naukowych, na których panowała względna swoboda i gdzie można było, bez naruszania pryncypiów politycznych, prowadzić badania nad zmianą systemu gospodarczego. W Czechach był to Instytut Prognostyczny, w Polsce Wydział Handlu Zagranicznego SGPiS.
Ani Klaus, ani Balcerowicz nie byli dysydentami, prawdopodobnie uznawali to za zbytnią tromtadrację i woleli skoncentrować się na działaniach pragmatycznych, nierzadko wspomagających reżim. Pierwszy w czasach komunistycznych był autorem programu reform Czechosłowackiego Banku Centralnego i doradzał ekipie Husaka niemal do samego końca; drugi do 1981 r. był członkiem PZPR, a jego rozwiązania samorządowe w gospodarce znakomicie wpisywały się w ramy "socjalizmu z ludzką twarzą".
Wejście obydwu w świat wielkiej polityki spowodowane było ich pasją ekonomiczną. Pasja ta sprawia, że kierowane przez nich ugrupowania w coraz większym stopniu stają się jednowymiarowe, tzn. skoncentrowane na gospodarce (w ODS, gdzie nie ma dla Klausa przeciwwagi "etosowców", ta jednowymiarowość jest bardziej wyrazista). Nic więc dziwnego, że do ODS przylgnęło miano partii reform gospodarczych, partii ekonomistów, partii zrównoważonego budżetu, partii prywatyzacji kuponowej itp.

Niechęć wobec katolicyzmu


W Polsce jednym z głównych rysów prawicy jest jej bliskość wobec Kościoła i wartości chrześcijańskich. W Czechach jest inaczej. Od początku istnienia ODS głównym ideologiem tego ugrupowania był znany filozof Vaclav Belohradsky, uznawany przez wielu za niekwestionowany autorytet postmodernistów w Europie Środkowej. Belohradsky twierdzi kategorycznie, że każda prawda zniewala, tak więc każdy, kto uznaje istnienie prawdy obiektywnej, stawia tym samym podwaliny pod system totalitarny. I tak, dla czeskiego myśliciela największym zagrożeniem w skali globalnej jest fundamentalizm religijny, w którym mieści się również nauczanie Jana Pawła II.
Dla polskich prawicowców ktoś reprezentujący takie poglądy jak Belohradsky zostałby uznany za głównego przeciwnika; w Czechach był on przez kilka lat guru największego odłamu prawicy. Według Hynka Fajmona, jednego z czołowych polityków ODS młodego pokolenia, przyczyna tak dużego poparcia dla idei skrajnie liberalnych, a nawet libertyńskich, leżała w charakterze "aksamitnej rewolucji", której celem nie był powrót do tradycyjnych wartości, lecz maksymalne poszerzenie sfery wolności. Zdaniem Fajmona, Czechom zabrakło cieszącej się społecznym zaufaniem instytucji, która mogłaby te wartości chronić.
Roli takiej nie mógł pełnić Kościół katolicki, m.in. ze względu na bagaż historycznych doświadczeń. Czeska świadomość narodowa w XIX wieku kształtowała się w opozycji do monarchii habsburskiej, w której uprzywilejowaną religią był katolicyzm. Czesi nie mogli zapomnieć zwłaszcza wojny trzydziestoletniej i bitwy pod Białą Górą w 1620 r., w której stracili niemal całą swoją szlachtę. Obóz protestancki poniósł wówczas klęskę i rozpoczęła się rekatolizacja Czech, której patronował dwór wiedeński.
Rok 1918, który przyniósł obalenie Habsburgów i powstanie państwa czechosłowackiego, rozpoczął okres jawnego antyklerykalizmu polityków czeskich wobec Kościoła katolickiego. Walkę narodową utożsamiano z walką religijną, dlatego też na ulicach Pragi wykrzykiwano na przemian: "Precz z Wiedniem!" i "Precz z Rzymem!". Jedno z haseł głoszonych przez ówczesnego przywódcę Czechosłowacji Tomasza Garrigue Masaryka brzmiało: "Tabor jest naszym programem". Było to nawiązanie do tzw. ruchu taborytów - czeskiej odmiany reformacji. Tylko w pierwszych dwóch latach niepodległości z Kościoła katolickiego wystąpiło ponad pół miliona Czechów, którzy następnie nie stali się wiernymi żadnego innego wyznania.
Za czasów Pierwszej Republiki Kościół katolicki podlegał różnorakim szykanom i represjom. Nie lepiej było w okresie Protektoratu, gdy Czechami rządzili hitlerowcy. Jeszcze gorsze prześladowania miały miejsce po zwycięstwie komunizmu, kiedy odebrano Kościołowi cały majątek, a księży skazywano na śmierć lub długoletnie kary więzienia albo pobyty w obozach pracy, np. w kopalni uranu w Jachymovie.
Przez 70 lat w Czechach nie istniał żaden model pozytywnej współpracy między państwem a Kościołem katolickim. Nie inaczej stało się po "aksamitnej rewolucji". Jak uważa publicysta "Lidovych Novin" Adam Drda: niechęć, a nawet wręcz obsesja na punkcie katolicyzmu, jest tym, co łączy niemal wszystkie czeskie partie od lewa do prawa.
Potwierdza to była dysydentka, sygnatariuszka Karty 77, Petruska Sustrova, która mówi, że wszystkie rządy prawicowe po 1989 r. traktowały Kościół jako swego rodzaju wroga. Przejawiało się to zwłaszcza w walce o zagrabiony przez komunistów majątek kościelny.
Część polskiej prawicy zwykła często powoływać się na Czechy jako na kraj, w którym przeprowadzono ustawę reprywatyzacyjną. Znacznie rzadziej, albo wręcz w ogóle nie mówiono o tym, że z procesu reprywatyzacyjnego wyłączony został Kościół katolicki. Stało się tak w dużej mierze dzięki postawie Vaclava Klausa, który nigdy nie ukrywał swojej niechęci wobec Kościoła i - w odróżnieniu od Havla - starał się nie uczestniczyć w żadnych uroczystościach katolickich.
W sporze o majątek Kościół nie cieszy się zbyt wielkim poparciem ani społeczeństwa, ani większości ugrupowań politycznych. Po pierwsze - naród czeski jest w dużej mierze zsekularyzowany, a nawet zateizowany, zaś partie wiernie odzwierciedlają ten stan rzeczy. Przeprowadzony niedawno spis ludności pokazał, że w ciągu dekady, jaka minęła od upadku komunizmu, Kościół w Czechach stracił około miliona osób deklarujących się jako katolicy. Na początku lat 90. było ich ponad cztery miliony, obecnie jest około trzech milionów.
Po drugie - niemal 90 procent wiadomości w mediach na temat Kościoła dotyczy spornego mienia, co sprawia, że w oczach telewidzów i czytelników gazet Kościół kojarzy się z instytucją koncentrującą się na zdobywaniu majątku. Tymczasem o wiele ważniejszą kwestią (sprawy majątkowe są zaledwie jej wyrywkiem) wydaje się uregulowanie statusu Kościoła w Czechach. Skoro nie udało się tego uczynić podczas rządów prawicowych, jest wątpliwe, by doszło do tego, gdy rządzi lewica.

Demokracja bez wartości


Jak zauważa redaktor naczelny miesięcznika "Stredni Evropa" Rudolf Kucera, czeska prawica zabrała się przede wszystkim za sferę gospodarki, stawiając sobie za cel zmianę całego systemu ekonomicznego. Była przy tym przekonana, że sukces reform ekonomicznych zapewni realizację innych postulatów, że - jak mówił Vaclav Klaus - wolny rynek stworzy nowe wartości, nową etykę, nową moralność. Czescy liberałowie mieli nadzieję, że transformacja ekonomiczna, jeżeli zostanie przeprowadzona szybko i na szeroką skalę, zdoła dokonać przeobrażenia społecznej moralności. Do niczego takiego jednak nie doszło. Stało się nawet coś odwrotnego. Jak twierdzi Kucera, na skutek tego, że rząd nie zwracał większej uwagi na inne sprawy, poziom moralności obywateli w trakcie przemian ekonomicznych znacznie się obniżył.
Z diagnozą tą zgadza się były szef gabinetu Havla, książę Karl von Schwarzenberg, który uważa, że największym błędem Klausa było budowanie systemu wolnorynkowego w etycznej pustce, bez odniesienia do fundamentalnych wartości. Vaclav Havel jako prezydent zawsze zwracał na to uwagę. Czy jego następca będzie czynił to samo? Czy okaże się prezydentem wszystkich Czechów, czy też znów ignorował będzie wrażliwość katolików?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki